Higiena i pielęgnacja dziecka to niezwykle ważna sprawa. Gdy tylko Majka przyszła na świat robiłam co w mojej mocy by systematycznie wykonywać wszystkie podstawowe czynności, takie jak: kąpiele, obcinanie paznokci, czyszczenie uszu, mycie rączek, ząbków czy przycinanie włosków. Zaangażowałam się w to całą sobą. Po pierwsze ze względu na dobro mojego dziecka, zaś z drugiej strony dla samej siebie. Wiedziałam, że stan mojego dziecka będzie poniekąd świadczył o tym, jaką jestem mamą. Nie ma zatem wątpliwości, że higiena dziecka jest bardzo ważna, ale równie istotne jest, by znać jej granice.

Przez pierwszy rok niemal paranoicznie przebierałam Majkę w czyste ubranka. Po każdej ulewce, każdej choćby najmniejszej plamce zmieniałam jej ubranko by było jej wygodniej, czyściej i zdrowiej. BLW totalnie nie mieściło się w mojej głowie. Gdy karmiłam Majkę po każdej łyżeczce zupki przecierałam jej buźkę chusteczką, do każdego posiłku miała świeżo wyprany śliniak, nie wspominając o tym, że do każdego posiłku kilkakrotnie wyparzałam jej łyżeczki… Wszystko to robiłam dla jej dobra, ale w porę oprzytomniałam. Gdy Maja zaczęła raczkować, a następnie chodzić rozpoczęłyśmy nowy etap. Przytulanie i głaskanie naszej kotki Pusiałki, wyrzucanie ziemi z doniczek, zbieranie paproszków z podłogi i ich konsumowanie, a nawet wyjadanie karmy naszej pupilki doprowadziło do tego, że poznałam, a raczej przypomniałam sobie o niezwykle ważnym elemencie dzieciństwa – o „zdrowych bakteriach„.

Choć z początku dostawałam zawału widząc Majkę w niekoniecznie czystym otoczeniu z brudnymi rączkami, czy pchającą do ust coś, co się absolutnie nie nadaje do jedzenia, tak dość szybko nabrałam do tego dystansu. Dziś Maja jest radosnym, rezolutnym szkrabem, któremu zdarza się m.in. wyjadać piasek czy też taplać się w błocie. Uwielbia zwierzęta i codziennie ma umożliwiony z nimi kontakt. Je samodzielnie mimo, że woli rozrzucać jedzenie wokół siebie niż aplikować je do ust. Jest szczęśliwa. Jest zdrowa. Sterylne warunki przy dziecku wbrew pozorom wcale nie są dobre dla naszych pociech. Wszelkie bakterie i wirusy jakie znajdują się w środowisku naturalnym pomagają wzmacniać odporność dziecka. I na koniec jeszcze jedna sprawa. Tego typu „brudne zabawy” mają znaczny wpływ na rozwój małego człowieka. Zachęcają do poznawania świata poprzez rozwijanie sensoryki i zmysłów: dotyku, węchu, smaku, słuchu i wzroku.

Niebawem podzielę się z Wami moimi pomysłami na zabawy sensoryczne.