Bardzo lubię nowości od REBIS. Bardzo rzadko się zdarza, że krytykuję książki z tego wydawnictwa. Tym razem Cię zaskoczę i przyznam, że nie chwyciłam za tą pozycję przez kuszącą okładkę. Prawdę mówiąc nie przypadła mi za bardzo do gustu, choć jest bardzo trafna. Spodobał mi się tytuł, jakim Heinlein mianował swoją książkę. “Drzwi do lata”, czy to nie brzmi intrygująco, nieco romantycznie, magicznie? Kolejną pokusą okazała się notka na temat lektury od jednego z cenionych przeze mnie pisarzy – Stephana Kinga: “Heinlein to symbol wszystkiego, co najlepsze w amerykańskiej SF”. Skoro King tak mówi, co rzeczywiście coś w tym musi być. Sprawdziłam to.

Robert A. Heinlein (1907-1988)

Heinlein to jeden z największych mistrzów SF, autor blisko 40 opowiadań i ponad 30 powieści, które sprzedały się w ponad 50 milionach egzemplarzy i otrzymały nagrody Hugo, Locus, Prometheus. W młodości był oficerem amerykańskiej marynarki wojennej, później studiował matematykę i fizykę, w 1969 roku komentował lądowanie na Księżycu w ramach misji Apollo 11, a jego nazwiskiem nazwano asteroidę. W serii “Wehikuł czasu” REBIS opublikował jego Hioba. Komedię sprawiedliwości.

“Drzwi do lata”

Na samym wstępie przyznam, że sam pomysł na temat książki uważam za bardzo ciekawy. Autor genialnie ubiera zdania w słowa, język jakim się posługuje jest bogaty, interesujący i wciągający w treść. Nie mniej jednak niektóre szczegółowe opisy technologii mnie może nie tyle irytowały co męczyły, nużyły. Jednak jest to bardzo osobista sugestia, bo nie oszukujmy się, co prosta babka nie posiadająca w domu robotów pomagających w porządkach może wiedzieć o programowaniu, obwodach pamięciowych i scalonych, modułach, cybernetyce, podzespołach mechanicznych i elektronicznych. To bardziej męskie klimaty, ale nie zniechęciło mnie to i dalej brnęłam przez kolejne strony.

Głównym bohaterem w książce jest inżynier i wynalazca – Dan Davis. Dzięki swej smykałce tworzy rewolucyjnego robota, który gwarantuje mu ogromny, życiowy sukces. Jednak, mimo inteligencji w swym fachu, brakuje mu jej w relacjach międzyludzkich. Nie tyle obchodzi się z ludźmi nierozważnie, co daje się spontanicznie ponieść miłości i wpada w podłą pułapkę ukartowaną przez jego najbliższych przyjaciół. Traci firmę, prawa do własnych wynalazków, ukochaną kobietę. Pozostaje mu wyłącznie jego najwierniejszy przyjaciel – kot Pete.

Dan w swej jakże niekorzystnej sytuacji postanawia udać się do towarzystwa ubezpieczeniowego, gdzie poddaje się trzydziestoletniej hibernacji. Budzi się w roku 2020…

Akcja książki płynie w bardzo szybkim tempie. Jako czytelniczka bez oporu dałam wciągnąć się w problemy głównego bohatera i z niecierpliwością oczekiwałam rozwiązania sprawy związanej z przekrętem w jego firmie. Ponadto jak zasugerowałam się na wstępie romantycznością tytułu tak faktycznie odnalazłam w lekturze piękny wątek miłosny kończący dzieło Heinleina.

Podsumowując…

Tematyka oparta o inżynierię to zdecydowanie nie mój klimat. Przyznam się, że byłam nieco zmęczona definicjami, których nie rozumiałam i wcale nie chciałam w nie wnikać. Mimo to, “Drzwi do lata” to bardzo dobra książka. Zaskakuje, inspiruje, intryguje. Myślę, że chętnie wrócę do niej za jakiś czas i z czystym sumieniem mogę polecić ją wszystkim fanom science fiction. Jednak mam wrażenie, że jej potencjał nie został do końca wykorzystany. Brakowało mi opisów bohaterów, ich relacji. Byłam nieco rozczarowana, że nie było mi dane bliżej poznać postać Ricky, dokładniej rozpracować Belle. Sugerując się opisem z okładki myślałam, że kot Dana faktycznie zrobi jakieś wybitne show w książce, na co z resztą czekałam 😀 Niestety za duże miałam w związku z nim wyobrażenia. Jestem pewna, że tą historię można by znacznie rozbudować. Szkoda, ale tak czy siak Heinlein’owi należą się brawa.

Zostaw komentarz