Konfrontacja z prawdą | Łódź

Ostatnimi czasy wybrałam się wraz z mężem do Łodzi, którą bardzo szybko polubiliśmy. Spędzony tam czas był idealny na wypoczynek i małe refleksje…

Siedząc na 128-letnim balkonie pokoju 401 w łódzkim hotelu Grand, sięgam wspomnieniami do przeszłości. Obserwuję gnające przed siebie ludzkie sylwetki na ulicy Piotrkowskiej.  Z perspektywy czasu zaczynam rozumieć jak wiele się zmieniło w ciągu ostatnich czterech lat. Jak bardzo zmienił się mój charakter i ilu ludzi zdążyło mnie już znienawidzić…

Osiągnęłam m.in. jeden z największych osobistych sukcesów – nauczyłam się szczerości i wygłaszania własnych poglądów bez poczucia wstydu czy odmienności. Dziś nie jestem już tą samą potulną cichą dziewczyną przytakującą na każde rzucone słowo, zgadzającą się ze wszystkimi opiniami innych ludzi. Umiem wyrażać swoje racje, bronić swoich przekonań i mówić wprost o tym, co mi się podoba, a co nie. Dlatego też duża grupa osób, która nie do końca jest w stanie skonfrontować się z prawdą i tym samym pogodzić się z konstruktywną krytyką postanowiła zaliczyć mnie do grona wrogów. Zdaje mi się, że życie wśród osób, które nieustannie przytakują na wszystkie podejmowane wybory i opinie jest dla nich znacznie łatwiejsze od egzystowania w świecie, gdzie narażeni są na ciągłą analizę i interpretację ze strony społeczeństwa. Dzisiejsze konwersacje z ludźmi coraz częściej pozbawione są dyskusji, dzięki której ludzie wymienialiby się swoimi spostrzeżeniami, kształtowaliby swoje poglądy. To smutne…

Codziennie spotykam się z przytakiwaniem „dla świętego spokoju”, albo darciem papy „dla zasady” by na siłę uratować swoje przekonania. Przyglądam się z boku w jak prozaiczny sposób ludzie zatracają swoje prawdziwe oblicza i jestem wprost przerażona. Wolą powiedzieć: „obojętnie”, „tak jak ty wolisz”, „masz rację”, niż zdobyć się na szczerość i jasno się wyrazić. Zostałam wychowana w przekonaniu, że starsi zawsze mają rację, że nie powinno się kogoś krytykować…

Z biegiem czasu zrozumiałam, że to pewnego rodzaju blokada… Zerwałam  z tym. Są tego zalety jak i wady. Zaletą jest oczywiście moja pełna wolność i swoboda, a przede wszystkim świadomość, że w 100% jestem sobą. Jeśli chodzi o złe strony frywolności mojego języka to rzecz jasna jest to nieustannie powiększająca się liczba osób, którzy żywią do mnie dożywotnią urazę. Jest na świecie mnóstwo ludzi, którzy postanowili stanąć przeciwko mnie tylko dlatego, że jasno i taktownie dałam im do zrozumienia, że nie podoba mi się ich fryzura, koszulka, tatuaż czy nawet pupil… Nie neguję ich, każdy ma prawo zarówno do tego, by mnie lubić jak i nienawidzić. Irytuje mnie tylko fakt, że w swym zakłamaniu nie są w stanie powiedzieć mi o tym wprost. Grają serdecznych, bo przecież gdy będą w potrzebie zawsze przybędę. A za moimi plecami zdejmują swoją fikcyjną maskę, umalowaną obłudą i mistyfikacją… Nie jestem typem twardzielki i takie zachowanie sprawia mi nie raz przykrość, ale z drugiej strony… To trochę zabawne 🙂

„Wszyscy strasznie spinamy się , aby być jacyś. Codziennie rysujemy siebie, dolepiamy do siebie klejem kolejne kartki, zdjęcia, wrysowujemy się w ramki, aby poczuć że jesteśmy czymś więcej niż imieniem i nazwiskiem.”     

(J. Żulczyk)