Tag

pielęgnacja

Browsing

Co wspólnego ma Księżyc z naszą urodą? Obydwoje są dziełem Matki Ziemi. Niejednokrotnie zostało udowodnione, że nasz naturalny satelita oddziałuje na zjawiska pogodowe na naszej planecie. Nawet zwierzęta i my – ludzie – jesteśmy pod jego wpływem. Jakość snu, poziom energii, stan skóry, a nawet gospodarka hormonalna mogą mieć związek z trwającą fazą srebrnego globu. Jednak najbardziej fascynujący jest jego związek z kobiecością. W astrologii Księżyc stanowi symbol kobiety. Swego czasu nosił nawet miano miesięcznika. Nazwa ta powstała od cyklu menstruacyjnego, który zwykle trwa 28 dni. Taki sam czas Księżyc potrzebuje na okrążenie Ziemi. Zastanawiające, czyż nie? A zatem istotnym elementem w pielęgnacji jest śledzenie cykli księżycowych i dostosowywanie do nich wszelkich zabiegów kosmetycznych. Dzięki współgraniu z Księżycem szybko i skutecznie osiągniemy zamierzone efekty i wydobędziemy swoje naturalne piękno.

Maseczki to zdecydowanie moi ulubieńcy wśród kosmetyków do pielęgnacji twarzy. Uwielbiam odprawiać ten rytuał. Jednak to, po jaki rodzaj maseczki sięgam uzależnione jest przede wszystkim od panującej fazy Srebrnego. Z moich obserwacji wnioskuję, że nieliczne grono przedstawicielek płci pięknej zdaje sobie sprawę tej zależności. W związku z tym przygotowałam ściągę, zawierającą przepisy na naturalne domowe maseczki wraz z przypisaniem ich do poszczególnych faz Księżyca.

Księżyc w nowiu – oczyszczanie

Nów to idealny czas na szeroko pojęte oczyszczanie. Możemy w tej fazie za pomocą ziołowych miksturek oczyszczać cały organizm ze szkodliwych toksyn, a także skórę twarzy i ciała z martwego naskórka, bakterii i wszelkich zanieczyszczeń. Dzięki tym zabiegom wkroczymy w nowy cykl odświeżeni, co z pewnością przełoży się na nasze samopoczucie.

Żelatynowy pell-off:

  • 1,5 łyżki żelatyny,
  • 1/3 szkl. ciepłego mleka,
  • ok. 5 kropel olejku herbacianego.

Mleko podgrzewamy i dodajemy do niego żelatynę. By roztwór stał się jednolity możemy połączyć składniki w kąpieli wodnej. Na koniec dodajemy olejek. Ja osobiście nie znoszę smrodku żelatyny, więc zabijam go aromatem z olejku. Całość (dopiero gdy temperatura mikstury jest letnia!) nakładamy na całą twarz omijając rzecz jasna oczy oraz brwi. Czekamy, aż całość zastygnie i zacznie odchodzić. Ściągamy maskę wolno, bez gwałtownych ruchów. Po zabiegu nakładamy krem nawilżający lub ulubione serum.

Żelatyna ma właściwości wygładzające, ujędrniające, nawilżające i przeciwzmarszczkowe. Mleko zaś wyrównuje poziom pH skóry, łagodzi podrażnienia i oczyszcza pory. Olejek herbaciany to mój ulubieniec. Leczy podrażnienia, oparzenia i zmiany trądzikowe. Działa przeciwzapalnie oraz dezynfekująco.

Księżyca “przybywa” – nawilżanie i odżywianie

Kiedy na niebie zaczyna gościć cieniutki Księżyc, którego każdej nocy przybywa to znak, że mamy idealny czas na maseczki ujędrniające, dogłębnie nawilżające, wygładzające i wzmacniające kondycję skóry. Nasz organizm w tej fazie zaczyna gromadzić energię, która może okazać się przydatna na czas pełni. Kiedy naturalny satelita świeci nad nami w pełnej okazałości, może niekorzystnie wpływać na nasz sen i funkcjonowanie. To często doprowadza do zmęczenia i bezsenności, a to niestety zwykle przekłada się na stan cery.

Awokadowe nawilżenie:

  • 1/2 dojrzałego, rozgniecionego awokado,
  • pół łyżeczki soku z cytryny,
  • białko jajka kurzego,
  • łyżka miodu lipowego.

Dojrzałe awokado rozcinamy na pół, usuwamy pestkę. Następnie wyciągamy owoc ze skórki i rozgniatamy go widelcem na jednolitą papkę. Dodajemy świeżo wyciśnięty sok z cytryny, białko jajka kurzego oraz łyżkę miodu lipowego. Całość dokładnie mieszamy do połączenia się składników. Jeśli chcesz uniknąć grudek możesz zblendować całość by uzyskać jednolitą konsystencję. Mieszankę trzymamy na twarzy przez 10-15 minut, po czym zmywamy letnią wodą.

Awokado przyspiesza gojenie się ran, opóźnia proces starzenia się skóry, regeneruje, wygładza oraz działa przeciwzapalnie. Cytryna prócz antybakteryjnego zastosowania, złuszcza martwy naskórek i rozjaśnia przebarwienia. Białko natomiast zmniejsza obrzęki oraz neutralizuje zaczerwienienia. I ostatni składnik – miód działa przeciwzapalnie, nawilżająco i kojąco.

Pełnia – regeneracja

Pełnia to z pewnością wyjątkowy, wręcz baśniowy czas, gdzie magia zdaje się ożywać. Jednakże zdecydowana większość ludzi nie do końca cieszy się z tego zjawiska. Srebrny w swej pełnej okazałości ma w zwyczaju płatać nam figle. Brak koncentracji, huśtawki nastroju, poddenerwowanie i senność to zaledwie kilka możliwych objawów. W związku z tym to idealny czas na odpoczynek, regenerację i relaks. Warto jest wyciszyć się: nałożyć kojącą maseczkę i z lampką wina zanurzyć nos w dobrej lekturze.

Rumiankowa owsianka kojąca:

  • 2 saszetki suszu rumiankowego,
  • 1 łyżka miodu lipowego,
  • garść blendowanych płatków owsianych,
  • 1/4 szkl. wrzątku

Płatki owsiane blendujemy by uzyskać drobny proszek. Susz wraz z owsianką zalewamy odrobiną wrzątku. Parzymy składniki przez kilka minut. Dodajemy do powstałej masy miód i mieszamy. Kiedy składniki się połączą nakładamy maseczkę na twarz. Miksturkę trzymamy przez około 15 minut. Następnie ściągamy papkę chusteczką, a pozostałości zmywamy letnią wodą.

Rumianek przede wszystkim ma działanie antybakteryjne, zmiękczające oraz rozjaśniające (jego susz bardzo ładnie pachnie przywołując wspomnienia z dzieciństwa). Ponadto zwalcza wolne rodniki. Płatki owsiane zaś opóźniają proces starzenia się skóry oraz goją wszelkie zmiany skórne. Miód dogłębnie i ekspresowo nawilża i koi. Maseczka ta głównie sprawdzi się u osób, które zmagają się z przesuszeniem, trądzikiem i przebarwieniami. To mój faworyt jeśli chodzi o maseczki domowej roboty.

Księżyca “ubywa” – wygładzanie, ujędrnianie

Gdy widoczność Księżyca maleje zyskujemy najlepszy czas na odchudzanie i modelowanie zarówno twarzy jak i całego ciała. W tej fazie nasz organizm nie gromadzi tyle energii co podczas “przybywania”, a to pozytywnie przekłada się na wyżej wymienione zabiegi. A zatem pasty, peelingi, masażery i szczotki w ruch!

Peeling kawowy na bazie aloesu:

  • 2 łyżki żelu aloesowego,
  • 1 łyżka kawy,
  • szczypta cynamonu.

Teoretycznie można użyć świeżych, lecz zdecydowanie preferuję opcję zero waste, czyli użycie zaparzonych wcześniej ziaren po smakowitej kawie. Kawę wraz z cynamonem zalewamy żelem aloesowym. Całość mieszamy aż składniki będą się łączyć, lepić w całość. Peeling nakładamy na oczyszczoną twarz i wmasowujemy drobinki okrężnymi ruchami tak, by dotrzeć do wszystkich zakamarków. Masaż powinien być wykonywany łagodnie i dokładnie przez około 5-8 minut. Peeling świetnie sprawdza się nie tylko na twarz, ale i na całe ciało.

Szczególnie wychwalany w ostatnim czasie aloes dotlenia skórę, działa ściągająco i łagodząco. Kofeina zawarta w kawie wygładza i ujędrnia, a masaż kawą pobudza ukrwienie. Cynamon nie dość, że urozmaica domowe spa poprzez przepiękny aromat to dodatkowo działa antyseptycznie i przeciwbakteryjnie.


Mimo, że powyższe wskazówki brzmią dość magicznie zapewniam, że to nie bajki. Gwarantuję, że dostosowując zabiegi pielęgnacyjne do faz Księżyca uzyskasz najlepsze efekty. Poza tym, życie w zgodzie z naturą zawsze się opłaca!

Jeśli nie orientujesz się jaka obecnie panuje faza Księżyca, nie jesteś w stanie zaobserwować go na niebie, możesz sprawdzić to w kalendarzu lub w sieci (np. tutaj fazyksiezyca24.pl).

Czy wiesz, że istnieją kosmetyki antysmogowe przeznaczone dla mieszkańców miast? Zapraszam na recenzję kosmetyków Polli Organics Skin Care.

Życie w mieście jest fajną sprawą. Wygoda, dostęp do sklepów, wszelakich dóbr i rozrywek, a przede wszystkim nieustanny kontakt z ludźmi to jedne z wielu zalet, które sprawiły, że postanowiłam zapuścić tutaj swoje korzenie. Miasto niestety ma też swoje wady. Ograniczony kontakt z naturą, mniej prywatności, ciszy i spokoju. Trudno tutaj ujrzeć rozgwieżdżone niebo, bo latarnie miejskie biją swoim blaskiem w okna. Rankiem nie tyle słychać śpiew ptaków co szum przejeżdżających aut albo trajkoczących przechodniów. W powietrzu wisi smog, który szkodzi nie tylko naszym płucom ale i skórze…

Na wszystko jest jednak sposób. By obserwować gwiazdy wybieram się na romantyczne, pełne magii nocne spacery. By usłyszeć ptasi koncert wyjeżdżam do babci na wieś. Natomiast kiedy chcę uchronić swoją skórę przed smogiem, stosuję kosmetyki antysmogowe.

Mieszkam co prawda w niewielkim miasteczku, ale nawet tutaj zanieczyszczone powietrze daje się we znaki. Początkowo byłam rozbawiona samą ideą marki Polli. Jednak kiedy przeanalizowałam sprawę zrozumiałam, że faktycznie stan mojej cery pogorszył się od jakichś pięciu lat, czyli dokładnie tyle, ile mieszkam w mieście. Zapchane pory i liczne przebarwienia zaczęły występować u mnie coraz bardziej.

Polli Organics Skin Care

Polli Cosmetics Skin Care to pierwsza marka produkująca kosmetyki antysmogowe jaka pojawiła się w mojej toaletce. Kreatorka marki – Natalia Kokina dba, by produkty jej autorstwa były dostosowane przede wszystkim do mieszkanek miast. Kosmetyki pozbawione są wypełniaczy, barwników, sztucznych aromatów, olejów mineralnych, parabenów i silikonów. Dostosowane są do panującego klimatu. Działają łagodząco i nawilżająco, tworząc skuteczną barierę ochronną.

Delikatna pianka oczyszczająca do twarzy

Polli Organic Skin Care

Pianka sprawdza się dokładnie tak, jak powinna. Delikatnie myje muskając naskórek maleńkimi bąbelkami. Kosmetyk pozostawia twarz delikatnie nawilżoną i odświeżoną. Produkt jest wydajny, nawet bardzo. Zapakowany w specjalny pojemnik z dozownikiem. Ma przyjemny, choć apteczny zapach, który szybko się ulatnia. Pianka łagodzi wszelkie stany zapalne, zmiany trądzikowe, koi i delikatnie poprawia koloryt skóry. Usuwa zanieczyszczenia w bardzo łagodny sposób. Nie powoduje przesuszania, czy nieprzyjemnego ściągania skóry. Jej składniki w 99% są pochodzenia naturalnego. Bezpieczny i skuteczny kosmetyk.

Delikatnie nawilżający krem do twarzy

Polli Organics Skin Care

Krem jest dla mnie dużym odkryciem. Jego konsystencja jest zadziwiająca. Przypomina nie tyle krem co serum. Jest dość rzadki i ma charakterystyczny żółty odcień. Pierwsze skojarzenie z jego wyglądem to deser z dzieciństwa, który często przygotowywała mi babcia – kogel-mogel. Niestety to z pewnością nie ów smakołyk. Pachnie aptecznie, lekko ziołowo, niekoniecznie przyjemnie. Mój nos go nie polubił. Kosmetyk nałożony na twarz wchłania się ekspresowo, dosłownie! A wraz z jego wnikaniem w naskórek zapach się ulatnia. Jestem więc w stanie go zaakceptować. Zapakowany został w wygody i wydajny pojemnik. Zawiera dozownik, który odmierza idealną ilość specyfiku, wystarczającą na pokrycie całej twarzy. Kosmetyk stanowi idealną bazę pod makijaż. Nigdy wcześniej nie miałam kremu, ani nawet bazy, które by tak świetnie współgrały z makijażem. Krem pozostawia swego rodzaju filtr, ale w żadnym wypadku nie jest to tłusta, czy wyraźnie odczuwalna powłoka. Produkt jest bardzo wygody w użytkowaniu i spełnia swoją rolę.

polli organics

Z czystym sumieniem mogę polecić kosmetyki marki Polli Organics Skin Care. Przystępując do ich testowania byłam nastawiona bardzo sceptycznie. Nie pasowała mi konsystencja i kolor kremu, a także zapach obydwu produktów. Już na samym starcie założyłam, że się nie polubimy, a jednak! Wystarczył tydzień regularnego stosowania, by okryć ich cenne właściwości. Stan mojej cery widocznie się poprawił. Nie ukrywam, że moja twarz nadal ma skłonności do przebarwień i zapychania porów, jednak występuje to w zdecydowanie mniejszym stopniu niż dotychczas.

Długa, gorąca kąpiel w wannie w połączeniu z aromatycznymi świecami, dobrą książką i niekiedy z kieliszkiem wina stanowi dla mnie najlepszą formę relaksu. Mam do tego słabość! Uwielbiam też trwonić oszczędności na wymyślne kosmetyki do kąpieli, ale zdecydowanie bliżej mi do domowych, w pełni naturalnych produktów. Te własnoręcznie wykonane sprawiają mi ogrom frajdy.

Zarówno Majka jak i ja sama mamy wrażliwą skórę, dlatego musimy wspomagać jej pielęgnację sprawdzonymi i bezpiecznymi sposobami. Produkty domowe to niezawodne pomoce w tej kwestii. Soda oczyszczona działa wygładzająco i łagodząco. Idealnie koi skórę i goi podrażnienia. Kwasek cytrynowy pomaga wyrównać pH skóry, odświeża i nadaje skórze blasku. Mleko w proszku odżywia, wygładza i regeneruje. Wykorzystując wymienione produkty stworzyłam ostatnio banalnie proste, urocze i naturalne musujące kuleczki do kąpieli.

Baza:

Najważniejsza część to przygotowanie podstawy. Kiedy stworzymy bazę możemy bawić się z dodatkami i tworzyć własne wariacje.

  • około 100 ml wody w pojemniczku z atomizerem,
  • 400 g sody oczyszczonej,
  • 60 g kwasku cytrynowego,
  • pół szklanki pełnego mleka w proszku,
  • 10 łyżek oliwki do ciała.

Najpierw wsypujemy do miski produkty w proszku. Następnie dodajemy oliwkę. Mieszamy całość dokładnie po każdej dodanej łyżce kosmetyku. Dodajemy wodę. Tutaj bardzo ważne jest, aby nie wlewać jej bezpośrednio na masę bo soda zacznie się pienić, a jak wiadomo, ma się to dziać dopiero w kąpieli 🙂 Tutaj postępujemy podobnie jak z oliwką. Po każdej dodanej wodnej mgiełce mieszamy masę dłońmi, aż stanie się plastyczna, podobna konsystencją do mokrego piasku lub śniegu. Na koniec urozmaicamy gotową bazę dodatkami, które nadadzą kuleczkom charakteru. A możliwości jest mnóstwo!

Potrzebne będą też foremki do formowania kulek. Można zakupić je w sieci, albo wykazać się pomysłowością. Ja użyłam piłeczki do ping ponga 😀 Rozcięłam ją na pół i foremka gotowa! Dzięki temu kulki są mniejsze od standardowych. Zajmują mniej miejsca, są poręczniejsze i wprost idealne dla dzieci.

Rumiankowe ukojenie

  • 2,5 łyżki suszonego rumianku

Te kuleczki tworzyłam głównie z myślą o Majce. Moja córka podobnie jak ja ubóstwia długie kąpiele w wannie. Niestety jej skórka jest bardzo wrażliwa i podatna na podrażnienia, dlatego przy tworzeniu kuleczek dla niej, postanowiłam sięgnąć po rumianek. Jest on świetnym wsparciem na tego typu problemy. Ekspresowo łagodzi zmiany skórne i ma przyjemny ziołowy zapach. Zrobiłam dla niej dwie wersje kolorystyczne: białą oraz różową z dodatkiem kilku kropel barwnika spożywczego.

musujące kuleczki do kąpieli

Bukiet róż

  • niewielka garść suszonych płatków róż
  • 10 kropel olejku lawendowego

Uwielbiam suszyć kwiaty i wykorzystywać je do kąpieli, dlatego nie mogło zabraknąć kuleczki musującej z płatkami róż. Do bazy dodałam garstkę suszu i 10 kropel olejku lawendowego. Teoretycznie bardziej pasowałby tutaj olejek różany, ale lubię urozmaicenia i zwariowane kombinacje. Olejek lawendowy działa przeciwzapalnie i antyseptycznie, działa uspokajająco i wyciszająco. W dodatku specyfik odmładza i wygładza naskórek.

musujące kuleczki do kąpieli

Cynamonowa kawa

  • 3 płaskie łyżki kawy mielonej
  • pół łyżeczki cynamonu

Nie mogło obyć się także bez dwóch rzeczy, które uwielbiam, a mianowicie: kawy i cynamonu. Nie dość, że to mieszanka nieziemskich aromatów to jeszcze wspaniale peelingują skórę. Wygładzenie, nawilżenie, poprawa ukrwienia – gwarantowane. Dodatkowo cynamon ma moc oczyszczania ciała z toksyn.

musujące kuleczki do kąpieli

Herbaciana słodycz

  • 15 kropel olejku herbacianego
  • 2 łyżki cukru gruboziarnistego

Olejek herbaciany to zdecydowanie mój faworyt wśród aromatów. Silny, ale bardzo przyjemny zapach koi zmysły, a ponadto ma szereg cudownych właściwości. Działa antyseptycznie, przeciwbakteryjnie, przeciwgrzybiczo i przeciwwirusowo. Skutecznie leczy podrażnienia, trądzik, wybiela blizny.

musujące kuleczki do kąpieli

Przedstawiłam zaledwie cztery możliwości na musujące kuleczki do kąpieli. Mam nadzieję, że jeśli skorzystasz z przepisu wykażesz się kreatywnością i stworzysz dodatkowe kombinacje. Jeśli tak się stanie podziel się nimi w komentarzu. Inspirujmy się nawzajem 🙂 Niebawem post z przepisem na sole do kąpieli, a tymczasem zapraszam na stary, ale nadal aktualny wpis z przepisem na domowe peelingi.

Kilka miesięcy temu złapałam bakcyla i stałam się maseczkomaniaczką. Oh, jak bardzo dwuznacznie to brzmi w dobie pandemii koronawirusa 🙈🙊. To tylko przenośnia z tym bakcylem, a maseczki, o których mowa to rzecz jasna kosmetyki pielęgnacyjne. Przepraszam, wróćmy do tematu. Wszelkiego rodzaju mazidełka stały się moim sposobem na relaks, złotym środkiem na ukojenie, odstresowaniem w tym trudnym dla całego świata czasie. Nic mnie tak nie odpręża jak gorąca kąpiel z maseczką na twarzy w towarzystwie zapachowych świec i dobrej książki. Kiedy tylko zaczęłam zauważać pozytywne skutki ich stosowania postanowiłam brnąć dalej w ten temat. Zaczęłam bardzo poważnie traktować dobieranie kosmetyków. Analizuję składy, zwracam uwagę na przeprowadzane testy, stosuję kosmetyki, które są dopasowane do mojej cery. Latami prowadziłam byle jaką pielęgnację, która wyrządziła wiele szkód, ale racjonalne i świadome podejście do tematu pozwala mi wychodzić na prostą.

Podążając tym tropem odkrywam na swej drodze marki kosmetyczne, które mają zbawienny wpływ na moją cerę i na stałe lokuję je w swojej kosmetyczce. W ostatnim czasie moje serce podbiła marka Iossi.

Iossi

Kosmetyki Iossi charakteryzują wyselekcjonowane składniki najwyższej jakości. Są to naturalne i organiczne oleje i masła, olejki eteryczne i ekstrakty roślinne. Marka korzysta wyłącznie ze składników akceptowanych przez ECOCERT/COSMOS do stosowania w kosmetykach naturalnych i organicznych. 

Iossi Acerola – cytrusowa esencja z kwasami AHA, kwasem hialuronowym i niacynamidem

Ten kosmetyk ciekawił i kusił mnie od dawna. Instynkt podpowiadał mi, że to może być hit. Kiedy otrzymałam przesyłkę nie zwlekając zdjęłam korek i rozpyliłam go w kierunku twarzy. Zamiast zatopić się w rozkosznej chmurce zaczęłam machać rękoma by się jak najprędzej z niej wyrwać. Czasami zbyt duże wyobrażenia mogą wywołać rozczarowanie w starciu z rzeczywistością. Niestety zapach kosmetyku nie przypadł mi do gustu. Nie ukrywam, że ten aspekt u kosmetyków ma dla mnie duże znaczenie, a ja potrafię być wybredna. Jednakże dzięki temu, że Acerola ekspresowo się wchłania, mocno cytrusowy zapach szybko się ulatnia. Okazało się, że mimo nie wpisującego się w moje gusta aromatu można się do niego przyzwyczaić, a nawet go zaakceptować. Potrzebowaliśmy czasu, by się polubić.

Doceniłam ten kosmetyk. Super wydajność (200 ml), prostota użytkowania (butelka wyposażona jest w poręczny atomizer rozpylający ciecz) i skuteczność. Esencja dzięki “mądrym” składnikom jest bezpieczna i w sposób zgodny z naturą pielęgnuje skórę twarzy, szyi i dekoltu. Przede wszystkim odczuwalne jest nawilżenie oraz wygładzenie. Wspomaga gojenie się ranek potrądzikowych i przesuszeń. Zaleca się, by tonik przechowywać w lodówce, co nie tylko sprzyja dłuższej przydatności, ale również idealnie odświeża i pobudza.

Iossi: Nawilżająca pianka ryżowa do mycia twarzy

Nawilżająca, delikatna pianka do codziennego mycia twarzy, przeznaczona dla każdej cery to kosmetyk, którego od dawna szukałam. Mam słabość do kosmetyków w formie pianek. Uwielbiam muskanie wywołane tworzeniem się i pękaniem drobnych bąbelków. To jednocześnie przyjemne i zabawne. Jakby stado motylków przysiadło na twarzy i trzepotało skrzydełkami. W dodatku pianka Iossi pachnie NIEZIEMSKO! Ziołowy, bardzo przyjemny aromat przenosi mnie do czasów dzieciństwa. Kojarzy mi się z herbatą, którą miała w zwyczaju parzyć moja babcia. Każdego dnia jej zapach gościł w kuchni. Dziś przywołuję te miłe wspomnienia podczas mycia twarzy. Kto by pomyślał!?

Pianka jest bardzo wydajna, zamknięta w wygodnym pojemniku z dozownikiem. Koi, nawilża i odświeża twarz. Nie podrażnia, nie pozostawia zbędnych powłok na twarzy. Nie zapycha porów, delikatnie oczyszcza. Absolutny must have do łagodnej pielęgnacji. Stosowanie pianki Iossi stało się już moją rutyną, z której nie zamierzam rezygnować.

Zero waste {iossi}

Markę Iossi wyróżnia jeszcze jeden fakt. Prócz tego, iż oferuje kosmetyki wyprodukowane w zgodzie z naturą, stosuje także zasadę zero waste. Klienci po zużyciu kosmetyków mogą zwrócić puste opakowania do firmy, dzięki czemu zostaną wykorzystane ponownie. Będziemy ekologiczni i dodatkowo zyskamy serum do twarzy i torebeczkę nasion do wysiania jako podarunek przy kolejnym zamówieniu. Świetna inicjatywa!

Pamiętam do dziś, jak za czasów nastoletnich w rodzinnym domu kobiety przekazywały sobie z rąk do rąk katalogi Avon. Właściwie wszystkie możliwe kosmetyki w łazience począwszy od szamponów poprzez paletki cieni do powiek, aż po lakiery do paznokci nosiły logo właśnie tej marki. Pamiętam euforię, gdy mama pozwoliła mi zamówić sobie jakiś drobiazg. Pierwsza kredka do oczu, tusz do rzęs, puder. To właśnie Avon wprowadził mnie w świat kosmetyków. Z czasem jednak zaczęłam poszerzać horyzonty i szybko zrozumiałam, że to… zwyczajnie kiepska marka.

Przez dobre dziesięć lat nie korzystałam z żadnych kosmetyków marki Avon. Nie byłam z nich zadowolona, nie satysfakcjonował mnie ich skład, a katalogi zaczęły mnie wręcz odstraszać. Do dziś mam wrażenie, że każdy z nich różni się jedynie okładką i kolejnością stron. Kiedy otrzymałam ofertę przetestowania ich zestawu od razu zaczęłam stukać na klawiaturze odmowę, ale nim kliknęłam “wyślij”, zastanowiłam się.

Być może coś się zmieniło? Może firma poszła naprzód, kosmetyki zostały udoskonalone, oferta poszerzona o produkty zgodne z obecnie panującymi trendami? Poczułam nieodpartą chęć, by osobiście to sprawdzić. Dostałam paczkę-niespodziankę, a w niej:

  • balsam do ciała Rare Pearls,
  • odświeżająca maseczka w płachcie z aloesem Avon Care,
  • mgiełka do ciała Encanto Charming,
  • żel pod prysznic Kir Royale,
  • dezodorant w kulce Imari Fantasy,
  • mgiełka do ciała z eukaliptusem i miętą Arometherapy, Planet Spa

Odświeżająca maseczka w płachcie z aloesem Avon Care

Jak dotąd nie wiedziałam, że Avon również wprowadził jakże modne w ostatnim czasie maseczki na płachcie. Z nutą podejrzliwości, a nawet przerażenia postanowiłam nałożyć ją na twarz. Maseczka jest bardzo obficie nasączona płynem aloesowym, który aż spływał po maseczce. Może i niezbyt komfortowe, ale uznaję to za plus. Z opakowania również zdołałam wycisnąć sporą część kosmetyku, którą wykorzystałam na szyję i dekolt (lubię wykorzystywać kosmetyki do końca). Płachta wygoda, fajnie wyprofilowana, idealnie wpasowała się w moją twarz, co jest rzadkością. Przyjemny, delikatny zapach relaksuje zmysły. Nawilżenie, owszem, jest wyczuwalne, ale mam wrażenie, że to tylko chwilowy efekt zaraz po zabiegu. Ogólnie jestem zadowolona, choć żeby zdać realną recenzję na temat jej skuteczności musiałabym użyć jej co najmniej kilka razy.

Mgiełka do ciała Encanto Charming

Mgiełki od zawsze były moją słabością. Encanto Charming to zamknięty w uroczej różowej buteleczce aromat słodkiego ananasa, soczystej jeżyny i drewna sandałowego. Ja określam go jako cukierkowy. Przyznam, że bardzo lubię tego typu słodkie mgiełki, a zatem kosmetyk przypadł mi do gustu. Niestety nie utrzymuje się zbyt długo ani na skórze, ani na odzieży. Zapewne “wypsikam” ją w tydzień, może dwa. Ps. Maja mistrzynią drugiego planu 😀

Mgiełka do ciała z eukaliptusem i miętą Arometherapy, Planet Spa

Jak już mówiłam – kocham mgiełki. Oczywiście, nie wszystkie zapachy wpisują się w moje gusta, ale mimo tego, iż eukaliptus i mięta diametralnie różni się od Encanto Charming, bardzo mi się podoba. Faktycznie jest to zapach typowy dla aromaterapii. Zmysłowy, ziołowy, głęboki sprawia, że zmysły są ukojone. Zapach nie jest zbyt intensywny i niestety szybko się ulatnia. Niezwykle ciekawa kompozycja, której zapewne bym nie wybrała bez wypróbowania. Bardzo cieszę się, że ten jakże odbiegający od reszty produkt dołączył do mojej kolekcji zapachów.

Czy zmieniłam zdanie na temat kosmetyków Avon?

Mgiełki oceniam na plus, maseczkę także, ale reszta kosmetyków niestety jest (mówiąc łagodnie) kiepska. Balsam do ciała Rare Pearls nie jest dla mnie kosmetykiem pielęgnacyjnym. Ekstremalnie mocny zapach (wiadomo, balsam perfumowany, ale uważam, że zapach jest mimo to zbyt silny), ciężka konsystencja i kiepski skład po prostu odstrasza.

Żel pod prysznic Kir Royale, czy aby na pewno jest żelem? Powinien nosić miano “avonowskiego” glibbi. Konsystencja absolutnie nie jest żelowa, a galaretowata. Ciężko jest wycisnąć początek produktu, a co dopiero kocówkę. Nawet rozcieńczanie wodą niewiele pomaga! Jego zapach to dla mnie koszmar. Mogę przysiąc, że pachnie dokładnie tak, jak znienawidzony za czasów dzieciństwa antybiotyk na anginę. Chcę zapomnieć, że ten produkt był w moich dłoniach.

I na koniec dezodorant w kulce Imari Fantasy. Poważnie ktoś jeszcze używa te kulko-sztyfty? Starałam się podejść do tego na poważnie. Użyłam i… zgodnie z obawą zamiast cieszyć się miłym zapachem, (który z resztą wcale się miły nie okazał) zyskałam uczucie sklejonych paszek 😀 Kuleczkom zatem mówię stanowcze nie.


Nie zmieniłam zdania odnośnie marki Avon. Mimo szczerych chęci i pozytywnego nastawienia nadal uważam, że te kosmetyki nie należą do najlepszych. Nie mnie to oceniać, ale odnoszę wrażenie, że producenci utknęli w starych projektach i nie brną na przód, nie doskonalą się. Zdarzają się perełki, ale nawet one mają swoje wady. Może w przyszłości, może następnym razem Avon zdoła mnie oczarować, ale jeszcze nie dziś.

Choć dotychczas największym zaufaniem darzyłam kosmetyki polskich marek tak nadszedł czas, w którym odważyłam się na produkty zagraniczne. Tak oto rozpoczęłam testowanie kremów pielęgnacyjnych koreańskiej marki D’RAN. Firma zajmuje się wytwarzaniem wysokiej jakości kosmetyków z naturalnych składników. Nazwa firmy powstała od słów “dermatologia” oraz “razem”. Ideą D’RAN jest dążenie do harmonii zdrowej skóry i wydobywania optymalnego piękna.

Kosmetyki cechują wyselekcjonowane składniki między innymi takie jak witamina B3 oraz atrybutyna odpowiedzialne za odnowę skóry, poprawę jej kondycji oraz wyrównanie kolorytu poprzez rozjaśnianie. Firma oferuje kosmetyki dla kobiet, które zamierzają przeciwdziałać starzeniu się skóry.

W ofercie sklepu widnieje dziewięć rodzajów kremów pielęgnacyjnych, wśród których każdy znajdzie coś dla siebie. Kosmetyki zostały szczegółowo opisane na stronie internetowej, co rzadko się zdarza. Uwzględniony został skład, działanie, sposób użycia, a nawet test lepkości i przywierania.

Energetyzujący Swallownest

Wonder Swallownest Cream. Poprawia elastyczność skóry. Dodaje skórze witalności, odżywia ją i wzmacnia. Nawilża i zmiękcza skórę. Zapaokwany został w eleganckie, poręczne i pojemne opakowanie, które nie tylko jest praktycznie ale również ładnie prezentuje się na łazienkowych półkach. Krem posiada piękny, delikatny zapach oraz przyjemną kremowo-żelową konsystencję. Natychmiastowo się wchłania i zapewnia dogłębne nawilżenie na długi czas. Świetnie nadaje się jako baza pod makijaż.

Oczyszczający Hwangto

Wonder Hwangto Cream. Nawilża skórę, oczyszcza i eliminuje zanieczyszczenia. Zapobiega utracie wody. Poprawia elastyczność skóry. Krem idealny jest nie tylko na skórę twarzy, ale także ciała (czytaj: rozstępy). Krem posiada lekką kremową konsystencję oraz bardzo przyjemny zapach, który kojąc zmysły umila domową pielęgnację. Kosmetyk jest bardzo wydajny, wystarczy niewielka ilość by uzyskać odpowiednie nawilżenie. Szybko się wchłania i wygładza skórę twarzy.