Category

LIFESTYLE

Category

Historia czterech kropek to nic innego jak historia zawarcia paktu przez cztery wiedźmy.

Przyjaźń w czasach nastoletnich stała się dla mnie wytworem wyobraźni, abstrakcją, pretekstem wymyślonym przez toksycznych ludzi, by móc więcej oczekiwać od innych, by uzależniać ich od siebie. Wierzyłam w miłość, ale poprzez zawody, jakie niegdyś wyrządzili mi ludzie uważający się za moich przyjaciół uznałam, że przyjaźń nie ma w moim świecie racji bytu. Myliłam się.

Od zawsze kreując wizję przyjaciółki sądziłam, że to nikt inny jak bratnia dusza, ktoś totalnie podobny do mnie, równie dziwny, równie mroczny, równie wyobcowany jak ja i kto nareszcie załapie moje pokraczne, nieco czarne poczucie humoru. Sporo lat mi zajęło dojście do tego, iż moje domysły są guzik warte.

Odzyskanie wiary w przyjaźń zawdzięczam Majce. Będąc w ciąży i “cierpiąc” na nadmiar wolnego czasu dałam się wplątać w facebook’owe mamusiowe grupy. Chcąc uczyć się macierzyństwa zaczęłam nawiązywać kontakty z doświadczonymi w tych sprawach kobietami. Wiecie co się dzieje na grupach, gdzie siedzi kilka-kilkadziesiąt tysięcy babek kipiących hormonami? Chaos. Z początku było zabawnie. Przesiedziałam kilka dni z popcornem u boku czytając matczyne gównoburze, gdzie członkinie jak niepoważne bluzgały w komentarzach bijąc się o miano matki idealnej. Jednak wszystko ma swoje granice. Gdy poziom kultury zaczął sięgać dna, postanowiłam zawęzić grono “znawczyń”. Wrzuciłam ogłoszenie i otworzyłam prywatą konferencję. Było tłoczno, ponad trzydziestka ciężarnych, ale całkiem szybko różnice poglądowe wywołały czystki. Minęło ponad 2,5 roku, a ja nadal utrzymuję kontakt z trzema mamusiami. Pozostały najsilniejsze, najbardziej zwariowane i… tak bardzo odmienne.

▪ ◾ ▪▪

Matka trójki dzieci, piękna i szczupła, że aż zazdrość mnie boli! Słowiańska dusza, kochająca naturę, leśny dziad. Kreatywna, uzdolniona, zakochana w książkach, głównie kryminałach. Bezgranicznie kochająca, niezniszczalna, wychillowana. Bardzo rodzinna, mająca obsesję na punkcie pielęgnacji włosów, lubiąca tworzyć domowe kosmetyki, wymyślać kreatywne zabawy z dziećmi, skłonna do szaleństw.

◾ ▪▪▪

Piękna, niezwykle kreatywna mama dwójki chłopców, mieszczuch, uzależniona od podróżowania, makaronowych potraw, słodkości, MC Donalda, zakupów i… narzekania. Niespełniona, kapryśna i humorzasta, choć na pozór wydaje się być wesoła, skromna, poukładana i opanowana. Cicha woda brzegi rwie. Pięknie szyje, ma skłonności pedantyczne i manię zbieractwa. Chodząca bomba sprzeczności. Zawsze absolutnie szczera.

▪▪▪ ◾

Roztrzepaniec nie z tej ziemi. Matka czwórki dzieci, potrafi robić pierdyliard rzeczy na raz i zawsze znajdzie dla mnie czas. Szalona do granic możliwości, rodzinna, niepotrzebnie przejmująca się opinią innych, waleczna, cebulomaniaczka, skrywająca swoje prawdziwe piękno. Bardzo bardzo silna osobowość. Altruistka lubiąca wyzwania, pracę w ogrodzie. Towarzyska, bezpośrednia. Zawsze zaradna, wychodzi cało z każdej opresji, wielozadaniowa, ambitna i… szybko się złości.

Na początku prowadziłyśmy niezobowiązujące babskie pogaduszki na temat ciąży i macierzyństwa. Z czasem zaczęłyśmy poznawać się coraz bardziej. Wprowadzałyśmy siebie do swoich codzienności. Zaczęłyśmy dzielić się swoimi problemami, razem przechodziłyśmy przez kryzysowe sytuacje. Dziś moje sprzymierzone wiedźmy wiedzą o mnie więcej iż mama, mąż, a nawet ja sama. Często mnie irytują, często mam ochotę zrobić im krzywdę, ale pomimo wielu sprzecznych idei są. Zawsze są. Na dobre i na złe. Mam absolutną pewność, że zawsze znajdą dla mnie czas, wesprą nawet w tych najbardziej niedorzecznych pomysłach. Są niezawodne i niejednokrotnie udowodniłyśmy, że potrafimy przetrwać kryzysy i dzielące nas kilometry.

Połączyły nas listopadowo-grudniowe krasnalki z rocznika 2017. Dzięki temu Majka posiada cudownych rówieśników, a ja odzyskaną wiarę w ludzi i 3 wspaniałe przyjaciółki.

Ty siostrę masz we mnie aż po kres. Wśród krętych dróg nie zgubimy się. Bądź pewna, że nie zawiodę cię.

Książki mają wpływ na życie czytelnika. Niektóre oddziałują na poglądy, zmieniają tok myślenia w wielu kwestiach. Inne sprawiają, że dostrzegamy to, co wcześniej zdawało się być niezauważalne. Są też i takie, które pomagają nam uporać się z przeszłością z najrozmaitszymi rozterkami lub te, które wspomagają kreowanie nowych marzeń i celów na przyszłość. Wśród tomiszczy można także spotkać dawkę motywacji, siły do działania. Skupmy się na tych ostatnich.

Wszystko zaczyna się w głowie, a kończy gdy nie działasz

Karolina Cwalina-Stępniak to założycielka firmy szkoleniowo – coachingowej, autorka programu dla kobiet „Sexy zaczyna się w głowie”, oferujący szeroki program warsztatowo – szkoleniowy. Specjalista z zakresu rozwoju osobistego, autorka poradników.

Przyznam się bez owijania w bawełnę, że jestem ogromnie wybredna i wymagająca względem jakichkolwiek poradników. Ciężko mi uwierzyć w ich działanie, zwykle mam wrażenie, że są one pisane nie dla samego pomagania, a dla reklamy autorów, ale do rzeczy.

Książka zaliczona została do poradników, ale autorka już na pierwszych stronach zaznacza, że jej książki w żadnym wypadku nie są poradnikami, ani książkami motywacyjnymi. Są jedynie jej „prawdziwą, autentyczną, pełną łez i porażek” historią. Ma to w sobie sporo sprzeczności, ale nie będę nad tym polemizować. Treść kierowana jest do przedstawicielek płci piękej. Szata graficzna jest bardzo delikatna, kobieca. Lektura bogata jest również w przyjemne dla oka, bardzo gustowne zdjęcia autorki.

Książka prócz przedstawienia historii osiągnięcia sukcesów angażuje czytelnika do działania poprzez ćwiczenia do wykonania. Język jest prosty, zrozumiały. Wszystko tak na prawdę wygląda pięknie, nie mam wątpliwości, że autorka jest perfekcjonistką, ale niestety nie mam przekonania co do jej książki. W zasadzie nie dowiedziałam się niczego nowego na temat samego tytułowego działania. Autorka twierdzi, że to nie poradnik, że nie radzi. Rozumiem więc, że to książka która ma służyć za inspirację. Jako coach powinna ludzi dopingować, motywować, a czytając “Wszystko kończy się w głowie, a kończy gdy nie działasz” odnoszę wrażenie, że wyciągam jeden wiosek od autorki polegający na zasadzie: “bądź jak ja, będziesz kobietą sukcesu”. Cóż, to tylko moje osobiste odczucia, więc nie bierz tego do siebie. Nie odradzam, nie polecam.

Smart Sexy – Kaledarz 2020

Tutaj zaś nie mam wątpliwości – to najlepszy planer jaki w życiu miałam. Nareszcie kalendarz w pełni zgodny z moimi wszelkimi wymaganiami. Ładny, lekki, prosty. Minimalizm to podstawa! Nie ma w nim zbędnych tabelek typu “lista zakupów”, “lista obiadów”, czy wyszczególnione godziny na każdy dzień. Nie lubię przesadnego planowania. Szkoda mi cennego czasu na paranoiczne opisywanie każdej minuty życia.

Kalendarz rozpoczyna się listą celów do realizacji na bieżący rok – super sprawa! Każdy tydzień posiada stronę wolną na notatki. Pełna swoboda! Zawiera ciekawe i co ważniejsze nienachalne inspirujące cytaty, przemyślenia, porady i wskazówki na każdy miesiąc. Planer oprawiony jest w twardą, różową okładkę – elegancja. Format zeszytowy sprawia, że bez problemu mieści się do torebki. Jego cena nie przekracza czterdziestu złotych. Czego chcieć więcej? Polecam, polecam, polecam!

Higiena i pielęgnacja dziecka to niezwykle ważna sprawa. Gdy tylko Majka przyszła na świat robiłam co w mojej mocy by systematycznie wykonywać wszystkie podstawowe czynności, takie jak: kąpiele, obcinanie paznokci, czyszczenie uszu, mycie rączek, ząbków czy przycinanie włosków. Zaangażowałam się w to całą sobą. Po pierwsze ze względu na dobro mojego dziecka, zaś z drugiej strony dla samej siebie. Wiedziałam, że stan mojego dziecka będzie poniekąd świadczył o tym, jaką jestem mamą. Nie ma zatem wątpliwości, że higiena dziecka jest bardzo ważna, ale równie istotne jest, by znać jej granice.

Przez pierwszy rok niemal paranoicznie przebierałam Majkę w czyste ubranka. Po każdej ulewce, każdej choćby najmniejszej plamce zmieniałam jej ubranko by było jej wygodniej, czyściej i zdrowiej. BLW totalnie nie mieściło się w mojej głowie. Gdy karmiłam Majkę po każdej łyżeczce zupki przecierałam jej buźkę chusteczką, do każdego posiłku miała świeżo wyprany śliniak, nie wspominając o tym, że do każdego posiłku kilkakrotnie wyparzałam jej łyżeczki… Wszystko to robiłam dla jej dobra, ale w porę oprzytomniałam. Gdy Maja zaczęła raczkować, a następnie chodzić rozpoczęłyśmy nowy etap. Przytulanie i głaskanie naszej kotki Pusiałki, wyrzucanie ziemi z doniczek, zbieranie paproszków z podłogi i ich konsumowanie, a nawet wyjadanie karmy naszej pupilki doprowadziło do tego, że poznałam, a raczej przypomniałam sobie o niezwykle ważnym elemencie dzieciństwa – o “zdrowych bakteriach“.

Choć z początku dostawałam zawału widząc Majkę w niekoniecznie czystym otoczeniu z brudnymi rączkami, czy pchającą do ust coś, co się absolutnie nie nadaje do jedzenia, tak dość szybko nabrałam do tego dystansu. Dziś Maja jest radosnym, rezolutnym szkrabem, któremu zdarza się m.in. wyjadać piasek czy też taplać się w błocie. Uwielbia zwierzęta i codziennie ma umożliwiony z nimi kontakt. Je samodzielnie mimo, że woli rozrzucać jedzenie wokół siebie niż aplikować je do ust. Jest szczęśliwa. Jest zdrowa. Sterylne warunki przy dziecku wbrew pozorom wcale nie są dobre dla naszych pociech. Wszelkie bakterie i wirusy jakie znajdują się w środowisku naturalnym pomagają wzmacniać odporność dziecka. I na koniec jeszcze jedna sprawa. Tego typu “brudne zabawy” mają znaczny wpływ na rozwój małego człowieka. Zachęcają do poznawania świata poprzez rozwijanie sensoryki i zmysłów: dotyku, węchu, smaku, słuchu i wzroku.

Niebawem podzielę się z Wami moimi pomysłami na zabawy sensoryczne.

Podstawowym atutem kobiety są włosy. Nie od dziś wiadomo, że zadbana, lśniąca fryzura ma ogromny wpływ na naszą atrakcyjność. Chcąc zatem być nie tylko mamą, ale ładną mamą rozpoczęłam walkę o zdrowe, piękne włosy. Zaczęłam od podstaw, czyli poszukiwań idealnego szamponu. Dzięki kampanii pod nazwą Akademia Zdrowych Włosów, miałam okazję wypróbować dwie nowości marki Catzy: Healing Herbal Shampoo (ziołowy szampon przeciwłupieżowy z pirytonianem cynku 1% do włosów silnie przetłuszczających się) oraz Healing Shampoo (przeciwłupieżowy szampon do włosów).

Obydwa kosmetyki mają działanie przeciwłupieżowe i w tej kwestii nie mam żadnych zastrzeżeń. Zarówno zielona jak i czerwona wersja szamponu świetnie radzi sobie z bardzo delikatnym łupieżem (tylko taki czasem u mnie występuje). Każdy z nich ma bardzo gęstą konsystencję co uważam za plus, bo szampony zbyt płynne lubią mi – niezdarze, uciekać z dłoni nim trafią na głowę lub co gorsza spłynąć do oczu. Łatwo niewielką ich ilość rozprowadzić na całą długość włosów. Bardzo szybko i intensywnie się pienią skutecznie myjąc włosy oraz całą skórę głowy.

Zapach, konsystencja jak i skuteczność obydwu szamponów są podobne do innych kosmetyków przeciwłupieżowych, których dotychczas używałam. Jest jednak jedna różnica. Nie matowią i nie wysuszają włosów. Podczas ich użytkowania moje włosy były lśniące, gładkie i całkiem nieźle współpracowały podczas stylizacji. Szampony niewiele się od siebie różnią. Poza składem i kolorem opakowań nie zauważyłam żadnych różnic. Obydwa produkty sprostały moim oczekiwaniom. Mam jedno zastrzeżenie co do opakowań. Lubię, gdy szampony wyposażone są w pojemniki z pompką, co jest znacznie wygodniejsze w użytkowaniu. Z przyjemnością będę wracać do przedstawionych produktów. Szampony dostępne są w aptekach, a ich cena to niecałe 15 złotych.


Znalezione obrazy dla zapytania catzy logo

Organizacja czasu to sztuka, nad którą wciąż bardzo ciężko mi zapanować. Niezwykle często gubię ważne zapiski, zapominam o istotnych datach i ogólnie jestem gapciem. Nie żebym specjalnie to robiła. To cecha wrodzona. Wszelkie plannery, kalendarze ścienne sprawdzały się tylko częściowo, bo i te potrafiłam zapodziać. I gdy byłam już bliska załamania nad uciekającym mi czasem niespodziewanie na pomoc przybyło mi… Familiowo.

Miesiąc naszej rodziny

Miesiąc naszej rodziny, to nazwa planera na lodówkę. Jest to magnetyczna, łatwo zmywalna formatka miesiąca, która pozwala nam na swobodne planowanie każdego dnia danego miesiąca. Planer zawiera także gratisy, takie jak: marker do tablic suchościeralnych w klasycznym czarnym kolorze, samoprzylepny uchwyt na pisak oraz magnesy tematyczne. Wymiary tablicy to około 41×52 centymetry.

Użytkowanie tablicy jest banalnie proste, w prosty i przyjemny sposób organizuje nasz czas. Dzięki temu, że jest suchościeralna w każdej chwili możemy dokonywać zmian. Jakość wykonania jest na najwyższym poziomie.

Niestety małe magnesiki niezbyt dobrze trzymają się na tablicy. Nie wiem, czy winą jest zbyt cienka warstwa magnezu, czy też moja lodówka nie jest im przyjazna. Tak czy siak, coś jest na rzeczy 🙂 Byłabym również uradowana, gdyby był większy wybór grafik i kolorów tablic. Szarość niezupełnie mnie satysfakcjonuje 😀

Mimo powyższych uwag z czystym sumieniem mogę polecić planner Familiowo każdej rodzinie, zabieganej mamie, uczniom, studentom, w zasadzie wszystkim ludziom, którzy potrzebują i lubią planować swój czas. Wygodna, trwała, łatwa w użytkowaniu, wysokiej jakości – czego chcieć więcej?

Jeśli widzieliście ostatni post kulinarny z przepisem na kurczaka po kenijsku pewnie wiecie, że jestem fanką masła orzechowego. Jeśli nie wiecie, to… Kocham masło orzechowe! Zajadam się nim w każdej postaci: na kanapce, łyżeczką, w ciastach, w obiedzie… Dziś wpadłam na pomysł, by przygotować ciasteczka na jego bazie. To była totalna improwizacja, ale nie będę owijać w bawełnę i powiem tylko, że wyszły przepyszne! Zostawiam zatem przepis 🙂

Składniki:

  • 1 jajko
  • 4 czubate łyżki masła orzechowego Primavika
  • 30 g cukru wanilinowego
  • 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
  • pół łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1/3 łyżeczki soli
  • 2 łyżki mąki

Składniki najzwyczajniej w świecie wrzucamy do miski, ugniatamy ręcznie by dokładnie połączyć masę. Następnie formujemy małe kuleczki, kładziemy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i lekko ugniatamy widelcem, by nabrały kształtu typowo ciasteczkowego. Do ciasteczek można dodać kawałki orzechów, czekolady, żurawiny i co tylko dusza zapragnie 🙂 Pieczemy około 15 minut w temperaturze 175 stopni. WAŻNE: ciasteczka po upieczeniu mają mokry, miękki środek – tak ma być! Dopiero po całkowitym wystudzeniu robią się w pełni kruche. Ważne jest też dobrej jakości masło orzechowe. Mnie nigdy nie zawiodły produkty Primavika. Smacznego!