Mam dziwny zwyczaj wyróżniać się upodobaniami od większości. Latem, gdy niemal każdy radośnie chwyta dnie iście tropikalnego lata w Polsce ja ledwo żyję odliczając dni do jesieni. To nie tak, że nie lubię lata, choć wiem, że często to powtarzam gdy tylko temperatura przekroczy dwadzieścia pięć stopni. Każda pora roku ma swoje wady i zalety, ale zdecydowanie najlepiej czuję się zarówno fizycznie jak i psychicznie w okresie jesieni i zimy. Dziś otoczona zewsząd narzekaniami że jest ciemno, buro, szaro, zimno i deszczowo ja mam ochotę wirować wraz ze spadającymi liśćmi w strugach deszczu. To jest mój czas.

Kocham złotą polską jesień, czas refleksji, wieczorów z nosem w książce wśród aromatycznych świec i z kubkiem ulubionej kawy w dłoni. Uwielbiam zimę, bo jest magiczna, bo najwspanialsze momenty mojego życia dzieją się zawsze o tej porze roku. Mój mózg najlepiej pracuje od września aż po marzec. Kreatywność, wena, inwencja twórcza działają wówczas na najwyższych obrotach. Czerpię z tego ile się da i rozmyślam, planuję, tworzę.

Majce również podoba się pogoda za oknem. To druga jesień w jej życiu. Gdy tylko zachęcam ją do wyjścia na zewnątrz biegnie pod drzwi i zadaje najważniejsze pytanie – „Pada deść?”. Bo spacery w deszczu to największa frajda. Wychodzimy z obowiązkowym wyposażeniem – kalosze, parasol, koszyczek na kasztany, żołędzie, liście, patyczki, kamyczki, piórka. Wędrujemy za rękę podziwiając cuda natury, a wierzcie mi, że nawet w mieście nietrudno je znaleźć. Uwielbiam się jej przyglądać. Ze wzruszeniem i zarazem niedowierzaniem obserwuję jak wiele już potrafi, jak przemierza na swych małych nóżkach świat w jaki sposób na niego patrzy. Jeszcze rok temu moja mała kluseczka raczkowała wśród liści niewiele rozumiejąc, a dziś jest kasztankomaniakiem radośnie biegającym po kolorowym parku, tupiąc w kałużach i zadając swoje pierwsze pytania „dzie?”, „a cio to?”. Już za chwilę skończy dwa latka. Ciężko mi w to uwierzyć, ale nie zamierzam rozpaczać jak mają w zwyczaju niektóre mamusie, z którymi mam kontakt. Jakoś tak wcale nie jest mi przykro, wręcz przeciwnie. Jestem absolutnie spełniona obserwując jak szczęśliwie rośnie i odkrywa świat. I czekam cierpliwie na coraz to bardziej skomplikowane pytania z jej strony. Kto wie, może niebawem, za kilka lat spyta mnie dlaczego liście zmieniają kolor, a ja… ja z najwyższą przyjemnością udzielę jej odpowiedzi.

Jako mama odkryłam też ciekawą zaletę jesieni – oszczędność. Natura daje nam w tym czasie tyle dobroci, że nie trzeba kupować dzieciom zabawek. Ludziki z kasztanów i żołędzi, bukieciki, wyklejanki i pieczątki z liści, wianki z wykorzystaniem orzechów i szyszek, halloweenowe dekoracje: lampiony z dyni, dynie ozdobne i wiele więcej. To wspaniały czas dla miłośników zero waste i dla osób kreatywnych, lubiących ręczne robótki.

Czy doprawdy nie widzisz jak wspaniała jest jesień?