Category

O matko i córko

Category

Wielkimi krokami zbliża się Dzień Dziecka, który jest niemałym wyzwaniem dla każdego rodzica. To ostatni czas by dokonać ostatnich zakupów i przygotować upominki. W związku z tym, by ułatwić Wam polowanie, śpieszymy z naszymi propozycjami… 

Ze znalezieniem idealnych kosmetyków pielęgnacyjnych nigdy nie jest łatwo. Zarówno moja skłonna do łuszczenia się i trądzikowa cera, która nadal przechodzi hormonalną burzę po ciąży jak i delikatna łatwo przesuszająca się niemowlęca skórka Majki, wymagają kosmetyków, które zapewnią nam odpowiednie nawilżenie i ochronę.

Metodą prób i błędów nareszcie trafiłam na odpowiednie produkty, które w pełni sprostały naszym oczekiwaniom.

Poznajcie naszych faworytów:

DERMEDIC

 Pierwszą styczność z Dermedic miałyśmy jeszcze podczas pobytu w szpitalu. W upominkowym Niebieskim Pudełku, które otrzymałam od położnych tuż po urodzeniu Majki wśród m.in. poradników, pełnowartościowych produktów i próbek znalazło się masełko Linum Emolient z serii baby Dermedic. I… Od razu je pokochałam! Już wyjaśniam dlaczego…

Masło intensywnie natłuszczające do twarzy i ciała

Nie koloryzując – dwieście dwadzieścia pięć gram kosmetyku idealnego dla niemowląt. Skutecznie pielęgnuje, wzmacnia oraz odżywia delikatny naskórek dziecka. Łagodzi i koi stany zapalne w tym świąd, podrażnienia. Masło posiada cudowny, delikatny zapach. Lekka konsystencja kosmetyku ułatwia rozprowadzanie i szybkie przenikanie do skóry. Wśród składników aktywnych znajdziemy między innymi masło shea, olej kakowy, witaminę E i glicerynę. Choć Majka nie posiada skóry skłonnej do atopii niejednokrotnie borykała się z przesuszeniami, a nawet licznymi liszajami. Dotychczas tylko masełko Dermedic zdołało je wygoić! Masło jest bardzo wydajne, starcza na długi okres (u nas średnio 2 miesiące przy regularnym stosowaniu na całe ciałko). I przyznam się szczerze, że sama często podkradam je córci do własnej pielęgnacji 😀

Lipidowy krem barierowy

Krem barierowy oparty został na bazie m.in. oleju lnianego i masła shea. Idealny kosmetyk na spacery jesienią, zimą i wczesną wiosną – tworzy na niemowlęcej buźce barierę ochronną przed wiatrem oraz mrozem. Łagodzi, regeneruje, wzmacnia. Podobnie jak powyższe masełko posiada on bardzo delikatny, przyjemny zapach. Jest wydajny, odpowiedni dla dzieci od pierwszego dnia życia.

dermedic

Emulsja do kąpieli emoliacyjnych

Wygodna buteleczka zawiera delikatną, bezzapachową emulsję do kąpieli. Nie naruszając bariery lipidowej skutecznie myje delikatną skórę, działa przeciwświądowo i przeciwzapalnie. Wspomaga regenerację naskórka, poprawia jego kondycję, elastyczność. Pozostawia na skórze delikatną warstwę ochronną. Jest hypoalergiczna, nie zawiera szkodliwych SLS, parabenów, substancji zapachowych, mydła oraz barwników. Polecam zarówno dla dzieci jak i dorosłych do łagodzenia wszelkich zmian skórnych.

Dermedic zdecydownie jest firmą godną polecenia! Seria Linum Baby jest moim numerem jeden w pielęgnacji mojej córki. Markę cechuje pełen profesjonalizm i zaangażowanie. Zestaw, który otrzymałyśmy został pięknie zapakowany w eleganckie pudełko:

Znalezione obrazy dla zapytania dermedic logo

COLYFINE

REDOX Vitaminum

 

Redox Vitaminum to ekskluzywny, bogaty w witaminy, rewitalizujący krem do pielęgnacji i odnowy skóry zalecany kobietom powyżej dwudziestego piątego roku życia. Reguluje i wzmacnia naturalne procesy, ujednolica koloryt cery. Ma właściwości przeciwzapalne, łagodzi obrzęki, poprawia ukrwienie skóry. Co ważne (w moim przypadku) – ma działanie antyłojotokowe, zamyka pory i rozjaśnia przebarwienia. Idealna lekka konsystencja i delikatny zapach koją zmysły. Krem przeznaczony jest do każdego typu cery zarówno na dzień jak i na noc 🙂 Polecam!

 

Colyfine

Latami marzyłam o dziecku. Niepohamowanie pragnęłam zostać matką, nosić przez dziewięć miesięcy krągły, uroczy brzuszek, spełnić się, udowodnić swoją kobiecość poprzez poród siłami natury i… By urodzoną istotką była córeczka. I choć moje oczekiwania w stosunku do ciąży nieco minęły się z rzeczywistością, gdyż nie byłam tak żwawa, promienna i piękna jak ciężarne kobiety z reklam, mój jakże cenny brzuszek przypominał nie tyle piłeczkę, co przerośniętego arbuza (głównie przez rozstępy), a rozwiązanie mimo chęci zakończyło się cesarskim cięciem, to największe z moich marzeń właśnie zostało spełnione – mam córkę.

Na wieść o ciąży zareagowałam bardzo pozytywnie. Nie było dla mnie wielce istotne jakiej płci będzie istotka, która żyła pod mym sercem, wiedziałam, że bez względu na wszystko będę ją bezgranicznie kochać. Liczyło się przede wszystkim jej zdrowie. Do czasu nim poznaliśmy wraz z mężem płeć mianowaliśmy naszą dziecinkę „Fasolką”. I mimo, że tak na prawdę fasolką była dosłownie przez chwilę, nazywaliśmy ją tak aż do 28 tygodnia ciąży.

Nadszedł jednak ten jakże ekscytujący moment gdy podczas badania usg lekarz zdołał określić płeć. Nareszcie Fasolka mogła się przeobrazić w Majkę lub Adasia! W głębi serca liczyłam na córkę, ale sam fakt zajścia w ciążę był ogromnym darem od losu, wobec czego nie chciałam prosić o więcej, a jednak… „To na sto procent dziewczynka, pani Marchlewska.” – powiedział lekarz. Łzom szczęścia nie było końca!

Dlaczego pragnęłam urodzić córkę?

Głównie przez tożsamość płci. Relacja matki z córką zwykle jest szczególna. To w matki obowiązku spoczywa wprowadzenie jej w kobiecość, kształtowanie osobowości, dbanie o jej wizerunek. Córka zaś zwykle widzi w swej matce swego rodzaju autorytet. Małe dziewczynki lubią naśladować matki, podkradać im ubrania (głównie buty na obcasie) i kosmetyki by wkrótce stać się równie kobiece. I tak, jak niektóre matki dostają od tego furii tak ja nie mogę się tego doczekać! 😀

Największe marzenie zostało zrealizowane. Czy na tym koniec marzeń? Absolutnie! Mam córkę. Teraz moim marzeniem jest sprawić, by zawsze była zdrowa i szczęśliwa.

CÓRECZKA

trampki – Pepco | bluza – Pracownia Mały Miś | opaska – Rossmann 

MATKA

trampki – Gamiss | kurka – Gamiss 

 

 

Dzień dobry, jestem Maja. Urodziłam się zdrowa jak rybka 21 grudnia 2017 roku o godzinie 7:50. Ważyłam całe 4300 gram i mierzyłam 59 centymetrów. W brzuszku mamy było mi bardzo dobrze, mieszkałam tam niemalże dziesięć miesięcy! Niechętnie wybierałam się na ten świat. Podsłuchiwałam kilkakrotnie wielkie odliczania rodziców do moich narodzin. Koniec listopada, szósty, ósmy, a następnie dziewiąty dzień grudnia… Choć frywolnie fikałam w brzuszku, nie dawałam oznak na to, że wkrótce się pokażę. Chciałam zrobić spragnionej mnie rodzinie psikusa. Każdy dzień był niecierpliwym oczekiwaniem na moje narodziny, a kiedy najmniej się mnie spodziewano… przybyłam! Ależ wszyscy się zdziwili! Cóż… Ja również. Kiedy wtulona w pępowinkę smacznie spałam sobie pod serduszkiem mojej mamy, nieproszony pan doktor wdarł się znienacka do mojego mieszkanka i zmusił mnie do wyjścia. Byłam iście oburzona, ale cóż mogłam poradzić… Na zewnątrz było zimno, jasno i głośno. Byłam przestraszona, ale szybko poznałam mamusię i tatusia i… Bardzo spodobało mi się tutaj, na zewnątrz. Nie wiem kim zostanę gdy dorosnę, ale korzystając z tego, iż mama jest blogerką, będę tutaj od czasu do czasu wpadać 🙂

O przepiękną lisią stylizację na poniższej sesji zadbała Pracownia Mały Miś.

Ubranka pracowni zachwycają zarówno wyglądem jak również jakością i sposobem wykonania. Rozmiarówka jest bardzo precyzyjna, komplety są niesamowicie pomysłowe, kreatywne i nadają się na każdą okazję.

Każdy bobas znajdzie coś dla siebie!

Pracownia Mały Miś