Category

LIFESTYLE

Category

Długa, gorąca kąpiel w wannie w połączeniu z aromatycznymi świecami, dobrą książką i niekiedy z kieliszkiem wina stanowi dla mnie najlepszą formę relaksu. Mam do tego słabość! Uwielbiam też trwonić oszczędności na wymyślne kosmetyki do kąpieli, ale zdecydowanie bliżej mi do domowych, w pełni naturalnych produktów. Te własnoręcznie wykonane sprawiają mi ogrom frajdy.

Zarówno Majka jak i ja sama mamy wrażliwą skórę, dlatego musimy wspomagać jej pielęgnację sprawdzonymi i bezpiecznymi sposobami. Produkty domowe to niezawodne pomoce w tej kwestii. Soda oczyszczona działa wygładzająco i łagodząco. Idealnie koi skórę i goi podrażnienia. Kwasek cytrynowy pomaga wyrównać pH skóry, odświeża i nadaje skórze blasku. Mleko w proszku odżywia, wygładza i regeneruje. Wykorzystując wymienione produkty stworzyłam ostatnio banalnie proste, urocze i naturalne musujące kuleczki do kąpieli.

Baza:

Najważniejsza część to przygotowanie podstawy. Kiedy stworzymy bazę możemy bawić się z dodatkami i tworzyć własne wariacje.

  • około 100 ml wody w pojemniczku z atomizerem,
  • 400 g sody oczyszczonej,
  • 60 g kwasku cytrynowego,
  • pół szklanki pełnego mleka w proszku,
  • 10 łyżek oliwki do ciała.

Najpierw wsypujemy do miski produkty w proszku. Następnie dodajemy oliwkę. Mieszamy całość dokładnie po każdej dodanej łyżce kosmetyku. Dodajemy wodę. Tutaj bardzo ważne jest, aby nie wlewać jej bezpośrednio na masę bo soda zacznie się pienić, a jak wiadomo, ma się to dziać dopiero w kąpieli 🙂 Tutaj postępujemy podobnie jak z oliwką. Po każdej dodanej wodnej mgiełce mieszamy masę dłońmi, aż stanie się plastyczna, podobna konsystencją do mokrego piasku lub śniegu. Na koniec urozmaicamy gotową bazę dodatkami, które nadadzą kuleczkom charakteru. A możliwości jest mnóstwo!

Potrzebne będą też foremki do formowania kulek. Można zakupić je w sieci, albo wykazać się pomysłowością. Ja użyłam piłeczki do ping ponga 😀 Rozcięłam ją na pół i foremka gotowa! Dzięki temu kulki są mniejsze od standardowych. Zajmują mniej miejsca, są poręczniejsze i wprost idealne dla dzieci.

Rumiankowe ukojenie

  • 2,5 łyżki suszonego rumianku

Te kuleczki tworzyłam głównie z myślą o Majce. Moja córka podobnie jak ja ubóstwia długie kąpiele w wannie. Niestety jej skórka jest bardzo wrażliwa i podatna na podrażnienia, dlatego przy tworzeniu kuleczek dla niej, postanowiłam sięgnąć po rumianek. Jest on świetnym wsparciem na tego typu problemy. Ekspresowo łagodzi zmiany skórne i ma przyjemny ziołowy zapach. Zrobiłam dla niej dwie wersje kolorystyczne: białą oraz różową z dodatkiem kilku kropel barwnika spożywczego.

musujące kuleczki do kąpieli

Bukiet róż

  • niewielka garść suszonych płatków róż
  • 10 kropel olejku lawendowego

Uwielbiam suszyć kwiaty i wykorzystywać je do kąpieli, dlatego nie mogło zabraknąć kuleczki musującej z płatkami róż. Do bazy dodałam garstkę suszu i 10 kropel olejku lawendowego. Teoretycznie bardziej pasowałby tutaj olejek różany, ale lubię urozmaicenia i zwariowane kombinacje. Olejek lawendowy działa przeciwzapalnie i antyseptycznie, działa uspokajająco i wyciszająco. W dodatku specyfik odmładza i wygładza naskórek.

musujące kuleczki do kąpieli

Cynamonowa kawa

  • 3 płaskie łyżki kawy mielonej
  • pół łyżeczki cynamonu

Nie mogło obyć się także bez dwóch rzeczy, które uwielbiam, a mianowicie: kawy i cynamonu. Nie dość, że to mieszanka nieziemskich aromatów to jeszcze wspaniale peelingują skórę. Wygładzenie, nawilżenie, poprawa ukrwienia – gwarantowane. Dodatkowo cynamon ma moc oczyszczania ciała z toksyn.

musujące kuleczki do kąpieli

Herbaciana słodycz

  • 15 kropel olejku herbacianego
  • 2 łyżki cukru gruboziarnistego

Olejek herbaciany to zdecydowanie mój faworyt wśród aromatów. Silny, ale bardzo przyjemny zapach koi zmysły, a ponadto ma szereg cudownych właściwości. Działa antyseptycznie, przeciwbakteryjnie, przeciwgrzybiczo i przeciwwirusowo. Skutecznie leczy podrażnienia, trądzik, wybiela blizny.

musujące kuleczki do kąpieli

Przedstawiłam zaledwie cztery możliwości na musujące kuleczki do kąpieli. Mam nadzieję, że jeśli skorzystasz z przepisu wykażesz się kreatywnością i stworzysz dodatkowe kombinacje. Jeśli tak się stanie podziel się nimi w komentarzu. Inspirujmy się nawzajem 🙂 Niebawem post z przepisem na sole do kąpieli, a tymczasem zapraszam na stary, ale nadal aktualny wpis z przepisem na domowe peelingi.

Czy wiesz czym jest test PERSO.IN? Co wiesz na temat swojej osobowości?

Psychotesty pasjonowały mnie od dziecka. Jako spora, (bo licząca aż dziesięciu członków) rodzina miałyśmy z siostrą duże wyzwanie by je zdobywać. Zgodnie z przyjętym schematem gazety trafiały najpierw do rąk babci. Czytała aktualności, dowcipy, a nawet zdarzało się, że “nadgryzła” nieco krzyżówki. Następnie pisemko trafiało do rąk taty. Po przewertowaniu najświeższych wiadomości chwytał za długopis i w mgnieniu oka rozwiązywał krzyżówkę co do ostatniego hasła. Później jedynie w celach informacyjnych gazeta wędrowała od mamy, przez ciocie, wujka, aż nareszcie trafiały do nas. Chwytałyśmy za nożyczki i szukałyśmy stron z psychologią i ezoteryką. Wycinałyśmy horoskopy, intrygujące ciekawostki i rzecz jasna – testy psychologiczne. Musiałyśmy robić to w pośpiechu, bo tuż po nas pisemko trafiało do rąk młodszych kuzynek, które bez skrupułów rozrywały je na strzępki 😀

Proste, szybkie ankiety zawsze dawały prawdopodobieństwo, że dowiemy się o sobie czegoś nowego. Nie ważne, że wyniki często mijały się z rzeczywistością, że dowiadywałyśmy się komicznych, a czasem i przerażających informacji na swój temat. Nie wiem jak mojej siostrze, ale mi do dziś to sprawia frajdę.

A zatem kiedy otrzymałam propozycję skorzystania z testu osobowości PERSO.IN nie wahałam się ani sekundy.

PERSO.IN

Test osobowości PERSO.IN to polskie narzędzie diagnostyczne, które odkrywa psychologiczne różnice między ludźmi. Specjaliści poprzez ankietę internetową analizują zaznaczone odpowiedzi i wyliczają wynik osobowości badanego. Na ich bazie tworzony jest spersonalizowany raport, który pokazuje naturalne predyspozycje i zawiera instrukcje jak wykorzystać osobowość w życiu prywatnym i zawodowym. Całość wykorzystywana jest do rekrutacji lub celów rozwojowych podczas konsultacji lub szkolenia z certyfikowanym trenerem.

Co zyskasz poprzez wykonanie testu?

  • zwiększysz swoją samoświadomość,
  • poznasz po 15 przewag, ryzyk i sfer, w których się sprawdzisz, by mieć drogowskaz do pracy nad sobą,
  • nauczysz się jak wykorzystać osobowość do osiągnięcia Twoich celów,
  • odkryjesz 10 stylów funkcjonowania, które pogłębią rozumienie Twoich emocji, myśli, uczuć i zachowań.

Badanie składa się z 5 etapów:

  1. Zamawiasz lub otrzymujesz zaproszenie do badania.
  2. Wypełniasz test osobowości.
  3. Otrzymujesz wyniki badania.
  4. Konsultujesz wyniki z trenerem.
  5. Wykorzystujesz wiedzę na temat Twojej osobowości.

Raport osobisty

Raport osobisty to 31 stron, dzięki którym poznasz swoje wyniki. Dokładna analiza, uwzględnia pięć obszarów: ludzie, doświadczenia, obowiązki, stymulatory, trudności. Zyskujemy zatem informację o cechach, które nas wyróżniają na tle innych. Ponadto odkrywamy swoje mocne strony oraz zagrożenia, na które powinniśmy być przygotowani. Poznajemy sfery, w których sprawdzimy się najlepiej, rozwijamy swą samoświadomość, pogłębiamy samoakceptację.

Poniżej znajduje się zilustrowany wynik mojego testu PERSO.IN:

1. Ludzie

Obszar ten skupia się na postawie przyjmowanej względem innych ludzi. Dotyczy zaufania, prostolinijności, altruizmu, ustępliwości, a także skromności czy wrażliwości na potrzeby innych.

2. Doświadczenia

Obszar ten pozwala sprawdzić jak bardzo otwarty jesteś na różnego rodzaju doświadczenia. Zarówno te wewnętrzne (jak wyobrażenia , emocje i uczucia, wyznawane zasady i wartości), jak i te zewnętrzne (piękno i estetyka, podejmowane aktywności oraz nowe idee).

perso.in

3. Obowiązki

Obszar ten dotyczy nastawienia do pojawiających się zobowiązań. Określa Twoją wiarę we własne umiejętności, dążenie do osiągnięć, skłonność do porządku oraz przestrzegania zasad, a także samodyscyplinę oraz rozwagę przed podjęciem działań.

psychotest

4. Stymulatory

Obszar, na bazie którego można określić jak dużo doznań potrzebujesz. Dotyczy nie tylko poszukiwania wrażeń, ale także podejmowania aktywności oraz ilości kontaktów z innymi.

test psychologiczny

5. Trudności

Obszar ten pozwala zobaczyć jak często doświadczasz problemowych sytuacji w codziennym życiu. Dotyczy skłonności do odczuwania lęku, stresu, zdenerwowania, smutku, wstydu oraz zdolności kontrolowania pragnień.

perso.in

Podsumowaniem każdego obszaru są wyszczególnione trzy elementy, w których możemy się sprawdzić. W moim przypadku są to:

PERSO.IN

Rozmowa z ekspertem

Po otrzymaniu osobistego raportu mamy możliwość przeprowadzenia godzinnej sesji z ekspertem w celu omówienia raportu. Dzięki temu dowiemy się jak należy czytać raport i jak wykorzystywać dane informacje w przyszłym życiu.

Czy warto robić test PERSO.IN?

Przyznam, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona testem PERSO.IN. Samo wypełnianie ankiety było ciekawym i co ważniejsze przyjemnym doświadczeniem. Pytania są jasno sformułowane, nie nużą badanego. Z kilku prostych odpowiedzi eksperci wyciągają informacje o naszej osobowości i w szczegółowy sposób je interpretują. W moim przypadku wyniki są bardzo wiarygodne. Szczerze odpowiadałam na każde pytanie i zyskałam zgodny z prawdą raport. Utwierdziłam się w swoich przekonaniach. Nabrałam pewności, że wiem co chcę w życiu robić, głównie w sferze zawodowej. Że moje wybory są słuszne i że poradzę sobie z wyznaczonymi celami.

Cały raport w rzeczywistości jest dużo obszerniejszy, powyższe jego elementy są jedynie przykładem mojego osobistego wyniku. Uważam, że raport może także posłużyć jako dodatek do CV dla przyszłych pracodawców. Firmy, zwłaszcza korporacyjne, często stosują tego typu analizy na swoich pracownikach, by odpowiednio przypisywać stanowiska w firmie.

Polecam test PERSO.IN osobom, które pragną odkrywać swoje mocne i słabe strony, które chcą poznać swoją osobowość. Test świetnie nada się dla osób, które mają problem z obraniem ścieżki zawodowej. Co ciekawe, test jest nie tylko dla osób pełnoletnich! Osoby niepełnoletnie mogą skorzystać z testu odpowiednio przygo

Chcesz przystąpić do badania? Żaden problem! Już teraz możesz przejść do ankiety za pomocą poniższego linku. Dobrej zabawy!

{Darmowy test osobowości}


Płynna wena. Wiesz co to takiego?

Wena to wredna zołza. Pojawia się nagle, zazwyczaj w najmniej odpowiednim czasie. Nie sposób jej okiełznać. Mogę siedzieć z nosem utkwionym w klawiaturę, lub kartkę papieru i nie zapisać ani słowa bo zwyczajnie dopada mnie pustka, ale kiedy tylko prowadzę auto, tkwię w kolejce do kasy w supermarkecie, czy też stoję pod prysznicem, nagle w mojej głowie wręcz kotłuje się od pomysłów i słów, które chciałabym zapisać. I jej okropność polega na tym, że niezwykle prędko ulatuje. Nim dotrę do długopisu, czy też notatek w telefonie znów pamiętam marne strzępki, lub kompletne zero. Dlatego trzeba ją ujarzmiać. Czasem wystarczy udobruchać paskudę. Wyjść na spacer, wyciszyć się, lub… odprężyć się za pomocą magicznego napoju, za pomocą płynnej weny!

Płynna wena, czyli 3 przepisy na napoje pobudzające wenę

Poniżej moje trzy niezawodne przepisy na eliksiry wspomagające i pobudzające wenę twórczą.

Goździkowe Love

Połączenie goździków z czerwoną herbatą to po prostu duet idealny. Uwielbiam ten głęboki aromat i nadzwyczajny smak, który na zawsze pozostaje w pamięci przywołując chwile spędzone przy tym jakże zacnym napoju. Wystarczy chwila z kubkiem bursztynowego eliksiru by ukoić zmysły i pobudzić swoją kreatywność do działania.

Jak ją wyczarować?

Parzymy liściastą herbatę z czerwonokrzewu afrykańskiego, zwaną także jako herbatę rooibos przez około 4-5 min w 90-95 stopniach Celsjusza. Następnie możemy poszaleć z dodatkami. Moja nieodparta słabość do goździków sprawia, że w zupełności wystarczają w podrasowaniu smaku herbaty, ale możecie użyć również soków owocowych, cytryny, imbiru, miodu, cynamonu, itd.

Kawokao

Kawokao to nic innego jak mieszanka kawy rozpuszczalnej i kakao. Kocham kawę, kocham kakao, a połączenie tych dwóch napojów tworzy coś na prawdę wyjątkowego. Niby nic nadzwyczajnego, a smakuje wybornie i daje niezłego kopa! Idealna miksturka na smutki, żale i oczywiście na przypływ weny. Chwila relaksu i pyszności z pewnością wywoła ożywienie twórcze.

Jak je wyczarować?

Parzymy łyżkę kakao z łyżeczką kawy rozpuszczalnej. Dodajemy mleko lub śmietankę. Wierch dekorujemy bitą śmietaną lub spienionym mlekiem. Dla pobudzenia fantazji możemy użyć kolorowych posypek, syropów, pianek marshmallow, wiórek czekoladowych. Możemy także doprawić napój odrobiną cynamonu.

Lodowe Latte

Lody to moja odwieczna słabość podobnie jak kawa latte. Częsta rutyna zaś doprowadza mnie do usypiania inwencji twórczej, jej wygasania. Dlatego swoją kreatywność przelewam na wszystkie możliwe czynności życiowe, nawet przy parzeniu napojów. Lody rozpuszczone w latte sprawiają, że kawa staje się aksamitna, nasycona smakiem zimnej przekąski. Swoje ulubione lodowe latte, często nazywam płynnym ptasim mleczkiem.

Jak je wyczarować?

Parzymy kawę rozpuszczalną, dodajemy do niej lody. Ilość dowolna, szalej! W wysokiej szklance spieniamy mleko. Następnie połączoną kawę z lodami wlewamy do mleka WAŻNE! po ściance szklanki, tak by płyn nie wpadał bezpośrednio na mleczną piankę. Dzięki temu osiągniemy piękne trzy warstwy 🙂

płynna wena

A jakie są Twoje ulubione ciepłe napoje?

Życzę smacznego i nieustającej weny!

Jestem romantyczną sentymentalistką. Kocham kolekcjonować w swojej rozmarzonej głowie wspomnienia, cudowne momenty, jakie miałam przyjemność przeżyć. Często też wiążę je z jakimiś drobiazgami. Lubię zbierać przedmioty, które przywołują dane epizody do skrzynki skarbów. Mam wrażenie, że dzięki nim wspomnienia stają się trwalsze, bardziej namacalne. I choć niejedne wspomnienia/drobiazgi bywają kruche i ulotne, istnieją sposoby na zatrzymanie ich w czasie. Jedym z nich są Żywicowe stwory.

Sierpień 2019. Spędzam niedzielny poranek na łące tuż obok jeziora. Podziwiam roziskrzoną słońcem kołyszącą się taflę wody. Wysoko nad moją głową, na tle puszystych chmur wirują ptaki szczycąc się swoją wolnością. Tuż nad ziemią wśród polnych kwiatów radośnie fruwają liczne motyle. Charakterystyczny zapach jeziora i świeżo skoszonej trawy koi moje zmysły i przenosi w czasy dzieciństwa. Napawam się tą chwilą, tym miejscem i ludźmi, z którymi ją dzielę. W oddali widzę biegnącą w moją stronę maleńką postać. Dwa czekoladowe kucyki podskakują z każdym stąpnięciem jej drobnych stópek. Błyszczące oczy o identycznym kolorze co jej włosy są moją dumą, są dokładnie takie, jak moje. Jej piękny uśmiech, zaraźliwy śmiech rozczula mnie do łez. Moja córeczka. Tuż za nią kroczy on. Najważniejszy mężczyzna w moim życiu. Facet, dzięki któremu uwierzyłam w miłość i dzięki któremu zrozumiałam, jak istotna jest w życiu rodzina. Mój ukochany mąż. Jestem taką szczęściarą, powtarzam w myślach.

“Mamo, maś!” – woła z dumą Majka wyciągając rączkę z maleńkim, ale jakże uroczym polnym bukiecikiem. Na widok upominku zapiera mi dech w piersiach. Moja półtoraroczna córeczka właśnie podarowała mi pierwszy bukiecik! Wzruszam się. Razem tatusiem zbierali kwiatki by mnie uszczęśliwić. Mała rzecz, ogrom szczęścia. Ta chwila na długo zapisze się w moich myślach, ale nie tylko. Zostanie ze mną już na zawsze dzięki Zuzi z Żywicowych Stworów.

Żywicowe Stwory

Jak widać na powyższym zdjęciu etap utrwalania wspomnienia był następujący: otrzymałam bukiecik, ususzyłam go, a Zuzia zatopiła go w żywicy tworząc wyjątkowy i niepowtarzalny naszyjnik. Czy to nie magiczne? Jestem zakochana w nim bez reszty. Biżuteria jest bardzo solidna i oryginalna. Autorka dostosowuje ją do klienta względem kształtu, koloru wypełnienia, obramowania i sznureczka lub łańcuszka. Możliwości zatem jest nieskończenie wiele. Ale to nie wszystko! Wśród Żywicowych Stworów możemy zaleźć też zakładki do książek! Tu nie chodzi o wychwalanie samej działalności, ale poważnie – te zakładki to istne dzieło sztuki, które szalenie ubóstwiam i ostrzegam twórczynię, zamierzam mieć ich co najmniej kilkadziesiąt! Pierwsza zakładka niestety uległa zniszczeniu w transporcie, ale co kurier połamie to Księżycova sklei.

żywicowe stwory

Bloguję hobbystycznie już kilka lat i bardzo często zarówno w wiadomościach czy też podczas rozmów w cztery oczy dostaję wciąż jedno i to samo pytanie – jak założyć bloga, jak to ogarnąć? Dla wielu osób wydaje się być to sprawą niesamowicie skomplikowaną, ale w rzeczywistości to wcale nie takie trudne. Blogowanie to obszerny temat, nad którym można by się rozwodzić bez końca, lecz tym razem w kilku prostych punktach przedstawię na własnym przykładzie jak powstała moja internetowa przystań i wyjaśnię czym jest BrandPrime.

Po pierwsze – pomysł

Żaden blog nie bierze się z niczego. Trzeba mieć pomysł, chęć dzielenia się czymś z ludźmi, jakąkolwiek koncepcję. Marzysz o blogu kulinarnym, urodowym, a może chcesz tworzyć poradnik? Możliwości jest nieskoczenie wiele, a ograniczeń teoretycznie zero. Sama w swoim rejestrze myśli, internetowym pamiętniku prowadzę miszmasz tematyczny i ma się dobrze już cztery lata. Jeśli wiesz, że chcesz poprowadzić swoją stronę, czas działać i po prostu zostać blogerem.

Platforma

Platforma to rzecz, którą tak na prawdę powinno wybrać się na starcie. Wśród najpopularniejszych wyróżnia się Wix, WordPress i Blogger (blogspot). Korzystałam trzy lata z Bloggera, ale wraz z wykupieniem domeny przeniosłam się na WordPress i nie da się ukryć, że różnice są ogromne. O wiele wygodniej pracuje mi się na obecnej platformie, jest tutaj dużo więcej motywów, funkcji i możliwości.

Nazwa bloga i zakup domeny

Jak już coś tworzyć, to wypadałoby robić to porządnie. Działałam przez długi czas na darmowych platformach, ale przyznam, że dopiero strona na własnej domenie dała mi totalną swobodę, więcej możliwości i pełną satysfakcję. Warto zatem zainwestować i tworzyć bloga niezależnego (zwłaszcza, że blogi na własnej domenie są bardziej chwytliwe i zwykle lepiej zarabiają).

Nazwa bloga to na pozór prościzna, ale nie do końca. Tutaj znów słaby ze mnie przykład, bo powinno się unikać nazw z polskimi znakami, ale cóż poradzę, że lubię iść pod wiatr 🙂 Jeśli już wiesz jak ma nazywać się Twój blog, czas na wykupienie domeny. Tylko spokojnie, nie panikuj. Już tłumaczę co to takiego. Domena to nic innego jak adres internetowy, pod którym będzie istnieć Twoja strona. Z polecenia znajomej blogerki skorzystałam z usług OVH, gdzie można wykupić domenę nawet za niecałe 10 zł (opłata roczna).

Hosting

Wiem, że podobnie jak domena tak i hosting wywołują u przyszłych blogerów przerażenie i dezorientację, ale niepotrzebnie. Sama bałam się tych pojęć przez co odkładałam ich wykupienie. Prędko zrozumiałam, że to był błąd. Pojęcie hostingu w najprostszej wersji przedstawia Poradnik Przedsiębiorcy (poradikprzedsiebiorcy.pl):

Wszystkie strony internetowe działają ciągle, od rana do wieczora. Jeśli serwis www zostanie umieszczony na twoim komputerze domowym czy firmowym, gdyby został wyłączony na noc, nikt nie mógłby takiej strony zobaczyć. Dlatego właśnie wynajmuje się miejsce na komputerach, które pracują przez całą dobę, i tam umieszcza stronę internetową. Wówczas niezależnie od pory dnia czy nocy każdy może ją odwiedzić, przeglądać i swobodnie z niej korzystać. Taki komputer to serwer, a usługę, polegająca na udostępnianiu na nim miejsca i zasobów, określa się właśnie mianem hostingu.

Zobacz więcej: https://poradnikprzedsiebiorcy.pl/-co-to-jest-hosting-i-jak-wybrac-wlasciwy

Tutaj również sugerując się radami zaprzyjaźnionych blogerek i opinii w sieci skorzystałam z usług firmy Brandprime. Od trzech lat strona działa bez przerwy, a cena usługi jest bardzo korzystna.

Wsparcie techniczne – BrandPrime

Dla nowicjuszy i osób, których rozwinięta technologia przeraża, istnieje wybawienie – wsparcie techniczne. Korzystam z tego ułatwienia i uważam go za absolutny must have dla blogerów nieszczególnie zdolnych czy też nie lubiących się w sprawach czysto technicznych. Dzięki tej opcji nie trzeba grzebać w ustawieniach ryzykując, że coś popsujemy. Obsługa niemal o każdej porze dnia i nocy jest gotowa do realizacji naszych poleceń. Bezpiecznie, łatwo i profesjonalnie. Korzystam z tego wsparcia również od agencji Brandprime.

Determinacja, wena, cel

I na koniec najprostsza sprawa. Masz bloga, masz pomysł. Ostatnim krokiem jest pielęgnacja weny, pobudzanie kreatywności i działanie. Twórz, pisz i nie poddawaj się. Życzę Ci, by blogowanie przysporzyło Ci tyle samo frajdy co mnie. Powodzenia!


BrandPrime

BrandPrime to agencja interaktywna zajmująca się m.in. wsparciem i rozwojem stron internetowych, mediów społecznościowych, pozycjonowaniem i optymalizacją stron poprzez SEO i SEM, copywrithingiem, projektowaniem logo, itd. Współpracuję z tą agencją od kilku lat i śmiało powiem, że dzięki Brandprime wiem, że mój blog jest bezpieczny, że zawsze mogę liczyć na pomoc techniczną z ich strony, a nawet o porady w kwestii ulepszenia bloga. Warto jest zapoznać się z ich ofertą jeśli planujesz zostać blogerem, lub potrzebujesz np. firmowej strony internetowej.

Historia czterech kropek to nic innego jak historia zawarcia paktu przez cztery wiedźmy. Historia o tym, jak narodziła się przyjaźń.

Przyjaźń – czy istnieje na prawdę?

Przyjaźń w czasach nastoletnich stała się dla mnie wytworem wyobraźni, abstrakcją, pretekstem wymyślonym przez toksycznych ludzi, by móc więcej oczekiwać od innych, by uzależniać ich od siebie. Wierzyłam w miłość. Jednak poprzez zawody, jakie niegdyś wyrządzili mi ludzie uważający się za moich przyjaciół uznałam, że przyjaźń nie ma w moim świecie racji bytu. Potem szłam przez życie zaślepiona wpojonymi przeze mnie samą racjami. Ale jak to często w moim życiu bywa – myliłam się.

Od zawsze kreując wizję przyjaciółki sądziłam, że to nikt inny jak bratnia dusza, ktoś totalnie podobny do mnie, równie dziwny, równie mroczny, równie wyobcowany jak ja i kto nareszcie załapie moje pokraczne, nieco czarne poczucie humoru. Sporo lat mi zajęło dojście do tego, iż moje domysły są guzik warte. Ale jak to mawiają: lepiej późno niż wcale, prawda?

Odzyskanie wiary w przyjaźń zawdzięczam Majce. Będąc w ciąży i “cierpiąc” na nadmiar wolnego czasu dałam się wplątać w facebook’owe mamusiowe grupy. Chcąc uczyć się macierzyństwa zaczęłam nawiązywać kontakty z doświadczonymi w tych sprawach kobietami. Wiecie co się dzieje na grupach, gdzie siedzi kilka-kilkadziesiąt tysięcy babek kipiących hormonami? Chaos. Z początku było zabawnie. Przesiedziałam kilka dni z popcornem u boku czytając matczyne gównoburze, gdzie członkinie jak niepoważne bluzgały w komentarzach bijąc się o miano matki idealnej. Jednak wszystko ma swoje granice. Doszło do sytuacji, gdy miarka się przebrała. Gdy poziom kultury zaczął sięgać dna, postanowiłam zawęzić grono “znawczyń”. Wrzuciłam ogłoszenie i otworzyłam prywatą konferencję. Było dość tłoczno, ponad trzydziestka ciężarnych, ale całkiem szybko różnice poglądowe wywołały czystki. Od tamtej pory minęło ponad 2,5 roku, a ja nadal utrzymuję kontakt z trzema mamusiami. Pozostały najsilniejsze, najbardziej zwariowane i… tak bardzo odmienne.

Luiza

To matka trójki dzieci, piękna i szczupła, że aż zazdrość mnie boli! Słowiańska dusza, kochająca naturę, leśny dziad. Kreatywna, uzdolniona, zakochana w książkach, głównie kryminałach. Bezgranicznie kochająca, niezniszczalna, wychillowana. Bardzo rodzinna, mająca obsesję na punkcie pielęgnacji włosów, lubiąca tworzyć domowe kosmetyki, wymyślać kreatywne zabawy z dziećmi, skłonna do szaleństw.

Zuza

Piękna, niezwykle kreatywna mama dwójki chłopców, mieszczuch, uzależniona od podróżowania, makaronowych potraw, słodkości, MC Donalda, zakupów i… narzekania. Niespełniona, kapryśna i humorzasta. Na pozór wydaje się być wesoła, skromna, poukładana i opanowana. Cicha woda brzegi rwie. Pięknie szyje, ma skłonności pedantyczne i manię zbieractwa. Chodząca bomba sprzeczności. Zawsze absolutnie szczera.

Justyna

Roztrzepaniec nie z tej ziemi. Matka czwórki dzieci, potrafi robić pierdyliard rzeczy na raz i zawsze znajdzie dla mnie czas. Szalona do granic możliwości, rodzinna, niepotrzebnie przejmująca się opinią innych, waleczna, cebulomaniaczka, skrywająca swoje prawdziwe piękno. Bardzo bardzo silna osobowość. Altruistka lubiąca wyzwania, pracę w ogrodzie. Towarzyska, bezpośrednia. Zawsze zaradna, wychodzi cało z każdej opresji, wielozadaniowa, ambitna i… szybko się złości.

Na początku prowadziłyśmy niezobowiązujące babskie pogaduszki na temat ciąży i macierzyństwa. Z czasem zaczęłyśmy poznawać się coraz bardziej. Wprowadzałyśmy siebie do swoich codzienności. Zaczęłyśmy dzielić się swoimi problemami, razem przechodziłyśmy przez kryzysowe sytuacje. Owe sprzymierzone wiedźmy wiedzą o mnie wiele. Więcej niż ktokolwiek inny. Niż moja mama, mąż, a nawet i ja sama. Na dodatek często mnie irytują, niezwykle często! I nie ukrywam też, że miewam nie raz i nie dwa ochotę by zrobić im krzywdę. Ale pomimo wielu sprzecznych idei… są.

Zawsze są.

Na dobre i na złe. Mam absolutną pewność, że zawsze znajdą dla mnie czas, wesprą nawet w tych najbardziej niedorzecznych pomysłach. Są niezawodne i niejednokrotnie udowodniłyśmy, że potrafimy przetrwać kryzysy i dzielące nas kilometry. Bez względu na to, co by się nie działo zawsze wracamy do siebie niczym bumerang. Bo jest nam bez siebie ciężko, nudo, szaro. Bo musimy być razem. Zjawisko to nazwałam wzajemnym, przyjacielskim uzależnieniem.

Połączyły nas listopadowo-grudniowe krasnalki z rocznika 2017. W ten oto sposób Majka zyskała cudownych i wyjątkowych rówieśników. A ja wiarę w ludzi oraz 3 wspaniałe przyjaciółki. Czy to nie wspaniałe?

Przyjaźń istnieje, zapewniam.

Ty siostrę masz we mnie aż po kres. Wśród krętych dróg nie zgubimy się. Bądź pewna, że nie zawiodę cię.