Category

Codzienność

Category

Jeśli widzieliście ostatni post kulinarny z przepisem na kurczaka po kenijsku pewnie wiecie, że jestem fanką masła orzechowego. Jeśli nie wiecie, to… Kocham masło orzechowe! Zajadam się nim w każdej postaci: na kanapce, łyżeczką, w ciastach, w obiedzie… Dziś wpadłam na pomysł, by przygotować ciasteczka na jego bazie. To była totalna improwizacja, ale nie będę owijać w bawełnę i powiem tylko, że wyszły przepyszne! Zostawiam zatem przepis 🙂

Składniki:

  • 1 jajko
  • 4 czubate łyżki masła orzechowego Primavika
  • 30 g cukru wanilinowego
  • 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
  • pół łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1/3 łyżeczki soli
  • 2 łyżki mąki

Składniki najzwyczajniej w świecie wrzucamy do miski, ugniatamy ręcznie by dokładnie połączyć masę. Następnie formujemy małe kuleczki, kładziemy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i lekko ugniatamy widelcem, by nabrały kształtu typowo ciasteczkowego. Do ciasteczek można dodać kawałki orzechów, czekolady, żurawiny i co tylko dusza zapragnie 🙂 Pieczemy około 15 minut w temperaturze 175 stopni. WAŻNE: ciasteczka po upieczeniu mają mokry, miękki środek – tak ma być! Dopiero po całkowitym wystudzeniu robią się w pełni kruche. Ważne jest też dobrej jakości masło orzechowe. Mnie nigdy nie zawiodły produkty Primavika. Smacznego!

Macierzyństwo jest cudowne. Nigdy nie miałam co do tego najmniejszych wątpliwości. To najlepsze co mnie w życiu spotkało. Jestem szczęśliwa, jestem spełniona ale i… jestem zmęczona. Tak, zmęczona.

Długo nie umiałam przyznać się do tego, że mam kryzys. Nawet nie jestem w stanie określić dlaczego to ukrywałam. Może duma, może strach przed niesłusznymi osądami ludzi wokół, a może też przed samą sobą, że nie nadaję się do nowej roli, której przecież tak bardzo pragnęłam. Jakkolwiek myślałam, było to głupie. Dziś wiem, że każda matka ma prawo mieć chwilowe załamanie.

Byle do roczku, byle do roczku… Jak już dziecko skończy roczek to będzie z górki, zobaczysz” – zapewniały mnie matki, a ja głupia i niedoświadczona dałam się nabrać. Ząbkowanie, krzyk za każdym razem gdy znikam Majce z pola widzenia, awanturki i wieczne wołanie o cycka osiągnęło level hard. Po roczku zaczęła się ostra jazda bez trzymanki… Majka stała się na tyle rozumną istotką, że doskonale radziła sobie z wykorzystywaniem mnie i testowaniem mojej cierpliwości. Musiałam chodzić z nią za rękę krok w krok. Gdy odmawiałam jej czegoś wpadała w ogromną histerię, która ta zawsze kończyła się na karmieniu, bo tylko pierś była w stanie uspokoić jej nerwuski. Nocki pełne pobudek, zmęczenie fizyczne i psychiczne, obolałe i pogryzione piersi, bóle stawów… Tak oto wpadłam w swój pierwszy matczyny kryzys. Początkowo ukrywałam się z tym, że w głębi siebie krzyczę z rozpaczy. Mimo, że robiłam wszystko co w mojej mocy by zaspokoić Majki potrzeby nadal dręczyło mnie poczucie bezradności. Jednak pewnego dnia pękłam. Schowałam honor w kieszeń i jawnie zaczęłam mówić o zmęczeniu. Poprosiłam bliskich o pomoc. Ku mojemu zaskoczeniu nikt mnie nie oceniał. Pomoc przybyła od razu, a ja nareszcie miałam chwilę dla siebie. Wdech i wydech. Wypiłam nareszcie! ciepłą kawę, wzięłam długą! gorącą kąpiel, nałożyłam maseczkę, włączyłam ulubioną muzykę. Tego właśnie było mi trzeba. Wyłączyć choć na moment funkcję „matka” i zrobić coś dla siebie.

Kryzys ten dał mi wiele do zrozumienia. Matka idealna nie istnieje. Mimo wszelakich supermocy, jakie nadaje macierzyństwo wciąż jestem człowiekiem, który potrzebuje czasem zregenerować siły. Wciąż mam prawo mieć gorsze dni, płakać i okazywać swe słabości. A z dzieckiem jest jak z pogodą. Po burzy zawsze wychodzi słońce. Prędzej czy później schowa rogi i znów będzie słodkim aniołkiem 🙂


W ostatnich kilku dniach humor poprawiła mi iście wiosenna pogoda za oknem jak i nowe ciuszki od Moocha.pl Świetnej jakości białe body z napisem: „Łobuziara” są strzałem w dziesiątkę dla mej pszczółki. Dobrej jakości i miły dla delikatnej skóry materiał bardzo dobrze układa się na małym ciałku. Wyrazisty napis, na śnieżnobiałym tle, który nie oszukujmy się – idealnie pasuje do mojej córeczki, jest trwały i czytelny. Drugim ubrankiem jest czarny t-shirt z napisem: „Czarny się nie brudzi, mama nie marudzi”. Lubię czerń, a Maja jak dotąd nie miała ubranek w tym kolorze. To był błąd! Ciemny materiał cudnie podkreśla jej ciemną karnację i oczka. Ubranka można śmiało prać nawet w wysokich temperaturach (nie patyczkowałam się, zrobiłam brutalny test na 90 stopniach :D), prasować, nosić, brudzić i od nowa! Polecam!

Po długiej przerwie wracam znów do kucharzenia. Wbrew moim obawom nareszcie nauczyłam się radować eksperymentowaniem w garnkach. Co więcej – mam wsparcie u jakże dzielnego i kochającego męża, który chętnie sprząta bałagan, jaki zastaje w kuchni po moich kuchennych rewolucjach (a wierzcie mi, że bałaganiara ze mnie nie mała) 😀

Dzięki marce Primavika, która zaopatrzyła mnie w zestaw maseł orzechowych i sezamowych mam okazję nieco z nimi poszaleć. Zuzia, niezawodna przyjaciółka, zainspirowała mnie kurczakiem po kenijsku, który często gotuje dla swojej rodzinki. Nie mogłam się oprzeć. Od razu zapragnęłam spróbować kuchni afrykańskiej!

Danie jest tanie, niesamowicie proste i szybkie w wykonaniu. Idealnie sprawdzi się na obiad jak również jako danie główne na walentynkową kolację 🙂

Kurczak po kenijsku

Składniki:

  • 2 filety z piersi kurczaka
  • 3 łyżki masła orzechowego Primavika 100%
  • puszka krojonych pomidorów
  • 3 łyżeczki koncentratu pomidorowego
  • 4 łyżki ketchupu pikantnego
  • 1 cebula czerwona
  • 4 ząbki czosnku
  • papryka słodka, chili
  • curry
  • sól, pieprz
  • olej do smażenia

Przygotowanie:

Cebulę wraz z czosnkiem pokroiłam w drobną kostkę, podsmażyłam na odrobinie oleju. Następnie dodałam kawałki kurczaka. Doprawiłam solą, pieprzem, curry, papryką słodką oraz pieprzem. Usmażone mięso zalałam pomidorami z puszki. W ostatnim kroku dodałam koncentrat pomidorowy, ketchup i na koniec masło orzechowe. Całość gotowałam pod przykeyciem na wolnym ogniu przez około 10 minut. Kurczaka podałam z brązowym ryżem. Misja zakończyła się pomyś… przepysznie!

Smacznego!

Rzadko, aczkolwiek kilka razy w życiu zdarzyło mi się spotkać z ludźmi, którzy niespodziewanie wprowadzili światło do mojej codzienności. Czasem były to zwyczajne kilkuminutowe luźne gadki podczas spaceru, czy nawet oczekując w kolejce w supermarkecie, które mimo swej prostoty były wyjątkowe i na długo zapadały mi w pamięć.

Latem, łapiąc z Majką promienie słońca na jednej z ławek na chełmińskim rynku miałam przyjemność porozmawiać z pewną kobietą. Była w średnim wieku i gołym okiem widać było, że czasu wolnego ma aż nadto. Rozpoczynając od błahego pytania o godzinę (choć w zasięgu wzroku był wielki zegar na ratuszu), wdałyśmy się w niesamowicie ciekawą dyskusję. Na pozór zwyczajna rozmowa sprowadziła nas na temat szczęścia. Rozmawiałyśmy o tym, jak istotne jest poszukiwanie radości w życiu. Mimo wielu różnic poglądowych obydwie byłyśmy zgodne co do tego, że należy doceniać i cieszyć się z małych rzeczy. Bardzo mile wspominam tą kobietę. Mam nadzieję, że jeszcze będziemy miały okazję zamienić ze sobą kilka słów.

Dziś miałam przyjemność porozmawiać z równie interesującą osobą – Izą. Izę poznałam 11 marca 2017 roku podczas III edycji Blogilly. Dziś, spotkałyśmy się w nieco innych okolicznościach, a tematem rozmów było nie tyle blogowanie co macierzyństwo. Choć teoretycznie znamy się od dwóch lat, tak dopiero dziś miałyśmy okazję porozmawiać w cztery oczy i… okazało się, że mamy ze sobą bardzo wiele wspólnego. Nie spodziewałam się, że może być tego aż tyle! Mam nieco specyficzne podejście do życia i zwykle ludzie dziwią się na to, co opowiadam o sobie i o tym, jak żyję. Przyzwyczaiłam się do tego, że często reagują zdziwieniem, zniesmaczeniem i przerażeniem na to, co opowiadam ;D Iza zaś zwykle przytakiwała, że u niej sytuacja wygląda identycznie. Czyżbym odnalazła bratnią duszę? Obydwie zastanawiałyśmy się jak to możliwe, że wcześniej tego nie odkryłyśmy. Nareszcie spotkałam na swej drodze kogoś, kto w ma takie samo spojrzenie na świat panujący w social mediach i podobnie jak ja uznaje rzadko spotykany dziś minimalizm. Wyrwałam się na chwilę z domu, spędziłam bardzo miło czas i poznałam nieco lepiej Izę, która jest wspaniałą kobietą 🙂 Dziękuję.

Właśnie dzięki takim spotkaniom i takim ludziom polubiłam wychodzenie naprzeciw światu. Tego typu rozmowy mnie uskrzydlają, przywracają wiarę w ludzkość do tego stopnia, iż jestem w stanie powiedzieć, że… lubię ludzi.

Jako mama staram się wybierać dla mojej pociechy to, co najlepsze. Już będąc kulką ze skarbem w brzuszku poszukiwałam kosmetyków idealnych dla delikatnej niemowlęcej skóry. Po dogłębnych analizach szybko doszłam do prostego wniosku – im krótszy skład, tym lepiej. Po drugie bardzo istotny był dla mnie zapach i jego natężenie. Dziś, kiedy moja córeczka ma prawie roczek doskonale wiem, czego oczekuje jej wrażliwe ciałko i na co powinnam zwracać uwagę podczas zakupów w drogerii.

W ostatnich dniach miałam przyjemność przetestować kosmetyki Corine de Farme. Marka ta zapoczątkowała w roku 1969 we Francji. Jej założycielem był Paul Duprez. Początkowo Corine de Farme oferowała naturalne produkty do pielęgnacji skóry i higieny niemowląt. Obecnie firma posiada ofertę wzbogaconą o naturalne ekstrakty dla całej rodziny.

Delikatny szampon z ekstraktem z nagietka

Świetny, wydajny, bardzo mocno się pieni i… (choć producent zapewnia, że nie) niesamowicie szczypie w oczy. Niestety przez silny detergent, jakim jest SLS, trzeba bardzo ostrożnie myć dziecku włoski tak, by kosmetyk pod żadnym pozorem nie dostał się do oczu. Maja lubi szaleństwa w wodzie i niestety mycie włosków skończyło się na niemałym płaczu. Ponadto zaletą i jednocześnie wadą szamponu jest jego zapach. Jest on przecudowny, szczerze go ubóstwiam! Jednakże utrzymuje się on na skórze i włosach bardzo, baaardzo długo. Trzy dni odczuwania jego zapachu wzbudziły u mnie wątpliwości na temat delikatności owego kosmetyku. Już po pierwszym użyciu postanowiłam go Majce odstawić. Używałam go do mycia własnych włosów i byłam szczerze zadowolona z efektów. Jedwabiście gładkie, miękkie i lśniące włosy. U osoby dorosłej SLS nie jest wrogiem, silne zapachy również nie stanowią problemu. Osobiście dodałam do buteleczki atomizer dla zwiększenia wydajności i wygody w użytkowaniu. Podsumowując: Delikatny szampon z ekstraktem z nagietka? Dla młodzieży i dorosłych – TAK, dla niemowląt – NIE.

Delikatny żel myjący 2w1 z ekstraktem z nagietka

Producent zapewnia, że jest to delikatny myjący kosmetyk w formie żelu do włosów i ciała. Koi i wygładza dzięki naturalnemu wyciągowi z nagietka. Nie szczypie w oczy – tutaj mam wątpliwości. Albo szczypie, albo coś z moimi oczami jest nie tak. Plusem jest to, że nie zawiera parabenów, fenoksyetanolu, alkoholu oraz mydła. Jest hipoalergiczny, testowany pediatrycznie i dermatologicznie. Zapach piękny, opakowanie duże, wygodne i praktyczne, kosmetyk bardzo wydajny, szybko się pieni, ale… Szczypie i pozostawia na długo na skórze intensywny zapach. Dodatkowo (nie wiem co mnie pokusiło), użyłam go do kąpieli po depilacji. To był bardzo zły pomysł. I bolesny.

Extra-delikatny żel myjący 2w1 z ekstraktem z kwiatu migdałowca

Choć znam kosmetyki do kąpieli o jeszcze lepszym składzie niż extra-delikatny żel myjący 2w1 z ekstraktem z kwiatu migdałowca, tak nie mam się do czego tutaj przyczepić. Mimo SLS kosmetyk faktycznie jest delikatny, ma przyjemny (choć znów bardzo trwały) zapach, szybko się pieni (Maja uwielbia bawić się pianką podczas pluskania w wannie). Butelka została wyposażona w wygodny atomizer, a to u mnie konieczny must have. Żel jest bardzo wydajny, nie wysusza, nie podrażnia, zapewnia odpowiednie nawilżenie skóry. Pomijając okolice oczu i silny zapach, nie mam się do czego przyczepić.

Ultra-ochronny żel myjący 2w1 z kompleksem Cold Cream

Ultra-ochronny żel myjący 2w1 z kompleksem Cold Cream to kosmetyk wzbogacony kompleksem roślinnym Cold Cream o właściwościach nawilżających i ochronnych. Jak zapewnia producent, składa się on z minimum 95% składników pochodzenia naturalnego. Ma bardzo przyjemną konsystencję, szybko się pieni, nadaje się do codziennej pielęgnacji. Ma trwały, choć delikatny, świeży zapach. Do jego zalet należy również fakt, iż nie zawiera parabenów, fenoksyetanolu oraz sztucznych barwników. Negatywy i pozytywy podobne jak u poprzedników.

Krem nawilżający z ekstraktem z nagietka

Krem nawilżający do twarzy i ciała został opracowany specjalnie do wrażliwej skóry niemowląt. Wzbogacony w ekstrakt z nagietka, masło Shea oraz roślinną glicerynę znane z właściwości nawilżających i ochronnych. Hipoalergiczny, pozbawiony parabenów, fenoksyetanolu, alkoholu. Bardzo przyjemna konsystencja, ekspresowe wchłanianie się wgłąb skóry, przyjemny i delikatny zapach. Jestem na tak.

Ultra-ochronny krem odżywczy z kompleksem Cold Cream

Ultra – ochronny krem odżywczy z kompleksem Cold Cream intensywnie odżywia oraz pielęgnuje bardzo suchą i wrażliwą skórę dziecka. Wzbogacony o kompleks roślinny Cold Cream znany z właściwości nawilżających i ochronnych, wosk z oliwek, masło Shea, ekstrakt z nagietka oraz glicerynę roślinną. Łagodzi, chroni skórę przed wysuszeniem, pozostawia ją miękką i delikatnie pachnącą. Idealny do codziennej pielęgnacji. Kosmetyk oceniam na plus.

Podsumowując: kosmetyki Corine de Farme nie są najgorszymi, z jakimi miałam do czynienia. Mimo to, znam wiele innych marek, których produkty mają znacznie lepszy skład. Ich delikatność pozostawia wiele do życzenia. Zapach wszystkich wymienionych pozycji jest absolutnie przepiękny, ale zdecydowanie zbyt silny dla bobasów. Chętnie wyposażę swoją kosmetyczkę kosmetykami Corine de Farme, Majki zaś niekoniecznie.

Nowy rok to idealny czas na wewnętrzną refleksję i podjęcie się wdrożenia do codzienności nowych nawyków. Wymaga to dużego zaangażowania i poświęcenia, którym nie każdy jest w stanie podołać. Istnieje jednak pewna skuteczna pomoc w ich systematycznym wykonywaniu…

Określ swój nawyk, sprecyzuj cel, codziennie oznaczaj wykonanie nawyku, podsumuj wyzwanie! Naviko – to aplikacja, za pomocą której w zaledwie pięciu prostych krokach osiągniemy sukces. Dzięki niej realizacja noworocznej listy planów do zrealizowania stanie się przyjemnością i ciekawym wyzwaniem.

Naviko działa w pewnym sensie na zasadzie zakładów. Doskonale wiadomo, że lubimy się zakładać, a co więcej – wygrywać zakłady. Na własnym przykładzie wiem, że to niesamowicie motywująca „dyscyplina”. Aplikacja przy podejmowaniu wyzwania, czyli wdrożenia nowego nawyku, wymaga wpłacenia depozytu. Wysokość kwoty, jaką chcemy przeznaczyć na cel jest dobrowolna. Ponadto musimy zadecydować na co przeznaczymy przelane środki w przypadku niewywiązania się z zadania. Do wyboru mamy: organizacje charytatywne, organizacje kontrowersyjne bądź zespół Naviko. W trosce o swoje finanse motywacja do realizacji obranego celu z pewnością będzie większa, a nasze postępy bardziej efektywne. Przetestowałam to na własnej skórze!

Pamiętajmy, że nie tylko początek roku jest czasem na zmiany. Każdy czas jest odpowiedni na to, by spełniać określone cele. Nie zwlekaj, działaj! Aplikacja jest dostępna do pobrania za darmo w Google Play. Jest banalnie prosta w obsłudze i minimalistyczna co zdecydowanie działa na jej korzyść. Nie posiada zbędnych funkcji, natrętnych reklam i zbyt wielu zasad. Z gotowej listy możemy wybrać sugerowane nawyki, bądź stworzyć własne, dostosowane do naszych wymagań. Jedynym minusem aplikacji jest fakt, że dostępna jest wyłącznie na urządzenia z systemem Android. Mam jednak nadzieję, że niebawem pojawi się także na App Store 🙂

Jeśli chodzi o moją listę tegorocznych postanowień to przyznam szczerze, że jest ona nadal w budowie. Na pierwszym miejscu widnieje urządzenie kącika dla mojej córeczki, jednak to już jest w trakcie realizacji 🙂 Kolejnym celem jest systematyczność w blogowaniu i codzienna aktywność fizyczna. Dzięki Naviko codziennie spacerujemy razem z Majeczką i niecierpliwie odliczamy czas do wiosny, gdy każdą wolą chwilę będziemy mogły spędzać poza domem 🙂 Więcej planów stworzę w ciągu reszty 362 dni tego roku, o czym z pewnością będę informować. Mąż zaś razem z Naviko zamierza rzucić nałóg palenia papierosów, co już niesie za sobą pozytywne efekty.

A na koniec życzę Ci w 2019 roku wytrwałości w postanowieniach i zadowolenia ze swych poczynań. Bądź szczęśliwy.