Uwaga. To nie będzie zbyt wysublimowany artykuł. Pisząc go targały mną negatywne emocje. Niniejszym zapraszam na recenzję książki Konrada Reznowicza pod tytułem: „Pójdziesz ze mną?”.

pójdziesz ze mną

Konrad Reznowicz

Dziennikarz, muzyk i pełnoetatowy kabotyn. Pisze pod pseudonimem, bo przyzwyczaił się już do swojego rozdwojenia jaźni. Entuzjasta życia, nie lubi się na kimś wzorować, ale niepytany przyznaje się czasami do inspiracji James Deanem. Często kpi ze swojego chropowatego barytonu, choć tak naprawdę jest z niego dumny najbardziej ze wszystkiego, co posiada. Prowokator, deprawator i kobieciarz. Idealna personifikacja Hemingwayowskiej tezy, że lepiej być znanym pijakiem niż anonimowym alkoholikiem (źródło: https://lubimyczytac.pl/autor/202079/konrad-reznowicz).

Seks, seks i seks.

Brutalny, wulgarny, bez miłości. Autor dobre 70% tekstu poświęcił na opisy łóżkowych podbojów głównego bohatera. Wdawał się w przesadne szczegóły, przedstawiając je na tyle bezpośrednio i prostacko, że jestem zbyt zażenowana by wrzucić tu choćby przykładowy cytat. Książka Reznowicza nie jest przyjemną lekturą dla wrażliwego czytelnika. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie by komukolwiek język autora przypadł do gustu. 

Nieco fantastyki

Generalnie uważam, że „Pójdziesz ze mną?” jest historią nieprawdopodobną. Banalna, odpychająca, wulgarna i zawierająca nieco fantasy. No bo jak wyjaśnić niesamowitą metamorfozę Konrada? Samotnik, nie mający szczęścia w miłości, który latami był nieśmiałym gościem własnoręcznie zaspokajającym swoje potrzeby seksualne po wypuszczeniu swej „anakondy” przechodzi metamorfozę. Rzecz jasna jego członek był ponadprzeciętnych rozmiarów, nigdy nie zawodził i pasował do każdej kobiety. Odbył swój pierwszy stosunek z prostytutką i od swojego pierwszego razu (jak najbardziej udanego) zaliczał każde obrane cele. Nie odmawiała mu żadna kobieta. Magicznym sposobem zawsze nadarzała się idealna okazja by spełnić swoją egoistyczną, perwersyjną zachciankę. Żonata czy nie, w związku czy singielka. Ba, nawet lesbijki mu nie odmawiały! Każdy stosunek był wybitny, długodystansowy. Konrad był taką seks-maszyną, że w ciągu dnia zaliczał więcej stosunków niż ilość zalecanych posiłków do spożycia. 

Pomysł dobry, realizacja niekoniecznie

Z jednej strony był egoistycznym kolesiem, który nie potrafił lub bał się jakiejkolwiek odpowiedzialności, jednak okazało się, że potrafi się jej podjąć. Nie był głupi. Łatwo nawiązywał kontakty z ludźmi, umiał ich słuchać i rozszyfrowywać dlatego nie mial również problemu z kobietami. Był jednak zbyt skupiony na potrzebach seksualnych by dostrzec inne wartości, bardziej istotne.

Dużym rozczarowaniem okazała się historia Natalii. Autor nie oszczędzał słów na opisywanie scen łożkowych, a historię, którą miał okazję rozwinąć napisał zwięźle i niezbyt wiarygodnie. Wartkość tej akcji sprawiła, że wydała się ona zwyczajnie banalna i przereklamowana. 

Krótko o „Pójdziesz ze mną?”

Na koniec książki ku mojej radości okazuje się, że Kondzio ma psychozę (zdaję sobie sprawę ze spojlera). I przypuszczam, że jej początek zaczął się już na pierwszych stronach książki, czyli na długo przed poznaniem Natalii. 

To była najgorsza książka przeczytana w 2020 roku. Nigdy więcej. Tymczasem idę zwymiotować i spróbować zapomnieć.

Autor

25-letnia blogerka, organizatorka spotkań dla blogujących kobiet na terenie województwa kujawsko-pomorskiego Blogilly. Zakochane w Księżycu wieczne dziecko, kociara, romantyczka twardo stąpająca po ziemi, infantylna altruistka, chaotyczna pedantka i minimalistka, książkoholiczka. Aktywna w blogosferze od marca 2015 r.

1 Comment

  1. Miałam podobne odczucia. Nawet nie wiem jak tą recenzję zacząć 😅 To była naprawdę zła książka 🙂

Zostaw komentarz