Category

LIFESTYLE

Category

“Przystojny, pachnący kosmicznym pyłem” – tak został przedstawiony Księżyc w najnowszej książeczce Majki. “Ekorodzina” to opowieść dla dzieci autorstwa Magdaleny Harnatkiewicz. Wydana została w listopadzie dwa tysiące dziewiętnastego roku przez wydawnictwo Dlaczemu. Jest to opowieść naszej planety Ziemi na temat jej powstania, rodziny i… chorób jakie ją dopadły. Czytanka nie tylko uczy jak być eko, ale także opowiada jak doszło do zaśmiecenia globu. Autorka w prosty i zabawny sposób chciała przekazać dzieciom bardzo ważną wiedzę na temat dbania o środowisko, czy udało się?

Nieustannie zachowywany kontakt narratora z młodym czytelnikiem jest ogromną zaletą tej książki. Dzięki temu dziecko jest bardziej skupione na treści jak również jest w nią bezpośrednio zaangażowane (np. pytaniami: “Jak masz na imię?”). Nie do końca jednak spodobało mi się użycie zwrotu “Skarbie”. Według mnie jest nieco przesadzone, zbyt bliskie. Mimo, że na ostatnich stronach jest wyjaśnienie dlaczego właśnie taki zwrot padał w “Ekorodzinie”, nadal mam problem z zaakceptowaniem go. Ale to nie jest uwaga dla Harnatkiewicz, tylko moja wrodzona czepliwość 🙂

Wielkie brawa należą się autorce za akcentowanie i porównywanie Układu Słonecznego do schematu ludzkiej rodziny. Myślę, że to bardzo ułatwia zrozumienie wielu kwestii. Urzekło mnie także przedstawienie pór roku odnosząc się do osobistych pór roku w życiu człowieka: wiosny jako dzieciństwa, lata jako wczesnej dorosłości, jesieni jako czasu wkraczania w wiek średni oraz zimy jako późnej starości.

Książka mimo iż liczy zaledwie czterdzieści stron ma w sobie sporą dawkę wiedzy. Autorka w treści często odsyła czytelnika do rodziców w celu wyjaśniania skomplikowanych pojęć, a także podaje ciekawe źródła w sieci, z którymi warto się zapoznać. Wspomina również o ważnych osobach, którzy działają na rzecz ekologii, np. o młodej aktywistce Grecie Thunberg czy o Elonie Musku, wynalazcy paneli słonecznych.

“Ekorodzina” jest bogata w liczne ilustracje autorstwa Marty Zawieruchy. Barwne, choć bardzo proste, idealnie trafiają w mój gust. Na końcu lektury znajduje się 5 ilustracji z książki w formie kolorowanek. Nie przeżyłabym bazgrania po książce, ale fajna opcja na ksero.

Podsumowując: zamysł na powstanie książki uważam za bardzo dobry, jednak mam wrażenie, że jej potencjał nie został w pełni wykorzystany. Każdy temat jest traktowany bardzo ogólnikowo, autorka zaczyna daną kwestię i kończy ją odsyłając dziecko albo do rodzica, albo do sieci po więcej informacji. Sama ekologia to również temat rzeka, który nie sprowadza się tylko do poprawnej segregacji śmieci, a zatem szkoda, że tak niewiele jest o niej napisane. Tak czy siak, książeczka jest warta uwagi. Kto wie, może powstanie kolejna część?

Jestem romantyczną sentymentalistką. Kocham kolekcjonować w swojej rozmarzonej głowie wspomnienia, cudowne momenty, jakie miałam przyjemność przeżyć. Często też wiążę je z jakimiś drobiazgami. Lubię zbierać przedmioty, które przywołują dane epizody do skrzynki skarbów. Mam wrażenie, że dzięki nim wspomnienia stają się trwalsze, bardziej namacalne. I choć niejedne wspomnienia/drobiazgi bywają kruche i ulotne, istnieją sposoby na zatrzymanie ich w czasie.

Sierpień 2019. Spędzam niedzielny poranek na łące tuż obok jeziora. Podziwiam roziskrzoną słońcem kołyszącą się taflę wody. Wysoko nad moją głową, na tle puszystych chmur wirują ptaki szczycąc się swoją wolnością. Tuż nad ziemią wśród polnych kwiatów radośnie fruwają liczne motyle. Charakterystyczny zapach jeziora i świeżo skoszonej trawy koi moje zmysły i przenosi w czasy dzieciństwa. Napawam się tą chwilą, tym miejscem i ludźmi, z którymi ją dzielę. W oddali widzę biegnącą w moją stronę maleńką postać. Dwa czekoladowe kucyki podskakują z każdym stąpnięciem jej drobnych stópek. Błyszczące oczy o identycznym kolorze co jej włosy są moją dumą, są dokładnie takie, jak moje. Jej piękny uśmiech, zaraźliwy śmiech rozczula mnie do łez. Moja córeczka. Tuż za nią kroczy on. Najważniejszy mężczyzna w moim życiu. Facet, dzięki któremu uwierzyłam w miłość i dzięki któremu zrozumiałam, jak istotna jest w życiu rodzina. Mój ukochany mąż. Jestem taką szczęściarą, powtarzam w myślach.

“Mamo, maś!” – woła z dumą Majka wyciągając rączkę z maleńkim, ale jakże uroczym polnym bukiecikiem. Na widok upominku zapiera mi dech w piersiach. Moja półtoraroczna córeczka właśnie podarowała mi pierwszy bukiecik! Wzruszam się. Razem tatusiem zbierali kwiatki by mnie uszczęśliwić. Mała rzecz, ogrom szczęścia. Ta chwila na długo zapisze się w moich myślach, ale nie tylko. Zostanie ze mną już na zawsze dzięki Zuzi z Żywicowych Stworów.

Żywicowe Stwory

Jak widać na powyższym zdjęciu etap utrwalania wspomnienia był następujący: otrzymałam bukiecik, ususzyłam go, a Zuzia zatopiła go w żywicy tworząc wyjątkowy i niepowtarzalny naszyjnik. Czy to nie magiczne? Jestem zakochana w nim bez reszty. Biżuteria jest bardzo solidna i oryginalna. Autorka dostosowuje ją do klienta względem kształtu, koloru wypełnienia, obramowania i sznureczka lub łańcuszka. Możliwości zatem jest nieskończenie wiele. Ale to nie wszystko! Wśród Żywicowych Stworów możemy zaleźć też zakładki do książek! Tu nie chodzi o wychwalanie samej działalności, ale poważnie – te zakładki to istne dzieło sztuki, które szalenie ubóstwiam i ostrzegam twórczynię, zamierzam mieć ich co najmniej kilkadziesiąt! Pierwsza zakładka niestety uległa zniszczeniu w transporcie, ale co kurier połamie to Księżycova sklei.

Bloguję hobbystycznie już kilka lat i bardzo często zarówno w wiadomościach czy też podczas rozmów w cztery oczy dostaję wciąż jedno i to samo pytanie – jak założyć bloga, jak to ogarnąć? Dla wielu osób wydaje się być to sprawą niesamowicie skomplikowaną, ale w rzeczywistości to wcale nie takie trudne. Blogowanie to obszerny temat, nad którym można by się rozwodzić bez końca, lecz tym razem w kilku prostych punktach przedstawię na własnym przykładzie jak powstała moja internetowa przystań.

Po pierwsze – pomysł

Żaden blog nie bierze się z niczego. Trzeba mieć pomysł, chęć dzielenia się czymś z ludźmi, jakąkolwiek koncepcję. Marzysz o blogu kulinarnym, urodowym, a może chcesz tworzyć poradnik? Możliwości jest nieskoczenie wiele, a ograniczeń teoretycznie zero. Sama w swoim rejestrze myśli, internetowym pamiętniku prowadzę miszmasz tematyczny i ma się dobrze już cztery lata. Jeśli wiesz, że chcesz poprowadzić swoją stronę, czas działać i po prostu zostać blogerem.

Platforma

Platforma to rzecz, którą tak na prawdę powinno wybrać się na starcie. Wśród najpopularniejszych wyróżnia się Wix, WordPress i Blogger (blogspot). Korzystałam trzy lata z Bloggera, ale wraz z wykupieniem domeny przeniosłam się na WordPress i nie da się ukryć, że różnice są ogromne. O wiele wygodniej pracuje mi się na obecnej platformie, jest tutaj dużo więcej motywów, funkcji i możliwości.

Nazwa bloga i zakup domeny

Jak już coś tworzyć, to wypadałoby robić to porządnie. Działałam przez długi czas na darmowych platformach, ale przyznam, że dopiero strona na własnej domenie dała mi totalną swobodę, więcej możliwości i pełną satysfakcję. Warto zatem zainwestować i tworzyć bloga niezależnego (zwłaszcza, że blogi na własnej domenie są bardziej chwytliwe i zwykle lepiej zarabiają).

Nazwa bloga to na pozór prościzna, ale nie do końca. Tutaj znów słaby ze mnie przykład, bo powinno się unikać nazw z polskimi znakami, ale cóż poradzę, że lubię iść pod wiatr 🙂 Jeśli już wiesz jak ma nazywać się Twój blog, czas na wykupienie domeny. Tylko spokojnie, nie panikuj. Już tłumaczę co to takiego. Domena to nic innego jak adres internetowy, pod którym będzie istnieć Twoja strona. Z polecenia znajomej blogerki skorzystałam z usług OVH, gdzie można wykupić domenę nawet za niecałe 10 zł (opłata roczna).

Hosting

Wiem, że podobnie jak domena tak i hosting wywołują u przyszłych blogerów przerażenie i dezorientację, ale niepotrzebnie. Sama bałam się tych pojęć przez co odkładałam ich wykupienie. Prędko zrozumiałam, że to był błąd. Pojęcie hostingu w najprostszej wersji przedstawia Poradnik Przedsiębiorcy (poradikprzedsiebiorcy.pl):

Wszystkie strony internetowe działają ciągle, od rana do wieczora. Jeśli serwis www zostanie umieszczony na twoim komputerze domowym czy firmowym, gdyby został wyłączony na noc, nikt nie mógłby takiej strony zobaczyć. Dlatego właśnie wynajmuje się miejsce na komputerach, które pracują przez całą dobę, i tam umieszcza stronę internetową. Wówczas niezależnie od pory dnia czy nocy każdy może ją odwiedzić, przeglądać i swobodnie z niej korzystać. Taki komputer to serwer, a usługę, polegająca na udostępnianiu na nim miejsca i zasobów, określa się właśnie mianem hostingu.

Zobacz więcej: https://poradnikprzedsiebiorcy.pl/-co-to-jest-hosting-i-jak-wybrac-wlasciwy

Tutaj również sugerując się radami zaprzyjaźnionych blogerek i opinii w sieci skorzystałam z usług firmy Brandprime. Od trzech lat strona działa bez przerwy, a cena usługi jest bardzo korzystna.

Wsparcie techniczne

Dla nowicjuszy i osób, których rozwinięta technologia przeraża, istnieje wybawienie – wsparcie techniczne. Korzystam z tego ułatwienia i uważam go za absolutny must have dla blogerów nieszczególnie zdolnych czy też nie lubiących się w sprawach czysto technicznych. Dzięki tej opcji nie trzeba grzebać w ustawieniach ryzykując, że coś popsujemy. Obsługa niemal o każdej porze dnia i nocy jest gotowa do realizacji naszych poleceń. Bezpiecznie, łatwo i profesjonalnie. Korzystam z tego wsparcia również od agencji Brandprime.

Determinacja, wena, cel

I na koniec najprostsza sprawa. Masz bloga, masz pomysł. Ostatnim krokiem jest pielęgnacja weny, pobudzanie kreatywności i działanie. Twórz, pisz i nie poddawaj się. Życzę Ci, by blogowanie przysporzyło Ci tyle samo frajdy co mnie. Powodzenia!


BrandPrime

BrandPrime to agencja interaktywna zajmująca się m.in. wsparciem i rozwojem stron internetowych, mediów społecznościowych, pozycjonowaniem i optymalizacją stron poprzez SEO i SEM, copywrithingiem, projektowaniem logo, itd. Współpracuję z tą agencją od kilku lat i śmiało powiem, że dzięki Brandprime wiem, że mój blog jest bezpieczny, że zawsze mogę liczyć na pomoc techniczną z ich strony, a nawet o porady w kwestii ulepszenia bloga. Warto jest zapoznać się z ich ofertą jeśli planujesz zostać blogerem, lub potrzebujesz np. firmowej strony internetowej.

Historia czterech kropek to nic innego jak historia zawarcia paktu przez cztery wiedźmy.

Przyjaźń w czasach nastoletnich stała się dla mnie wytworem wyobraźni, abstrakcją, pretekstem wymyślonym przez toksycznych ludzi, by móc więcej oczekiwać od innych, by uzależniać ich od siebie. Wierzyłam w miłość, ale poprzez zawody, jakie niegdyś wyrządzili mi ludzie uważający się za moich przyjaciół uznałam, że przyjaźń nie ma w moim świecie racji bytu. Myliłam się.

Od zawsze kreując wizję przyjaciółki sądziłam, że to nikt inny jak bratnia dusza, ktoś totalnie podobny do mnie, równie dziwny, równie mroczny, równie wyobcowany jak ja i kto nareszcie załapie moje pokraczne, nieco czarne poczucie humoru. Sporo lat mi zajęło dojście do tego, iż moje domysły są guzik warte.

Odzyskanie wiary w przyjaźń zawdzięczam Majce. Będąc w ciąży i “cierpiąc” na nadmiar wolnego czasu dałam się wplątać w facebook’owe mamusiowe grupy. Chcąc uczyć się macierzyństwa zaczęłam nawiązywać kontakty z doświadczonymi w tych sprawach kobietami. Wiecie co się dzieje na grupach, gdzie siedzi kilka-kilkadziesiąt tysięcy babek kipiących hormonami? Chaos. Z początku było zabawnie. Przesiedziałam kilka dni z popcornem u boku czytając matczyne gównoburze, gdzie członkinie jak niepoważne bluzgały w komentarzach bijąc się o miano matki idealnej. Jednak wszystko ma swoje granice. Gdy poziom kultury zaczął sięgać dna, postanowiłam zawęzić grono “znawczyń”. Wrzuciłam ogłoszenie i otworzyłam prywatą konferencję. Było tłoczno, ponad trzydziestka ciężarnych, ale całkiem szybko różnice poglądowe wywołały czystki. Minęło ponad 2,5 roku, a ja nadal utrzymuję kontakt z trzema mamusiami. Pozostały najsilniejsze, najbardziej zwariowane i… tak bardzo odmienne.

▪ ◾ ▪▪

Matka trójki dzieci, piękna i szczupła, że aż zazdrość mnie boli! Słowiańska dusza, kochająca naturę, leśny dziad. Kreatywna, uzdolniona, zakochana w książkach, głównie kryminałach. Bezgranicznie kochająca, niezniszczalna, wychillowana. Bardzo rodzinna, mająca obsesję na punkcie pielęgnacji włosów, lubiąca tworzyć domowe kosmetyki, wymyślać kreatywne zabawy z dziećmi, skłonna do szaleństw.

◾ ▪▪▪

Piękna, niezwykle kreatywna mama dwójki chłopców, mieszczuch, uzależniona od podróżowania, makaronowych potraw, słodkości, MC Donalda, zakupów i… narzekania. Niespełniona, kapryśna i humorzasta, choć na pozór wydaje się być wesoła, skromna, poukładana i opanowana. Cicha woda brzegi rwie. Pięknie szyje, ma skłonności pedantyczne i manię zbieractwa. Chodząca bomba sprzeczności. Zawsze absolutnie szczera.

▪▪▪ ◾

Roztrzepaniec nie z tej ziemi. Matka czwórki dzieci, potrafi robić pierdyliard rzeczy na raz i zawsze znajdzie dla mnie czas. Szalona do granic możliwości, rodzinna, niepotrzebnie przejmująca się opinią innych, waleczna, cebulomaniaczka, skrywająca swoje prawdziwe piękno. Bardzo bardzo silna osobowość. Altruistka lubiąca wyzwania, pracę w ogrodzie. Towarzyska, bezpośrednia. Zawsze zaradna, wychodzi cało z każdej opresji, wielozadaniowa, ambitna i… szybko się złości.

Na początku prowadziłyśmy niezobowiązujące babskie pogaduszki na temat ciąży i macierzyństwa. Z czasem zaczęłyśmy poznawać się coraz bardziej. Wprowadzałyśmy siebie do swoich codzienności. Zaczęłyśmy dzielić się swoimi problemami, razem przechodziłyśmy przez kryzysowe sytuacje. Dziś moje sprzymierzone wiedźmy wiedzą o mnie więcej iż mama, mąż, a nawet ja sama. Często mnie irytują, często mam ochotę zrobić im krzywdę, ale pomimo wielu sprzecznych idei są. Zawsze są. Na dobre i na złe. Mam absolutną pewność, że zawsze znajdą dla mnie czas, wesprą nawet w tych najbardziej niedorzecznych pomysłach. Są niezawodne i niejednokrotnie udowodniłyśmy, że potrafimy przetrwać kryzysy i dzielące nas kilometry.

Połączyły nas listopadowo-grudniowe krasnalki z rocznika 2017. Dzięki temu Majka posiada cudownych rówieśników, a ja odzyskaną wiarę w ludzi i 3 wspaniałe przyjaciółki.

Ty siostrę masz we mnie aż po kres. Wśród krętych dróg nie zgubimy się. Bądź pewna, że nie zawiodę cię.

Książki mają wpływ na życie czytelnika. Niektóre oddziałują na poglądy, zmieniają tok myślenia w wielu kwestiach. Inne sprawiają, że dostrzegamy to, co wcześniej zdawało się być niezauważalne. Są też i takie, które pomagają nam uporać się z przeszłością z najrozmaitszymi rozterkami lub te, które wspomagają kreowanie nowych marzeń i celów na przyszłość. Wśród tomiszczy można także spotkać dawkę motywacji, siły do działania. Skupmy się na tych ostatnich.

Wszystko zaczyna się w głowie, a kończy gdy nie działasz

Karolina Cwalina-Stępniak to założycielka firmy szkoleniowo – coachingowej, autorka programu dla kobiet „Sexy zaczyna się w głowie”, oferujący szeroki program warsztatowo – szkoleniowy. Specjalista z zakresu rozwoju osobistego, autorka poradników.

Przyznam się bez owijania w bawełnę, że jestem ogromnie wybredna i wymagająca względem jakichkolwiek poradników. Ciężko mi uwierzyć w ich działanie, zwykle mam wrażenie, że są one pisane nie dla samego pomagania, a dla reklamy autorów, ale do rzeczy.

Książka zaliczona została do poradników, ale autorka już na pierwszych stronach zaznacza, że jej książki w żadnym wypadku nie są poradnikami, ani książkami motywacyjnymi. Są jedynie jej „prawdziwą, autentyczną, pełną łez i porażek” historią. Ma to w sobie sporo sprzeczności, ale nie będę nad tym polemizować. Treść kierowana jest do przedstawicielek płci piękej. Szata graficzna jest bardzo delikatna, kobieca. Lektura bogata jest również w przyjemne dla oka, bardzo gustowne zdjęcia autorki.

Książka prócz przedstawienia historii osiągnięcia sukcesów angażuje czytelnika do działania poprzez ćwiczenia do wykonania. Język jest prosty, zrozumiały. Wszystko tak na prawdę wygląda pięknie, nie mam wątpliwości, że autorka jest perfekcjonistką, ale niestety nie mam przekonania co do jej książki. W zasadzie nie dowiedziałam się niczego nowego na temat samego tytułowego działania. Autorka twierdzi, że to nie poradnik, że nie radzi. Rozumiem więc, że to książka która ma służyć za inspirację. Jako coach powinna ludzi dopingować, motywować, a czytając “Wszystko kończy się w głowie, a kończy gdy nie działasz” odnoszę wrażenie, że wyciągam jeden wiosek od autorki polegający na zasadzie: “bądź jak ja, będziesz kobietą sukcesu”. Cóż, to tylko moje osobiste odczucia, więc nie bierz tego do siebie. Nie odradzam, nie polecam.

Smart Sexy – Kaledarz 2020

Tutaj zaś nie mam wątpliwości – to najlepszy planer jaki w życiu miałam. Nareszcie kalendarz w pełni zgodny z moimi wszelkimi wymaganiami. Ładny, lekki, prosty. Minimalizm to podstawa! Nie ma w nim zbędnych tabelek typu “lista zakupów”, “lista obiadów”, czy wyszczególnione godziny na każdy dzień. Nie lubię przesadnego planowania. Szkoda mi cennego czasu na paranoiczne opisywanie każdej minuty życia.

Kalendarz rozpoczyna się listą celów do realizacji na bieżący rok – super sprawa! Każdy tydzień posiada stronę wolną na notatki. Pełna swoboda! Zawiera ciekawe i co ważniejsze nienachalne inspirujące cytaty, przemyślenia, porady i wskazówki na każdy miesiąc. Planer oprawiony jest w twardą, różową okładkę – elegancja. Format zeszytowy sprawia, że bez problemu mieści się do torebki. Jego cena nie przekracza czterdziestu złotych. Czego chcieć więcej? Polecam, polecam, polecam!

Higiena i pielęgnacja dziecka to niezwykle ważna sprawa. Gdy tylko Majka przyszła na świat robiłam co w mojej mocy by systematycznie wykonywać wszystkie podstawowe czynności, takie jak: kąpiele, obcinanie paznokci, czyszczenie uszu, mycie rączek, ząbków czy przycinanie włosków. Zaangażowałam się w to całą sobą. Po pierwsze ze względu na dobro mojego dziecka, zaś z drugiej strony dla samej siebie. Wiedziałam, że stan mojego dziecka będzie poniekąd świadczył o tym, jaką jestem mamą. Nie ma zatem wątpliwości, że higiena dziecka jest bardzo ważna, ale równie istotne jest, by znać jej granice.

Przez pierwszy rok niemal paranoicznie przebierałam Majkę w czyste ubranka. Po każdej ulewce, każdej choćby najmniejszej plamce zmieniałam jej ubranko by było jej wygodniej, czyściej i zdrowiej. BLW totalnie nie mieściło się w mojej głowie. Gdy karmiłam Majkę po każdej łyżeczce zupki przecierałam jej buźkę chusteczką, do każdego posiłku miała świeżo wyprany śliniak, nie wspominając o tym, że do każdego posiłku kilkakrotnie wyparzałam jej łyżeczki… Wszystko to robiłam dla jej dobra, ale w porę oprzytomniałam. Gdy Maja zaczęła raczkować, a następnie chodzić rozpoczęłyśmy nowy etap. Przytulanie i głaskanie naszej kotki Pusiałki, wyrzucanie ziemi z doniczek, zbieranie paproszków z podłogi i ich konsumowanie, a nawet wyjadanie karmy naszej pupilki doprowadziło do tego, że poznałam, a raczej przypomniałam sobie o niezwykle ważnym elemencie dzieciństwa – o “zdrowych bakteriach“.

Choć z początku dostawałam zawału widząc Majkę w niekoniecznie czystym otoczeniu z brudnymi rączkami, czy pchającą do ust coś, co się absolutnie nie nadaje do jedzenia, tak dość szybko nabrałam do tego dystansu. Dziś Maja jest radosnym, rezolutnym szkrabem, któremu zdarza się m.in. wyjadać piasek czy też taplać się w błocie. Uwielbia zwierzęta i codziennie ma umożliwiony z nimi kontakt. Je samodzielnie mimo, że woli rozrzucać jedzenie wokół siebie niż aplikować je do ust. Jest szczęśliwa. Jest zdrowa. Sterylne warunki przy dziecku wbrew pozorom wcale nie są dobre dla naszych pociech. Wszelkie bakterie i wirusy jakie znajdują się w środowisku naturalnym pomagają wzmacniać odporność dziecka. I na koniec jeszcze jedna sprawa. Tego typu “brudne zabawy” mają znaczny wpływ na rozwój małego człowieka. Zachęcają do poznawania świata poprzez rozwijanie sensoryki i zmysłów: dotyku, węchu, smaku, słuchu i wzroku.

Niebawem podzielę się z Wami moimi pomysłami na zabawy sensoryczne.