Category

#mamyblogują

Category

Nastały święta wielkanocne. Najtrudniejsza i zarazem najsmutniejsza Wielkanoc w naszym życiu trwająca podczas akcji #zostańwdomu. Święta w czasie szalejącej pandemii to ciężki czas. Nie udamy się na święcenie koszyczków, nie odwiedzimy swoich bliskich, nie udamy się na rodzinny spacer, nie nazrywamy kwiatów. Nam, dorosłym ciężko jest usiedzieć w domach gdy za oknem kusi nas bezchmurne niebo, zaś dla dzieci sytuacja ta jest podwójnie ciężka do zniesienia. Są zdezorientowane i trudno im żyć bez możliwości korzystania i poznawania świata. To my, rodzice musimy stanąć na wysokości zadania, zapewnić im rozrywkę, zajęcia, które zrewanżują im zamknięcie w domu i przegonią nudę.

Na pozór nie wydaje się to trudne, choć wymyślanie coraz to nowszych, zaskakujących zabaw może prędko wyczerpać kreatywność rodzica. Dlatego też wraz z innymi pomysłowymi mamusiami wychodzimy naprzeciw. Przedstawiamy garść pomysłów na świetne zabawy z maluchami, które idealnie nadają się na obecny czas.

#zostańwdomu – baw się z dziećmi w zabawy takie, jak:

  • patyczkowy karmnik,
  • domowa piankolina,
  • tekturowy teatrzyk (mini),
  • tekturowy teatrzyk (maxi),
  • niteczkowy obrazek,
  • tablica sensoryczna.

Gościnie wystąpiły:

  • Aleksandra – mama 8-letniego Wiktora i 3,5 miesięcznej córeczki, autorka bloga: viktolandia.blogspot.com
  • Ania – mama 5-letniej Zosi i 2,5 letniego Jasia, współautorka inspirującego bloga sisandkids.pl
  • Zuzia – chodząca kreatywność (choć nie dostrzegająca swego geniuszu), mama dwójki uroczych chłopców 5-letniego Filipka i 2-letniego Kamilka,
  • Dominika – kreatywna do granic możliwości mama 2,5-letniego Antosia i rocznego Nikosia.

1. Patyczkowy karmnik

W miarę możliwości staramy się dotleniać spędzając czas na podwórku. Mały, choć uroczy kącik natury ratuje nas przed depresją. Uwielbiamy razem z Majką przesiadywać na bujaczce z głowami uniesionymi w górę. Obserwujemy wówczas chmury i wirujące na ich tle ptaki. Ćwierkanie i frywolne szybowanie po niebie tych wolnych stworzeń nas odpręża. Maja jest nimi bardzo zafascynowana, dlatego postanowiłyśmy spróbować je zwabić by móc przyglądać się im nieco bliżej. Z kolorowych patyczków stworzyłyśmy karmnik. Wykonanie malutkiego domku jest banalnie proste. Wystarczy nam spora ilość patyczków po lodach i klej na gorąco. Moja córka jest jeszcze za mała na tak ekstremalne wynalazki jak pistolet na klej, ale miała ogromną frajdę przy podawaniu patyczków i wybieraniu kolorów. Patyczki najpierw ułożyłyśmy w kwadrat, a następnie kolejno nakładałyśmy na niego kolejne warstwy. Gotowy domek powiesiłyśmy na drzewie, a do jego wnętrza wsypałyśmy nasionka pszenicy i słonecznika. Pozostaje tylko czekać, aż ktoś w nim zagości 🙂

2. Domowa piankolina

Nasza piankolina robi furorę na Instagramie. Sporo osób poprosiło mnie o przepis. Co prawda, na internecie i w sklepach stacjonarnych te masy są na wciągnięcie ręki, ale w nieco innej formie. Słynna ciastolina Play-doh jest jak dla mnie trochę za droga na chwilę zabawy. Kolory też się szybko mieszają i efekt jest chwilowy. Zaś domowa piankolina to świetna alternatywa ciastoliny, a najlepsza zabawa jest wtedy, gdy pozwolimy dziecku mieszać, przygotować masę.

Składniki:

  • pianka do golenia 3 szklanki,
  • mąka ziemniaczana 3 szklanki,
  • płyn do mycia naczyń 0,5 szklanki
  • barwniki

Sposób przygotowania:

  • Wsypać mąkę do miski. Następnie wlać piankę do golenia.
  • Wymieszać ze sobą, stopniowo dodając płyn do mycia naczyń. 
  • Jeśli masa będzie zbyt lepka dodać niewiele mąki, zaś jeśli masa będzie sucha dodać trochę pianki do golenia. 
  • Opcjonalnie możesz dodać barwnik, by dziecko miało frajdę z kolorowej masy. 

3. Tekturowy teatrzyk (wersja mini)

Moje dzieci bardzo lubią zabawy w odgrywanie scenek. Codziennie muszę się wcielać w przeróżne role- raz jestem weterynarzem ratującym zwierzęta, innym razem lalką, która przyszła na kawkę do koleżanki, mechanikiem samochodowym, do którego przyjeżdżają auta na serwis, albo policjantką, która musi ścigać złodziei. Kiedy ostatnio moja córka poprosiła mnie o zrobienie papierowych zwierzątek, które chciała przykleić na słomkach, by sobie nimi „grać”, postanowiłam pójść krok dalej i…zrobić z dziećmi nasz własny domowy teatrzyk.

Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę, a praca nad teatrzykiem (i tworzenie oraz oglądanie spektakli) ogromną frajdą dla całej rodziny.

Potrzebne będą:

  • karton (my użyliśmy takiego po butach)
  • klej (u nas na gorąco)
  • słomki
  • białe lub kolorowe kartki
  • taśma dwustronna (albo zwykła, jeśli nie macie)
  • wszelkie zalegające rzeczy, które posłużą za ozdoby
  • kawałek materiału lub serwetki (do zrobienia kurtyny)

Całą zabawę rozpoczynamy od wycięcia w kartonie środka (tak, żeby zostawić kilka centymetrów ramki). Ja z dodatkowej części kartonu (zamknięcia) wycięłam górę naszego teatrzyku, a z kolorowych kartek zrobiłam trójkąty i podpisałam „TEATR”.

W związku z tym, że nasz karton był podniszczony i nie wyglądał zbyt ładnie, okleiliśmy go ozdobnym papierem. Jeżeli nie macie papieru, możecie wziąć kredki, pisaki i ozdobić karton rysunkami. Na koniec, żeby było bardziej profesjonalnie, zrobiliśmy kurtynę. Posłużyły nam do tego dwie papierowe serwetki, dwie słomki i taśma. W serwetce zrobiłam małe dziurki i nawlekłam ją na słomkę. Słomkę zaś przykleiłam taśmą do tylnej części kartonu.

Teatrzyk w zasadzie jest już gotowy. Brakuje tylko aktorów 🙂

Naszymi aktorami były początkowo papierowe figurki na słomkach (zwierzęta, auto, autobus), ale szybko okazało się, że zagrać chcą także pluszaki, resoraki i przeróżne zabawki moich dzieci. Możecie też zrobić aktorów ze skarpetek – wystarczy nałożyć je na ręce, dorysowując wcześniej oczy, buzię lub doczepiając im jakieś elementy, albo animować dowolny domowy przedmiot. Wszystko zależy od Waszej wyobraźni. Niech Was poniesie!

4. Tekturowy teatrzyk (wersja maxi)

Przy dwójce dzieci i rodzinie, która obchodzi wszystkie okazje jakie tylko są (święta, urodziny, imieniny) zabawek mamy pełno. Plastik ogarnął nasze dosyć małe zagracone mieszkanko tak, że nawet balkon i piwnica zostały zaadoptowane na zabawkowe przechowalnie. A wiecie co bardziej od nowych zabawek cieszy moje dzieci? Pudełka… Ok, żeby było jasne z zabawek oczywiście też się cieszą, pobawią się i po kilku dniach rzucą w kąt, albo zdążą coś ułamać, zagubić. Zabawka szybko traci zainteresowanie.

Ostatnio przy okazji zagospodarowania podwórkowego placu zabaw został nam dosyć sporych rozmiarów karton po domku – świetny na  wykorzystanie go do stworzenia teatrzyku! Cały proces zaadoptowania kartonu na teatr był banalnie prosty. Wystarczyło wyciąć prostokąt na środku, dać dzieciom pisaki/kredki/farbki i patrzeć jak ponosi je wyobraźnia.

Oczywiście jak to w teatrze bywa nie mogło zabraknąć kurtyny, którą zrobiliśmy z mojej bluzki (wycięte dwa prostokątne kawałki materiału) i przymocowaliśmy ją za pomocą sznurka i taśmy klejącej. Przy pomocy taty Filip (6 lat) stworzył brygadę aktorów (z rurek po papierze toaletowym), scenografię (kartonowy zamek) i bilety (wycięte kawałki kartki papieru opisane “bilet”). Kamil (2 lata) miał za zadanie, jak już wszystko będzie gotowe przyprowadzić nas na przedstawienie. I tu zaczyna się zabawa bez ograniczeń. Narratorem może być dziecko lub rodzic a aktorami pluszaki, figurki, pacynki. Pełna dowolność, mnóstwo frajdy !

5. Niteczkowy obrazek

Jestem pewna, że każda z nas ma w domu chociaż kilka awaryjnych szpulek z nitkami. Ja akurat szyć lubię więc mam ich spory zapas w praktycznie każdym kolorze. Po dzisiejszym szyciu maseczek zainspirowana bałaganikiem w postaci uciętych resztek nitek postanowiłam je wykorzystać. Zabawę nazwałam “Niteczkowy obrazek”.

Pierwszym krokiem jest przygotowanie obrazka który udekorujemy niteczkami, my wydrukowaliśmy obrazek ze strony z kolorowankami dla dzieci. Im bardziej szczegółowa kolorowanka tym trudniej  więc polecam wybrać na początek coś prostego o dużych kształtach 🙂 Następnie układamy nitki w różnych kolorach w pojemniczki żeby nie mieszać kolorów. Rozplątujemy trochę nitki, zbieramy ją w kuleczkę i tniemy na malutkie kawałki prosto do pojemniczka (co by za dużo bałaganu nie narobić). Jak już przygotujemy wszystkie kolory można się brać do roboty 😉 Wydrukowaną wcześniej kolorowankę smarujemy klejem i “kolorujemy” niteczkami. Na koniec uklepujemy ręką żeby się wszystko ładnie przykleiło, lekko strzepujemy nadmiar i… TA DAM! Arcydzieło gotowe.

6. Tablica sensoryczna

#zostańwdomu

Początkowo tworzyłam ją z myślą o młodszym, rocznym Nikusiu. Uwielbia poznawać nowe struktury, to była jego pierwsza ulubiona zabawa. Paluszkiem dotykamy naszą sensoryczną tablicę, każdy jej element i nazywamy każdy z nich, mówiąc: gładki, zimny, okrągły, itp. Nikuś jednak był wyjątkowo nieskory do pozowania do zdjęć.

Tablica bardzo spodobała się trzyletniemu też Antkowi. Gdy Niki poszedł już spać i porzucił tablicę, wymyśliliśmy dwie zabawy. Pierwsza polegała na zasłonięciu oczu i dotykaniu paluszkiem pewnego elementu. Następnie odsłaniamy oczy i maluch ma za zadanie odgadnąć czego przed chwilą dotykał. Mamy też drugi wariant: rzucam hasło miękki i wskazujemy wszystko, co się do tej grupy zalicza. Takich kombinacji jest naprawdę dużo, wszystko zależy od naszej wyobraźni. Możemy prosić o wskazanie tekstury (chropowaty, gładki), temperatury: (zimny, ciepły), kształtu (okrągły, podłużny), czy koloru. To świetna zabawa na długie godziny, idealne podczas akcji #zostańwdomu, której przygotowanie jest bardzo proste.

Potrzebujemy:

  • sztywna kartka
  • klej na gorąco
  • dwustronna taśma klejąca lub mocny klej
  • i elementy tablicy, u mnie były to:
  • drewniane ptaszki
  • rzep
  • plama kleju na gorąco
  • wstążka
  • plastikowy prostokąt
  • falowana kartka
  • metalowe ćwieki
  • materiał
  • makaron
  • pomponiki
  • sznurek
  • guziki
  • surowa ciecierzyca
  • piórka
  • zmięty papier
  • zgnieciona folia aluminiowa
  • filcowe kółka

Niczego nie kupowałam specjalnie na tę okazję, korzystałam z dostępnych w domu materiałów. Do tablicy można przyczepić dosłownie wszystko (mnie ograniczała wielkość kartki, bo pomysłów było wiele ;)) Jak widać też po moim przykładzie, taka tablica sprawdzi się zarówno u najmłodszych pociech, kilkumiesięcznych już, ale także u większych brzdąców. Ze względu na małe elementy, nie można pozostawiać dziecka z tablicą samego, ale o tym nie muszę nikomu przypominać 🙂


Mamy nadzieję, że przedstawione zabawy przypadną Wam do gustu i przysporzą Wam tyle samo frajdy co naszym rodzinom.

Poprzednie posty z kreatywnymi zabawami możesz zobaczyć tutaj:

Życzymy Wam zdrowych, wesołych świąt wielkanocnych spędzonych bezpiecznie w domowym zaciszu. Weselmy się sobą nawzajem, doceniajmy to, co jest nam dane, oczekujmy z nadzieją końca pandemii.

#zostańwdomu

#zostańwdomu to nadal aktualny temat. Pandemia niestety wciąż poszerza swoje zasięgi i sieje coraz większe spustoszenie. Sytuacja robi się poważna, a my, zamknięci w czterech ścianach mamy szereg wyzwań, którym chcąc nie chcąc musimy sprostać. Stosować się do zaleceń, nie zwariować, nie popaść w depresję i… zapewnić rozrywkę naszym maluchom. Jestem wdzięczna losowi, że wybuch epidemii nastał w czasach kiedy mam dziecko. Gdyby nie Majka zapewne dniem i nocą szlochałabym w poduszkę, lub panika przejęłaby nade mną kontrolę. Jej tupot stópek, donośny śpiew, nieograniczone pokłady pozytywnej energii podtrzymują mnie na duchu. Jest moją nadzieją, promyczkiem słońca, moim słońcem w pochmurne dni. Dam sobie rękę uciąć, że wszystkie mamy myślą podobnie jak ja.

#zostańwdomu

Dziś wraz z kolejnymi inspirującymi mamusiami przybywamy z nową dawką pomysłów na kreatywne zabawy z dziećmi, które nie tylko Was zainspirują, ale i wspomogą wytrwać w akcji #zostańwdomu. Pierwszą dawkę zabaw znajdziesz tutaj (klik).

W poście wystąpiły:

  • Paulina – mama przeuroczej Mańki, autorka bloga naprawdenienazarty.pl
  • Natalia C. – piękna i godna podziwu mama 1,5 rocznego Szymka, autorka uzależniającego bloga z mnóstwem wartościowych treści: zcukremalbowcale.com
  • Aleksandra –  chodząca inspiracja, mama 5-5 rocznego Janka, z zawodu pedagog, dziennikarz i autorka bloga: mamanawypasie.pl
  • Natalia N. – autorka genialnej strony dla mam: strefamam.pl, mama 2,5 letniego Kubusia.

Lista przedstawionych zabaw:

  1. Dom Krasnoludków
  2. Patyczaki
  3. Malowniczy domek
  4. Masa solna
  5. Ciecz nienewtonowska
  6. Domowa ciastolina
  7. Kolorowy ryż

1) Dom Krasnoludków

Kiedy Maja była jeszcze maleńką fasolką w moim brzuchu, wiedziałam, że jako matka zrobię co w mojej mocy, by pobudzać jej wyobraźnię do granic możliwości. Chciałam, by jej głowa była tak bardzo marzycielska i kreatywna jak u jej rodzicielki. Nigdy nie wyrosłam z dziecięcych marzeń i wiary w magię. Nawet nie zamierzam tego porzucać 🙂 Latem siedząc z Majką pod drzewem (jedynym, które rośnie w ogrodzie), pokazywałam jej dreptające po nim mrówki, biedronki (brr…) i muchy. Opowiadałam jej, że ów drzewo jest ich domem, pozwalałam ponieść się wyobraźni i opowiadałam jej różne historyjki, jakie mają miejsce wewnątrz świerku. Tak właśnie powstał pomysł na domek krasoludków.

Wykorzystałam drewniane elementy: patyczki po lodach, stare ramki do zdjęć, tacka drewniana. Następnie wykorzystałam je na balkoniki, okienka, schody. Z drzwiami poszłam na łatwiznę, kupiłam je w sieci. Majka jako 2-latka nie mogła jeszcze brać udziału w tak ekstremalnych czynnościach jak klejenie na gorąco, przybijanie gwoździ i wiercenie. Uważnie przyglądała się z boku, zaś malowanie okienek przydzieliłam do jej obowiązków.

Farbki zaraz po nożyczkach i kleju to Majki ulubiona akcesoria służące do zabawy artystycznej. Sama mogła wybrać kolory, jakich użyjemy do domu i naniosła je na ramy okien. Efekt końcowy wyszedł wprost bajecznie. Samo przyglądanie się naszemu dziełu sprawia, że zaczynam wyobrażać sobie krzątające się krasnalki wewnątrz pokaźnego pnia.

O tym domku będziecie jeszcze mieli okazję przeczytać na blogu.

2) Patyczaki

Dobrze się złożyło, że w styczniu bieżącego roku zdecydowaliśmy by moi rodzice zamieszkali u nas. Dzięki temu możemy razem przeżywać trudny czas pandemii, a Maja jest przeszczęśliwa, że ma dziadków na co dzień. Maja wprost uwielbia kreatywne zabawy z babcią. Nic dziwnego! To właśnie po niej odziedziczyłam zapał do tworzenia i nieograniczone pokłady kreatywności. Mam nadzieję, że i Majka odziedziczy te cechy, a zdaje się, że już je u niej dostrzegam.

Podczas ostatniej zabawy wspólnymi siłami wyczarowały “patyczaki” – stworki na patyczkach po lodach. Pierwszym z nich jest króliczek, a dwa kolejne to hmm… Ciężko stwierdzić. Babcia miała plan stworzyć myszki. Maja uznała, że to kotki. Ja gdy je ujrzałam zawołałam: “Ale urocze szczurki!”. Z kolei moje przyjaciółki uznały, że to lemury. Jakkolwiek by ich nie nazwać jedno jest pewne – są extra!

Patyczaki mają wiele zastosowań. Mogą służyć jako kukiełki do teatrzyku, ozdoby doniczkowe, a także jako zakładki do książek.

3) Malowniczy domek

#zostanwdomu – to przesłanie, które w obecnym czasie powinno towarzyszyć nam cały czas. My również zostajemy w domu, chociaż szczęśliwie się składa, że mamy duży ogród, w którym możemy buszować i skakać po kałużach. Ale dzisiaj zaproponuje wam coś absolutnie zwykłego, co możemy robić w czterech ścianach, a mianowicie malowanie. 

​Kiedyś na moim blogu naprawdenienazaty.pl pisałam o domku kartonowym do malowania, można taki domek kupić, ale również można go samemu zrobić. Nam przy niezbyt ciężkiej pracy towarzyszył tatuś, który wynalazł ogromną ilość kartonów i pomógł je zmontować w domek. Żeby było prościej i domek bez problemu stał został umieszczony w szafie. 

A więc do dzieła, potrzebujemy kilka kartonów, nożyczki i najważniejsze farby. Wycinamy coś na kształt domku i malujemy. Moja córa uwielbia kolor biały, więc od niego zaczęła. Jak tylko pomalujemy i ozdobimy cały domek, poprosimy naszego mężczyznę o wycięcie kwiatów i poprzyklejamy je na chwilę na szafę. A gdy będzie to za mało, możemy rozbudować nasze dzieło o kolorowy płotek, budę dla psa no i oczywiście o psa. 

Przed nami święta, więc już mam w planach wybudowanie kartonowego kurnika z kurami oraz ozdabianie jajek, które będą schowane w naszym małym „miasteczku”. 

Zabawa jest na tyle ciekawa, że wciąga całą rodzinę. Teraz pracując zdalnie, mamy czas na wspólne tworzenie, a kto wie, może odkryjemy w naszym maluchu talent. 

Ja jako dusza artystyczna malując z Małą, sama zapewniam sobie rozrywkę i poprawiam swoją technikę. Więc warto, abyście i Wy usiedli razem z dzieckiem i znaleźli „zabawę”, która będzie interesująca dla wszystkich.

4) Masa solna

Czas spędzony w domu z dzieckiem, podczas gdy nie można swobodnie wyjść na długi spacer, odwiedzić znajomych i wyjechać gdziekolwiek, jest wyzwaniem. Jeśli ktoś w międzyczasie usiłuje pracować zdalnie, jest to wyzwanie podwójne. Potrzebujemy bowiem czegoś, co zajmie dziecko na długo, a dla nas nie będzie oznaczało siedzenia po nocach i przygotowywania zabaw na następny dzień, szczególnie jeśli uzdolnień plastycznych u nas brak.

Jednym z pomysłów typu 2w1 (robi się szybko, a dziecko bawi się dłuuugo) jest masa solna. Do jej zrobienia potrzebujemy: ¾ szklanki mąki, ½ szklanki soli oraz ¼ szklanki wody. Wszystko mieszamy rękami do momentu aż będzie można z naszej masy coś ulepić, czyli ok. 10 min. Kolor jest mączno-solny, czyli dosyć nijaki. Jeśli chcemy urozmaicić masę, możemy użyć barwników spożywczych lub wykorzystać to, co mamy w kuchni, czyli kurkumę, kakao, paprykę w proszku, cynamon.

Szymek ma 1,5 roku dlatego nasza zabawa opierała się na wałkowaniu masy i robieniu różnych kształtów foremkami. Lepiliśmy też kulki, dżdżownice i ślimaki. Starsze dzieci mogą zrobić cokolwiek przyjdzie im na myśl, a po wysuszeniu pomalować farbami. Suszyć można w piekarniku (50-75 stopni, ok. 45 min) lub pozostawić do wyschnięcia na ok. 2 dni.

Ja mam do tej pory ozdoby na choinkę robione z moim tatą ponad 20 lat temu, piękna pamiątka i świetne wspomnienia! Można stworzyć ozdoby na Wielkanoc, ramkę na zdjęcia, figurki ulubionych zwierząt, postaci z bajki – sky is the limit!

5) Ciecz nienewtonowska

Brzmi intrygująco i jest świetnym rozwiązaniem zarówno dla maluchów, jak i starszych dzieci – każdy znajdzie w tej zabawie coś dla siebie! Ciecz nazywana jest nienewtonowską, ponieważ zaprzecza prawu hydrodynamicznemu Isaaka Newtona.

Wyobraźmy sobie miskę z wodą. Kiedy gwałtownie włożymy do niej nogę, woda się rozpryśnie. A kiedy gwałtownie włożymy nogę do miski z cieczą nienewtonowską, ciecz stanie się twarda i można będzie po niej przejść. Jeśli obchodzimy się z cieczą łagodnie, jest ona miękka, lepka, można ją przelać z naczynia do naczynia. Jeśli jednak spróbujemy w nią uderzyć ręką, łyżką lub czymkolwiek innym, zacznie stawiać opór – stanie się twarda! To świetny i prosty do przygotowania eksperyment.

Potrzebne będą 2 szklanki mąki ziemniaczanej i 1,25 szklanki wody. Koniec przepisu, to naprawdę proste! Wystarczy wymieszać i cieszyć się dobrą zabawą! Trzeba uważać żeby nie dodać za dużo wody, ponieważ ciecz powinna być dosyć gęsta. Można również dodać barwnik spożywczy lub naturalny barwnik (tak jak w przypadku masy solnej: kakao, kurkuma, papryka). Pomysłów co zrobić z cieczą jest pewnie tyle, ilu użytkowników. My przelewaliśmy ją z naczynia do naczynia, uderzaliśmy żeby zrobiła się twarda, formowaliśmy kulki i ogólnie rzecz biorąc (to chyba najfajniejsze w tej zabawie) – babraliśmy się w tej lepkiej mazi, czerpiąc z tego dziecięcą radość!

6) Domowa ciastolina

Ciastolinę uwielbiają zarówno maluchy, jak i dorośli. Zabawa nią jest dobrym sposobem na kreatywne i rodzinne spędzanie czasu, a największą frajdę sprawia przygotowanie plastycznej masy wspólnie z
dzieckiem. Domowa ciastolina pozwala ćwiczyć umiejętności manualne, a poza tym pozwala popuścić wodze fantazji. Jej własnoręczna produkcja daje satysfakcję i integruje. Do jej przygotowania można
użyć gotowych barwników spożywczych, ale większą radość sprawi samodzielne uzyskanie różnych kolorów z przypraw i produktów znalezionych w kuchni.

Składniki:

2 szklanki mąki pszennej
1 szklanka soli
2 szklanki letniej wody
2 łyżki oleju (lub oliwki dla dzieci)
1 łyżka Kwasku Cytrynowego
odrobina aromatu do ciast lub gliceryny (dla przyjemnego aromatu)

Sposób przygotowania:

W średniej wielkości garnku mieszamy wszystkie składniki. Następnie masę podgrzewamy na małym ogniu, cały czas mieszając. Gdy masa zgęstnieje i nie będzie kleić się do palców (uwaga, gorące!) przekładamy ją na stolnicę i przez chwilę wyrabiamy. Ciastolinę dzielimy na kilka części, do każdej z nich dodajemy inny
naturalny barwnik lub przyprawę i wyrabiamy aż do uzyskania jednolitego koloru.

Aby barwniki się utrwaliły i nie brudziły, warto każdy kolor ciastoliny poddać krótkiej obróbce termicznej (podgrzewać ok. 15 sek. w mikrofalówce, krótko wyrobić i znów podgrzewać ok. 15 sek. w mikrofalówce).

Gotową ciastolinę należy przechowywać w zamkniętych pojemnikach, by nie wysychała.

Domową ciastolinę można zabarwić w sposób naturalny. Dodając do niej kurkumę czy curry, nabierze żółtego koloru. Dodanie soku z wyciśniętych z buraków z odrobiną octu zabarwi ciastolinę na czerwono.

Czarny kolor uzyskamy przy pomocy kakao lub esencji z bardzo mocnej herbaty, niebieski – poprzez podgotowanie jagód lub jeżyn z cukrem, złoty – z łusek ugotowanej cebuli.

Ograniczeniem jest tu jedynie wyobraźnia!

7) Kolorowy ryż

Kiedy #zostańwdomu trwa i końca nie widać, szukamy takich zabaw, które z łatwością można zrobić bez wychodzenia na zewnątrz. Tutaj z pomocą przychodzą wszelkie zabawy sensoryczne, które mają wiele zalet. Oddziałują na zmysły, pomagając w prawidłowym rozwoju, i pozwalają mamie wypić ciepłą kawę 🙂 Dzieci uwielbiają aktywności, w których mogą używać sypkich produktów. Zachęcam Was do zabaw z kaszą, makaronem czy paskiem. U nas hitem ostatnio jest kolorowy ryż. Jak go zrobić?

Różnokolorowe kawałki krepy pociąć w paseczki i włożyć do miseczek, a następnie zalać letnią wodą. Krepa zabarwi wodę. Następnie zalać nią biały ryż w osobnych pojemnikach. Po 30 minutach ryż pięknie złapie kolor. Ryż trzeba wysypać na tacę i poczekać aż wyschnie. Żeby przyspieszyć proces suszenia można wyłożyć ryż na blaszkę i siup! – do piekarnika. Temperaturę ustawić na ok.50◦C. Pamiętaj, żeby co jakiś czas sprawdzać czy ryż jest suchy. A teraz podpowiem Wam do jakich zabaw można wykorzystać kolorowy ryż:

  • nauki kolorów,
  • sortowania,
  • liczenia ziarenek,
  • zabawy w gotowanie,
  • ścieżki sensorycznej,
  • wyklejania obrazków,
  • zrobienia grzechotek,
  • przesypywania.

Cieszcie się wspólnie spędzonym czasem z dziećmi i wykorzystajcie go najlepiej, jak się da! 🙂


To już druga część artykułu z kreatywnymi zabawami, ale nie ostatnia! Za tydzień widzimy się ponownie z trzecią częścią. Koniecznie podzielcie się, która z zabaw najbardziej przypadła Wam do gustu. A może chcecie się podzielić swoją zabawą w kolejnej części?

Pozostańmy w domach. Stosowanie się do akcji #zostańwdomu ma ogromne znaczenie na dalszy przebieg pandemii. Im bardziej się w nią zaangażujemy tym prędzej powrócimy do normalnego trybu życia. Tymczasem skupmy się na tym, co jest nam aktualnie dane – czas, rodzinę, refleksję. Sprawmy by ten stan nie był bezsilną stagnacją, a realizacją odkładanych jak dotąd planów, które można realizować w domowym zaciszu. Bądźcie cierpliwi, bądźcie zdrowi.

Raz jeszcze #zostańwdomu

Mamy to wyjątkowe istoty, które posiadają wyjątkowe supermoce. Zastanawiałaś się kiedyś skąd je czerpią?

Macierzyństwo mimo swej powszechności, bez wątpienia jest cudem natury. Noszenie dziecka pod sercem przez dziewięć miesięcy, poród w bólach, długa i wyboista droga wychowania to dla nas – mam, nie lada wyzwanie. Przygotowanie człowieka do dorosłości to trudna, ale i piękna sztuka. Wiele kobiet obawia się, że nie podoła temu zadaniu, że ​​rodzicielstwo odbierze ich radość życia. Niepotrzebnie. Owszem, bycie mamą wiąże się z ogromną odpowiedzialnością, długą listą dodatkowych obowiązków, dożywotnią troską o dziecko, kosztami, jednak zapewniamy, że warto. Jak słusznie stwierdziła niemiecka poetka Gertruda von le Fort: „Rodzi nie tylko matka dziecko, lecz także dziecko matkę.” A w gratisie z nową rolą otrzymujemy pewne zalety, lub inaczej ujmując supermoce. Stajemy się prawdziwymi bohaterkami!

Supermoce:

  • poczucie spełnienia,
  • pełnia szczęścia,
  • pewność siebie,
  • organizacja czasu,
  • wielozadaniowość,
  • wydajność,
  • waleczność.

W artykule wystąpiły:

  • Amanda Niedrich – piękna, inspirująca i wszechstronnie uzdolniona kobieta, fotograf, mama Latiki i Xaviera, autorka bloga xavilove.com
  • Klaudia Derebecka – świetna koleżanka i niesamowita mama. Uwielbiam prowadzić z nią ciekawe rozmowy na temat macierzyństwa i blogowania, a także czytać stronkę, którą współtworzy z równie ciekawą siostrą Anią: sisandkids.pl
  • Izabela Kornet – inspirująca koleżanka, kobieta sukcesu, mistrzyni organizacji i wielozadaniowości, niezwykle silna i dzielna mama uroczej Z., autorka lifestyle’owego bloga: mabelablog.pl
  • Aleksandra Załęska – chodząca inspiracja, mama Janka, z zawodu pedagog, dziennikarz i autorka bloga: mamanawypasie.pl
  • Natalia Cukier – piękna i godna podziwu mama Szymka, autorka uzależniającego bloga z mnóstwem wartościowych treści: zcukremalbowcale.com
  • Justyna Mirytiuk – niezawodna przyjaciółka, silna babka, której nie straszne są wszelakie przeciwności losu, mama czwórki cudownych urwisów, autorka bloga: ionewonderfuldream.pl

Poczucie spełnienia

Poczęcie dziecka leży w naturze kobiety. I choć nie każda przedstawicielki płci pięknej odczuwa potrzebę posiadania dzieci, jest w tym coś znacznie więcej, niż tylko zaspokojenie instynktu.

Latami gnałam na oślep pod wiatr w poszukiwaniu przystani, czegoś, co da mi szczęście, poczucie bezpieczeństwa i spełnienia. Czułam się jak zagubiony puzzel układanki, który błąka się po świecie z nadzieją na odnalezienie pozostałych elementów. Niewiele jest rzeczy, które do mnie pasują, które mnie uzupełniają. Nadszedł jednak czas, kiedy trafiłam na właściwy tor. Odnalazłam ukojenie miłości – spotkałam na swej drodze ukochanego, a kilka lat później zostałam mamą. To właśnie macierzyństwo wywołało ogromny przełom, aktualizację hierarchii wartości i obranie nowego kierunku w moim egzystowaniu. Odnalazłam siebie w macierzyństwie i obudziłam w sobie supermoce.

Już sama wieść o ciąży dodała mi skrzydeł, sprawiła, że zaczęłam nabierać wiatru w żagle, ale gdy oficjalnie zostałam mamą, poczułam prawdziwe spełnienie. Nabrałam świadomości jak wiele potrafi moje ciało, moja psychika. Cud narodzin sprawił, iż w pełni poczułam się kobietą, szczęśliwą kobietą.

Jestem spełniona. Jako kobieta, jako matka. Czuję się pewniej, czuję się pełniej. A wszystko to dzięki maleńkiej, cudownej istotce, która wszystkiemu nadaje sens…


Pełnia szczęścia

Odkąd pamiętam, zawsze marzyłam o pełnej i szczęśliwej rodzinie. Nie potrafiłam wyobrazić sobie życia bez dzieci, a więc własne potomstwo okazało się moim największym życiowym celem, który osiągnęłam dość młodo. Co tak naprawdę dają nam dzieci? Pełnię szczęścia. To jedna z supermocy, jaką zyskałam będąc mamą i z pewnością najważniejsza!

Wiele jest kobiet, które w ogóle nie myślą o dzieciach. Ba, nawet poważne związki nie są im w głowie, więc myśl o założeniu rodziny jest dla nich totalną abstrakcją. Stawiają na zabawę, karierę… . A u mnie pragnienie bycia mamą było silniejsze niż chęć imprezowania i “korzystania” z życia. Tak naprawdę to właśnie gdy urodziłam pierwsze dziecko poczułam się totalnie spełniona. Zupełnie tak, jakby mój instynkt został zaspokojony, dzięki czemu mogłam odhaczyć z listy te najważniejsze zrealizowane marzenie – zostałam mamą. 

Najszczęśliwszą w świecie mamą i uważam, że nie mogło mnie spotkać nic piękniejszego.


Pewność siebie

Zawsze uważałam się za pewną siebie, ale dopiero macierzyństwo dało mi prawdziwą siłę i świadomość siebie i swojej kobiecości. Bo to właśnie odkryta kobiecość i niesamowita moc z niej płynąca uświadomiły mi, jak wiele mogę i jak cudownie zostałam stworzona.

Rodząc się jako mama (a te narodziny rozpoczęły się, gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży), rodziłam się też jako kobieta. Każda zmiana w moim ciele, każdy proces, który zachodził w mojej głowie, rosnąca świadomość, że oto dzieje się CUD, a moje ciało jest tak idealnie zaprojektowane, by ten CUD przyjąć i stworzyć mu najlepsze warunki, sprawiały że stawałam się coraz bardziej pewna siebie. I choć towarzyszył mi czasem lęk, a w głowie pojawiały się myśli „czy dam radę?”, to jednocześnie czułam spokój i ufność w to, że wszystko będzie dobrze.

Nawet trudne doświadczenia pierwszego porodu (który zakończył się cesarskim cięciem zanim się naprawdę rozpoczął) i początkowe problemy z karmieniem piersią, nie podkopały tej wiary.

Pokazały, że mam w sobie siłę i determinację, by pokonywać trudności. Wystarczy tylko bardziej zaufać sobie i omijać tych, którzy podcinają skrzydła. Małe piersi z powodzeniem wykarmiły nie jedno, a dwoje dzieci (w tandemie), wąska miednica nie przeszkodziła urodzić naturalnie po cc, a sam poród naturalny sprawił, że jeszcze bardziej uwierzyłam w swoją sprawczość i pokochałam siebie. Taką jaką jestem. Swoje ciało, zdolne przepoczwarzać się dla nowego życia (i po wydaniu go na świat), każdy rozstęp i bliznę, które są najpiękniejszą pamiątką i swoją kobiecość w ogóle.

Ta kobiecość nie ma nic wspólnego z make-upem i pomalowanymi paznokciami. Nie przeszkadza jej domowy strój i nie potrzebuje wianuszka wielbicieli. Jest siłą, którą w sobie mam i której doświadczam jako mama. Dzięki niej jestem z stanie znieść ból, o którego istnieniu nie miałam pojęcia, robić kilkanaście rzeczy naraz, przekraczać siebie, działać pod presją i ciągle, ciągle się uczyć.

Lubię siebie. Kocham siebie. Doceniam siebie. Mimo wad i niedoskonałości. Pozwalam sobie na popełnianie błędów i chwile zwątpienia. Jestem nieidealna – i taka właśnie jestem najpiękniejsza. Uświadomienie sobie tej prostej prawdy jest niezwykle wyzwalające.


Organizacja czasu

Zacznę przewrotnie: macierzyństwo nie sprawiło, że odkryłam multum magicznych sposobów na organizację i planowanie czasu, posiłków czy całego naszego życia. Macierzyństwo sprawiło, że zaczęłam wdrażać w życie to, co wiedziałam od dawna.

Bycie mamą wcześniaka wymusiło na mnie przyzwoitą organizację i sprawne zarządzanie tym, co mam do dyspozycji. Wraz z przyjściem na świat mojej córki zaczęłam żyć tu i teraz. Delektować się i działać w teraźniejszości, konkretnie i skutecznie planować – ale nie żyć wyłącznie planami.

Nasze życie toczy się między szpitalem, domem i dwoma ośrodkami rehabilitacji. Co jakiś czas muszę ustalać na nowo grafik tygodnia, by spędzać jak najmniej czasu w samochodzie. Ograniczam wyjazdy do minimum, a jednocześnie mam na uwadze dobro i możliwości terapeutyczne córki. Czasem mam wrażenie, że żongluję godzinami i możliwościami. Jednak powiedzmy sobie wprost – nie chodzi o perfekcjonizm, bycie idealną i lśniący dom. Chodzi o to, by mieć poczucie, że zrobiłyśmy – jako mamy – wszystko, co mogłyśmy zrobić. By było lżej w codzienności czasem robię coś na zapas. Staram się działać na bieżąco, załatwiać coś przy okazji i na co dzień trzymać się grafiku, rutyny oraz domowych zasad. To nie jest proste, ale jest możliwe i daje tonę spokoju. A spokój to wartość, której – jako jednej z wielu – naprawdę potrzebuję.


Wielozadaniowość

Macierzyństwo wywróciło moje życie do góry nogami, ale nie wyobrażam sobie, życia bez mojego synka. Szczerze powiedziawszy nie pamiętam już jak to było bez niego. Macierzyństwo nauczyło mnie wielu rzeczy, obdarowało mnie w supermoce. Jedną z nich jest wielozadaniowość.  Gotowanie, sprzątanie, zabawa z dzieckiem, rysowanie – nic trudnego! Potrafię robić kilka rzeczy jednocześnie, myśleć o kilku rzeczach na raz. Odkąd jestem mamą mogę z kimś prowadzić dysputy filozoficzne, układać klocki, gotować obiad, sprawdzać statusy na facebooku. 

Wielozadaniowość matki to również umiejętność wcielania się w różne role. Raz jestem nauczycielką, która pokazuje budzącą się do życia przyrodę. Raz jestem wróżką, która wygania spod łóżka straszne potwory, jestem krawcową, która zszywa porozdzierane spodenki. Jeszcze innym razem jestem lekarką, która leczy bolące kolano jednym pocałunkiem. Można by dodać jeszcze trenera personalnego, spowiednika, czy szofera. Jest tego mnóstwo. A każdy z tych zawodów mama wykonuje bez przygotowania, opierając się na swojej intuicji i miłości. Mama to zawód, od którego nie masz wolnego. Ale to zawód, który przynosi bardzo dużo satysfakcji.


Wydajność

Siedzisz przy biurku zerkając nerwowo na zegarek i  myślisz sobie, że pracujesz tyle, że więcej się nie da. A już na pewno nie da się szybciej. Jesteś stachanowcem XXI wieku, pracownikiem roku, perfekcyjną panią swojego kalendarza do spółki z zegarkiem. Nie upchniesz w dobie ani minuty więcej. I nie przeraża Cię to, wręcz przeciwnie. Jesteś dumna, bo wiesz, że masz idealny plan na każdy dzień. 

A potem zachodzisz w ciążę. 

Kiedy rodzi się mały człowiek, okazuje się, że w magiczny sposób Twoja wydajność osiąga 500% normy. Może nie od razu, ale tempo rośnie zawrotnie. Nagle okazuje się, że półgodzinna drzemka to świetny moment na umycie włosów, zrobienie obiadu, sprzątanie, szybki prysznic, telefon do przyjaciółki, zjedzenie obiadu i jeszcze krótki odpoczynek. Nie wiesz czy to jakiś spisek, ale w ciągu jednej drzemki robisz tyle, ile zazwyczaj w ciągu całego dnia. Idealnie zaplanowanego, dodajmy. 

Z biegiem czasu w Twojej domowej korporacji osiągasz szczyty produktywności. Gdyby ktoś postanowił obliczyć premię dla Ciebie na podstawie case per hour, zabrakłoby mu skali. Budzisz się któregoś ranka, dziecko już trochę podrośnięte, wisi u nogi i stanowczo domaga się “am!”. Robisz śniadanie, w międzyczasie parzysz kawę, wstawiasz pranie. Przygotowujesz od razu drugie śniadanie, wymyślasz sto zabaw, udajesz lwa i chodzisz jak pingwin. Ładujesz zmywarkę, odkurzasz, myjesz podłogę, wyciągasz pranie. Patrzysz na
zegarek, a tu… 9:00. Czary? Nie, to produktywność level mama. O tym co się dzieje podczas prób pracy zdalnej, kiedy żłobki i przedszkola zamknięto na cztery spusty, nawet nie ma co wspominać. To jak nieustanna żonglerka tuzinem jajek, nie upuszczenie żadnego z nich i zrobienie w międzyczasie tego wszystkiego, co w trakcie turbodrzemki. Tu już nie ma miejsca na opowieści. To po prostu trzeba przeżyć.


Waleczność

Wracając wspomnieniami do czasów nastoletnich staram się wymazać ten czas z pamięci. W szkole podstawowej i gimnazjum byłam nielubiana. By się dostosować zawsze robiłam to co mówili mi inni. Nie miałam własnego zdania, nie umiałam zawalczyć o siebie. 

Dopiero gdy zostałam mamą i odkryłam swe supermoce obudziła się we mnie lwica! 

Dotychczas szara myszka nabrała wiatru w żagle. Zrobiłam się śmiała i zaczęłam wykorzystywać swój potencjał. Nie wstydziłam się iść na rozmowę kwalifikacyjną, ani poznawać nowych ludzi, co wcześniej było poza moim zasięgiem.

Po przyjściu na świat każdej z moich pociech nabierałam rozmachu, stawałam się coraz bardziej waleczna. Nasze życie od dawna nie było usłane różami, zaczęła się walka o szacunek, spokój i harmonię. Co rusz musiałam stawać na wysokości zadania, bronić swoich poglądów wychowawczych dla  dobra dzieci. W końcu sytuacja tak się skomplikowała, że nie miałam wyboru. Podjęłam najtrudniejsza, odważna decyzję – odejść od męża. Tylko tak mogliśmy zdobyć wolność, której nam  brakowało. Gdyby nie dzieci i troska o ich dobro nie zdecydowałabym się na tak radykalne kroki. Dziś śmiało mogę powiedzieć, że bycie mamą pozwoliło mi na walkę z przeciwnościami losu, wyrwanie się z toksycznych relacji. Życie samo zweryfikuje czy dalsza walka będzie już tylko tyczyć się błahostek.


Jestem mamą, a jakie są Twoje supermoce?

Jeśli dopiero przygotowujesz się do roli matki zapewniamy, że powyższe supermoce są realne i gwarantowane. Bez obaw, z pewnością staniesz na wysokości zadania i będziesz supermamą!

Jesteś już mamą? Koniecznie podziel się z nami, która z cech jest Twoją ulubioną. A może posiadasz dodatkowe supermoce, których nie ma przedstawionych w artykule?

Kto by się spodziewał, że w roku 2020 świat stanie na głowie. Nagle nasz tryb życia drastycznie się zmienił i niczym ptaki zostaliśmy uwięzieni w klatkach. Zmuszeni jesteśmy pozostać we własnych domach, by jak najprędzej uporać się z pandemią koronawirusa. Wbrew pozorom nie jest to takie proste, zwłaszcza kiedy wśród domowników są dzieci. Dla rodziców codzienne zapewnianie rozrywki podopiecznym jest nie lada wyzwaniem. Nikt nie jest w stanie określić jak długo owa sytuacja będzie miała miejsce. W związku z tym stworzyłam projekt: #mamyblogują dla akcji #zostańwdomu. Wraz z zaprzyjaźnionymi mamusiami wychodzimy naprzeciw sfrustrowanym rodzicom, którym brakuje pomysłów na kreatywne zabawy z dziećmi.