Tag

uroda

Browsing

Czy wiesz, że istnieją kosmetyki antysmogowe przeznaczone dla mieszkańców miast? Zapraszam na recenzję kosmetyków Polli Organics Skin Care.

Życie w mieście jest fajną sprawą. Wygoda, dostęp do sklepów, wszelakich dóbr i rozrywek, a przede wszystkim nieustanny kontakt z ludźmi to jedne z wielu zalet, które sprawiły, że postanowiłam zapuścić tutaj swoje korzenie. Miasto niestety ma też swoje wady. Ograniczony kontakt z naturą, mniej prywatności, ciszy i spokoju. Trudno tutaj ujrzeć rozgwieżdżone niebo, bo latarnie miejskie biją swoim blaskiem w okna. Rankiem nie tyle słychać śpiew ptaków co szum przejeżdżających aut albo trajkoczących przechodniów. W powietrzu wisi smog, który szkodzi nie tylko naszym płucom ale i skórze…

Na wszystko jest jednak sposób. By obserwować gwiazdy wybieram się na romantyczne, pełne magii nocne spacery. By usłyszeć ptasi koncert wyjeżdżam do babci na wieś. Natomiast kiedy chcę uchronić swoją skórę przed smogiem, stosuję kosmetyki antysmogowe.

Mieszkam co prawda w niewielkim miasteczku, ale nawet tutaj zanieczyszczone powietrze daje się we znaki. Początkowo byłam rozbawiona samą ideą marki Polli. Jednak kiedy przeanalizowałam sprawę zrozumiałam, że faktycznie stan mojej cery pogorszył się od jakichś pięciu lat, czyli dokładnie tyle, ile mieszkam w mieście. Zapchane pory i liczne przebarwienia zaczęły występować u mnie coraz bardziej.

Polli Organics Skin Care

Polli Cosmetics Skin Care to pierwsza marka produkująca kosmetyki antysmogowe jaka pojawiła się w mojej toaletce. Kreatorka marki – Natalia Kokina dba, by produkty jej autorstwa były dostosowane przede wszystkim do mieszkanek miast. Kosmetyki pozbawione są wypełniaczy, barwników, sztucznych aromatów, olejów mineralnych, parabenów i silikonów. Dostosowane są do panującego klimatu. Działają łagodząco i nawilżająco, tworząc skuteczną barierę ochronną.

Delikatna pianka oczyszczająca do twarzy

Polli Organic Skin Care

Pianka sprawdza się dokładnie tak, jak powinna. Delikatnie myje muskając naskórek maleńkimi bąbelkami. Kosmetyk pozostawia twarz delikatnie nawilżoną i odświeżoną. Produkt jest wydajny, nawet bardzo. Zapakowany w specjalny pojemnik z dozownikiem. Ma przyjemny, choć apteczny zapach, który szybko się ulatnia. Pianka łagodzi wszelkie stany zapalne, zmiany trądzikowe, koi i delikatnie poprawia koloryt skóry. Usuwa zanieczyszczenia w bardzo łagodny sposób. Nie powoduje przesuszania, czy nieprzyjemnego ściągania skóry. Jej składniki w 99% są pochodzenia naturalnego. Bezpieczny i skuteczny kosmetyk.

Delikatnie nawilżający krem do twarzy

Polli Organics Skin Care

Krem jest dla mnie dużym odkryciem. Jego konsystencja jest zadziwiająca. Przypomina nie tyle krem co serum. Jest dość rzadki i ma charakterystyczny żółty odcień. Pierwsze skojarzenie z jego wyglądem to deser z dzieciństwa, który często przygotowywała mi babcia – kogel-mogel. Niestety to z pewnością nie ów smakołyk. Pachnie aptecznie, lekko ziołowo, niekoniecznie przyjemnie. Mój nos go nie polubił. Kosmetyk nałożony na twarz wchłania się ekspresowo, dosłownie! A wraz z jego wnikaniem w naskórek zapach się ulatnia. Jestem więc w stanie go zaakceptować. Zapakowany został w wygody i wydajny pojemnik. Zawiera dozownik, który odmierza idealną ilość specyfiku, wystarczającą na pokrycie całej twarzy. Kosmetyk stanowi idealną bazę pod makijaż. Nigdy wcześniej nie miałam kremu, ani nawet bazy, które by tak świetnie współgrały z makijażem. Krem pozostawia swego rodzaju filtr, ale w żadnym wypadku nie jest to tłusta, czy wyraźnie odczuwalna powłoka. Produkt jest bardzo wygody w użytkowaniu i spełnia swoją rolę.

polli organics

Z czystym sumieniem mogę polecić kosmetyki marki Polli Organics Skin Care. Przystępując do ich testowania byłam nastawiona bardzo sceptycznie. Nie pasowała mi konsystencja i kolor kremu, a także zapach obydwu produktów. Już na samym starcie założyłam, że się nie polubimy, a jednak! Wystarczył tydzień regularnego stosowania, by okryć ich cenne właściwości. Stan mojej cery widocznie się poprawił. Nie ukrywam, że moja twarz nadal ma skłonności do przebarwień i zapychania porów, jednak występuje to w zdecydowanie mniejszym stopniu niż dotychczas.

Długa, gorąca kąpiel w wannie w połączeniu z aromatycznymi świecami, dobrą książką i niekiedy z kieliszkiem wina stanowi dla mnie najlepszą formę relaksu. Mam do tego słabość! Uwielbiam też trwonić oszczędności na wymyślne kosmetyki do kąpieli, ale zdecydowanie bliżej mi do domowych, w pełni naturalnych produktów. Te własnoręcznie wykonane sprawiają mi ogrom frajdy.

Zarówno Majka jak i ja sama mamy wrażliwą skórę, dlatego musimy wspomagać jej pielęgnację sprawdzonymi i bezpiecznymi sposobami. Produkty domowe to niezawodne pomoce w tej kwestii. Soda oczyszczona działa wygładzająco i łagodząco. Idealnie koi skórę i goi podrażnienia. Kwasek cytrynowy pomaga wyrównać pH skóry, odświeża i nadaje skórze blasku. Mleko w proszku odżywia, wygładza i regeneruje. Wykorzystując wymienione produkty stworzyłam ostatnio banalnie proste, urocze i naturalne musujące kuleczki do kąpieli.

Baza:

Najważniejsza część to przygotowanie podstawy. Kiedy stworzymy bazę możemy bawić się z dodatkami i tworzyć własne wariacje.

  • około 100 ml wody w pojemniczku z atomizerem,
  • 400 g sody oczyszczonej,
  • 60 g kwasku cytrynowego,
  • pół szklanki pełnego mleka w proszku,
  • 10 łyżek oliwki do ciała.

Najpierw wsypujemy do miski produkty w proszku. Następnie dodajemy oliwkę. Mieszamy całość dokładnie po każdej dodanej łyżce kosmetyku. Dodajemy wodę. Tutaj bardzo ważne jest, aby nie wlewać jej bezpośrednio na masę bo soda zacznie się pienić, a jak wiadomo, ma się to dziać dopiero w kąpieli 🙂 Tutaj postępujemy podobnie jak z oliwką. Po każdej dodanej wodnej mgiełce mieszamy masę dłońmi, aż stanie się plastyczna, podobna konsystencją do mokrego piasku lub śniegu. Na koniec urozmaicamy gotową bazę dodatkami, które nadadzą kuleczkom charakteru. A możliwości jest mnóstwo!

Potrzebne będą też foremki do formowania kulek. Można zakupić je w sieci, albo wykazać się pomysłowością. Ja użyłam piłeczki do ping ponga 😀 Rozcięłam ją na pół i foremka gotowa! Dzięki temu kulki są mniejsze od standardowych. Zajmują mniej miejsca, są poręczniejsze i wprost idealne dla dzieci.

Rumiankowe ukojenie

  • 2,5 łyżki suszonego rumianku

Te kuleczki tworzyłam głównie z myślą o Majce. Moja córka podobnie jak ja ubóstwia długie kąpiele w wannie. Niestety jej skórka jest bardzo wrażliwa i podatna na podrażnienia, dlatego przy tworzeniu kuleczek dla niej, postanowiłam sięgnąć po rumianek. Jest on świetnym wsparciem na tego typu problemy. Ekspresowo łagodzi zmiany skórne i ma przyjemny ziołowy zapach. Zrobiłam dla niej dwie wersje kolorystyczne: białą oraz różową z dodatkiem kilku kropel barwnika spożywczego.

musujące kuleczki do kąpieli

Bukiet róż

  • niewielka garść suszonych płatków róż
  • 10 kropel olejku lawendowego

Uwielbiam suszyć kwiaty i wykorzystywać je do kąpieli, dlatego nie mogło zabraknąć kuleczki musującej z płatkami róż. Do bazy dodałam garstkę suszu i 10 kropel olejku lawendowego. Teoretycznie bardziej pasowałby tutaj olejek różany, ale lubię urozmaicenia i zwariowane kombinacje. Olejek lawendowy działa przeciwzapalnie i antyseptycznie, działa uspokajająco i wyciszająco. W dodatku specyfik odmładza i wygładza naskórek.

musujące kuleczki do kąpieli

Cynamonowa kawa

  • 3 płaskie łyżki kawy mielonej
  • pół łyżeczki cynamonu

Nie mogło obyć się także bez dwóch rzeczy, które uwielbiam, a mianowicie: kawy i cynamonu. Nie dość, że to mieszanka nieziemskich aromatów to jeszcze wspaniale peelingują skórę. Wygładzenie, nawilżenie, poprawa ukrwienia – gwarantowane. Dodatkowo cynamon ma moc oczyszczania ciała z toksyn.

musujące kuleczki do kąpieli

Herbaciana słodycz

  • 15 kropel olejku herbacianego
  • 2 łyżki cukru gruboziarnistego

Olejek herbaciany to zdecydowanie mój faworyt wśród aromatów. Silny, ale bardzo przyjemny zapach koi zmysły, a ponadto ma szereg cudownych właściwości. Działa antyseptycznie, przeciwbakteryjnie, przeciwgrzybiczo i przeciwwirusowo. Skutecznie leczy podrażnienia, trądzik, wybiela blizny.

musujące kuleczki do kąpieli

Przedstawiłam zaledwie cztery możliwości na musujące kuleczki do kąpieli. Mam nadzieję, że jeśli skorzystasz z przepisu wykażesz się kreatywnością i stworzysz dodatkowe kombinacje. Jeśli tak się stanie podziel się nimi w komentarzu. Inspirujmy się nawzajem 🙂 Niebawem post z przepisem na sole do kąpieli, a tymczasem zapraszam na stary, ale nadal aktualny wpis z przepisem na domowe peelingi.

Pamiętam do dziś, jak za czasów nastoletnich w rodzinnym domu kobiety przekazywały sobie z rąk do rąk katalogi Avon. Właściwie wszystkie możliwe kosmetyki w łazience począwszy od szamponów poprzez paletki cieni do powiek, aż po lakiery do paznokci nosiły logo właśnie tej marki. Pamiętam euforię, gdy mama pozwoliła mi zamówić sobie jakiś drobiazg. Pierwsza kredka do oczu, tusz do rzęs, puder. To właśnie Avon wprowadził mnie w świat kosmetyków. Z czasem jednak zaczęłam poszerzać horyzonty i szybko zrozumiałam, że to… zwyczajnie kiepska marka.

Przez dobre dziesięć lat nie korzystałam z żadnych kosmetyków marki Avon. Nie byłam z nich zadowolona, nie satysfakcjonował mnie ich skład, a katalogi zaczęły mnie wręcz odstraszać. Do dziś mam wrażenie, że każdy z nich różni się jedynie okładką i kolejnością stron. Kiedy otrzymałam ofertę przetestowania ich zestawu od razu zaczęłam stukać na klawiaturze odmowę, ale nim kliknęłam “wyślij”, zastanowiłam się.

Być może coś się zmieniło? Może firma poszła naprzód, kosmetyki zostały udoskonalone, oferta poszerzona o produkty zgodne z obecnie panującymi trendami? Poczułam nieodpartą chęć, by osobiście to sprawdzić. Dostałam paczkę-niespodziankę, a w niej:

  • balsam do ciała Rare Pearls,
  • odświeżająca maseczka w płachcie z aloesem Avon Care,
  • mgiełka do ciała Encanto Charming,
  • żel pod prysznic Kir Royale,
  • dezodorant w kulce Imari Fantasy,
  • mgiełka do ciała z eukaliptusem i miętą Arometherapy, Planet Spa

Odświeżająca maseczka w płachcie z aloesem Avon Care

Jak dotąd nie wiedziałam, że Avon również wprowadził jakże modne w ostatnim czasie maseczki na płachcie. Z nutą podejrzliwości, a nawet przerażenia postanowiłam nałożyć ją na twarz. Maseczka jest bardzo obficie nasączona płynem aloesowym, który aż spływał po maseczce. Może i niezbyt komfortowe, ale uznaję to za plus. Z opakowania również zdołałam wycisnąć sporą część kosmetyku, którą wykorzystałam na szyję i dekolt (lubię wykorzystywać kosmetyki do końca). Płachta wygoda, fajnie wyprofilowana, idealnie wpasowała się w moją twarz, co jest rzadkością. Przyjemny, delikatny zapach relaksuje zmysły. Nawilżenie, owszem, jest wyczuwalne, ale mam wrażenie, że to tylko chwilowy efekt zaraz po zabiegu. Ogólnie jestem zadowolona, choć żeby zdać realną recenzję na temat jej skuteczności musiałabym użyć jej co najmniej kilka razy.

Mgiełka do ciała Encanto Charming

Mgiełki od zawsze były moją słabością. Encanto Charming to zamknięty w uroczej różowej buteleczce aromat słodkiego ananasa, soczystej jeżyny i drewna sandałowego. Ja określam go jako cukierkowy. Przyznam, że bardzo lubię tego typu słodkie mgiełki, a zatem kosmetyk przypadł mi do gustu. Niestety nie utrzymuje się zbyt długo ani na skórze, ani na odzieży. Zapewne “wypsikam” ją w tydzień, może dwa. Ps. Maja mistrzynią drugiego planu 😀

Mgiełka do ciała z eukaliptusem i miętą Arometherapy, Planet Spa

Jak już mówiłam – kocham mgiełki. Oczywiście, nie wszystkie zapachy wpisują się w moje gusta, ale mimo tego, iż eukaliptus i mięta diametralnie różni się od Encanto Charming, bardzo mi się podoba. Faktycznie jest to zapach typowy dla aromaterapii. Zmysłowy, ziołowy, głęboki sprawia, że zmysły są ukojone. Zapach nie jest zbyt intensywny i niestety szybko się ulatnia. Niezwykle ciekawa kompozycja, której zapewne bym nie wybrała bez wypróbowania. Bardzo cieszę się, że ten jakże odbiegający od reszty produkt dołączył do mojej kolekcji zapachów.

Czy zmieniłam zdanie na temat kosmetyków Avon?

Mgiełki oceniam na plus, maseczkę także, ale reszta kosmetyków niestety jest (mówiąc łagodnie) kiepska. Balsam do ciała Rare Pearls nie jest dla mnie kosmetykiem pielęgnacyjnym. Ekstremalnie mocny zapach (wiadomo, balsam perfumowany, ale uważam, że zapach jest mimo to zbyt silny), ciężka konsystencja i kiepski skład po prostu odstrasza.

Żel pod prysznic Kir Royale, czy aby na pewno jest żelem? Powinien nosić miano “avonowskiego” glibbi. Konsystencja absolutnie nie jest żelowa, a galaretowata. Ciężko jest wycisnąć początek produktu, a co dopiero kocówkę. Nawet rozcieńczanie wodą niewiele pomaga! Jego zapach to dla mnie koszmar. Mogę przysiąc, że pachnie dokładnie tak, jak znienawidzony za czasów dzieciństwa antybiotyk na anginę. Chcę zapomnieć, że ten produkt był w moich dłoniach.

I na koniec dezodorant w kulce Imari Fantasy. Poważnie ktoś jeszcze używa te kulko-sztyfty? Starałam się podejść do tego na poważnie. Użyłam i… zgodnie z obawą zamiast cieszyć się miłym zapachem, (który z resztą wcale się miły nie okazał) zyskałam uczucie sklejonych paszek 😀 Kuleczkom zatem mówię stanowcze nie.


Nie zmieniłam zdania odnośnie marki Avon. Mimo szczerych chęci i pozytywnego nastawienia nadal uważam, że te kosmetyki nie należą do najlepszych. Nie mnie to oceniać, ale odnoszę wrażenie, że producenci utknęli w starych projektach i nie brną na przód, nie doskonalą się. Zdarzają się perełki, ale nawet one mają swoje wady. Może w przyszłości, może następnym razem Avon zdoła mnie oczarować, ale jeszcze nie dziś.

Dnia 1 września bieżącego roku miałam przyjemność zorganizować IV edycję Blogilly, ale o tym opowiem Wam w kolejnym poście. Jednym ze sponsorów spotkania została zaprzyjaźniona firma kosmetyczna Bell, która podarowała na moje wydarzenie paczuszki pełne kosmetyków do makijażu. W tym poście zaprezentuję jej zawartość.

Bell Moisturizing Primer

Nawilżająco-wygładzająca baza pod makijaż Bell Moisturizing Primer podbiła moje serce. Jak dotąd nie stosowałam żadnej bazy pod makijaż z prostej przyczyny – żadna nie spełniała moich oczekiwań. Baza od Bell jednak stanęła na wysokości zadania i od dziś na stałe gości wśród moich kosmetycznych ulubieńców. Jej konsystencja jest bardzo lekka i płynna. Wchłania się niczym krem, nie pozostawia tłustej i wyczuwalnej powłoki na twarzy. Świetnie matowi, nawilża i daje efekt natychmiastowego wygładzenia. Dzięki temu podkład idealnie trzyma się na skórze. Maskuje podrażnienia i skórki oraz zapobiega przesuszaniu się skóry. Baza jest bardzo wydajna, a jej koszt mieści się w kwocie 25 złotych.

Bell Soft Eyeshadow Base, Bell Cover Eye&Skin Concealer

Baza pod cienie to mój must have wśród kosmetyków. Jak dotąd używałam różnych kosmetyków wspomagających trwałość i pigmentację cieni. Każdy z nich sprawiał się dobrze. Podobnie jak w przypadku firmy Bell, kosmetyk spełnia swoje zadanie. Konsystencja, odcień, trwałość – wszystko na najwyższym poziomie.

Korektor jednak odrobinę wysusza skórę i przy użyciu pędzla zostawia efekt maski. Po wklepaniu go palcami w skórę daje naturalny efekt. Wygodny aplikator ułatwia nakładanie korektora. Dość dobrze maskuje cienie pod oczami.

Bell Magic Glitter Lips, Bell Metalic Liquid Lips

Idealna, prawdziwie krwista pomadka do ust. Intensywny, głęboki kolor, wygodny aplikator ułatwiający precyzyjny makijaż ust, bardzo dobra trwałość. Ta pomadka jest klasykiem i obowiązkowym kosmetykiem każdej kobiety. Metalic Liquid Lips pomimo równie dobrej trwałości nie odpowiada mi swoim kolorem. Nie współgra on z moją karnacją.

Bell Eyeliner Tint Pen

Bardzo trwały, wodoodporny eyeliner w pisaku. Utrzymuje się bardzo długo, jest wydajny, a specjalny pędzelek ułatwia malowanie. Kolor jest bardzo głęboki. Kosmetyk pochodzi z serii hipoalergicznej, dzięki czemu jest w pełni bezpieczny.

Bell Nail Polish

Lakier do paznokci z milionem błyszczących drobinek. Nie jestem zwolenniczką tradycyjnych lakierów do paznokci. Zdecydowanie wolę trwalsze lakiery hybrydowe, aczkolwiek postanowiłam dać mu szansę. Dwie warstwy lakieru zapewniają odpowiednie krycie. Kosmetyk szybko wysycha, pędzelek jest precyzyjny. Niestety jednak trwałość jest typowa  jak u większości lakierów – 2/3 dni.

Znalezione obrazy dla zapytania bell kosmetyki

Bell

Bell to działający od trzydziestu lat polski producent i dystrybutor kosmetyków kolorowych. Cechują się one światowymi standardami na najwyższym poziomie. Bell w swojej ofercie posiada kosmetyki różnorodne, dostosowane dla każdego, bardzo dobrej jakości i w przystępnej cenie. Rozwój marki jest oszałamiający! Bell bez problemu nadąża za wszystkimi nurtami w świecie urody i dostosowuje swoje kosmetyki do panujących trendów. Zapraszam do przeglądu nowości, które w ostatnim czasie trafiły na rynek kosmetyczny.

Bell Smoky Kajal – Konturówki do oczu

Produkty te to totalna nowość w mojej kolekcji kosmetyków. Nigdy wcześniej nie miałam styczności z konturówkami do oczu zamkniętymi w opakowaniu dla tradycyjnej pomadki. Początkowo podeszłam do nich dość sceptycznie. Wydawało mi się, że ich użytkowanie będzie trudne, ale się pomyliłam. Stożkowy kształt ułatwia precyzyjne nałożenie koloru, a opakowanie zapewnia znacznie lepszą trwałość kosmetyku niż tradycyjne konturówki w postaci kredki. Przetestowałam dwa kolory: czarny oraz szary. Kosmetyki idealnie nadają się do makijażu typu smoky eye. Są trwałe, wyraziste, nie rolują się na powiece, wygodne w użyciu i niewielkie (zmieszczą się w każdej torebce).

Bell Matt Liquid Lips – matowe pomadki

Hit ponad wszystkie hity! Cudowne, modne odcienie, głębia koloru i niesamowita trwałość zamknięta w małym, poręcznym i eleganckim opakowaniu! Test trwałości pomadek robiłam aż trzy razy z prostej przyczyny – nie wierzyłam własnym oczom, że są faktycznie tak mocne! Moim ulubieńcem od razu mianowałam numer 02, który kolorem zbliżony jest do zgaszonej purpury. Pomadki są odporne na ścieranie. Piłam w nich kawę, dawałam buziaki mężowi i córce, oblizywałam usta, jadłam, a usta wciąż były idealnie podkreślone. Po całym dniu noszenia kosmetyku wystąpiły bardzo małe ubytki, głównie w wewnętrznej części. Największym plusem dla mnie jest to, iż pomadka nie wysusza ust, a jest to typowe dla matowych pomadek. Kosmetyk mimo trwałości idealnie zmywa się w kontakcie z preparatami do demakijażu.

Bell Shine Lips Top Coat – Połyskujący top coat do ust

Nie lubię brokatowych drobinek na ustach ani błyszczyków, ale… te produkty są godne uwagi. Nie zostawiają typowej dla tradycyjnych błyszczyków klejącej warstwy na ustach, do której lubię przyklejać się włosy 😀 Pomadki w kilka sekund zastygają na ustach tworząc trwałą pomadkę o zniewalającym połysku. Podobnie jak matowe pomadki są one bardzo trwałe, nie wysuszają ust oraz dzięki odpowiednio wyprofilowanej szczoteczce ułatwiają precyzyjną aplikację. Kosmetyk został zamknięty w bardzo eleganckim, poręcznym opakowaniu.

Bell Stay on Brow – krem do stylizacji brwi

Poniższy kosmetyk to nic innego jak krem do stylizacji brwi. Występuję on w dwóch wersjach kolorystycznych przeznaczonych dla brunetek oraz blondynek. Zamknięte zostały w maleńkich, przyjemnych dla oka słoiczkach. Umożliwiają idealne podkreślenie, zagęszczenie i uwydatnienie brwi z naturalnym efektem. Bez względu na posiadany odcień włosów polecam zakupić obydwa produkty. Jaśniejszy krem idealnie nadaje się na początkowe włoski brwi, które powinny być delikatnie podkreślone, zaś ciemniejszy na resztę brwi dla większej wyrazistości. Kremy należy nakładać ściętym pędzlem do stylizacji brwi.

Bell Highlight Powder, Bell Bronze Powder – bronzer i rozświetlacz

Choć jak dotąd używałam rozświetlacza dość niechętnie i nieudolnie (poprzez złą jakość kosmetyku) tak dziś chętnie po niego sięgam. Rozświetlacz marki Bell ma maleńkie drobinki, które nie tworzą brokatowej powłoki, a pożądaną lekką poświatę na skórze. Kilka odcieni zawartych w kosmetyku sprawiają, iż dostosowuje się on do każdego odcienia skóry. Trwały, wydajny i zamknięty w eleganckim opakowaniu. Bronzer zaś niestety nie przypadł mi do gustu. Jestem zwolenniczką matowych kosmetyków do konturowania zatem bronzer marki Bell nie ma szans by dołączyć do moich ulubieńców.

Podobny obraz

Choć dotychczas największym zaufaniem darzyłam kosmetyki polskich marek tak nadszedł czas, w którym odważyłam się na produkty zagraniczne. Tak oto rozpoczęłam testowanie kremów pielęgnacyjnych koreańskiej marki D’RAN. Firma zajmuje się wytwarzaniem wysokiej jakości kosmetyków z naturalnych składników. Nazwa firmy powstała od słów “dermatologia” oraz “razem”. Ideą D’RAN jest dążenie do harmonii zdrowej skóry i wydobywania optymalnego piękna.

Kosmetyki cechują wyselekcjonowane składniki między innymi takie jak witamina B3 oraz atrybutyna odpowiedzialne za odnowę skóry, poprawę jej kondycji oraz wyrównanie kolorytu poprzez rozjaśnianie. Firma oferuje kosmetyki dla kobiet, które zamierzają przeciwdziałać starzeniu się skóry.

W ofercie sklepu widnieje dziewięć rodzajów kremów pielęgnacyjnych, wśród których każdy znajdzie coś dla siebie. Kosmetyki zostały szczegółowo opisane na stronie internetowej, co rzadko się zdarza. Uwzględniony został skład, działanie, sposób użycia, a nawet test lepkości i przywierania.

Energetyzujący Swallownest

Wonder Swallownest Cream. Poprawia elastyczność skóry. Dodaje skórze witalności, odżywia ją i wzmacnia. Nawilża i zmiękcza skórę. Zapaokwany został w eleganckie, poręczne i pojemne opakowanie, które nie tylko jest praktycznie ale również ładnie prezentuje się na łazienkowych półkach. Krem posiada piękny, delikatny zapach oraz przyjemną kremowo-żelową konsystencję. Natychmiastowo się wchłania i zapewnia dogłębne nawilżenie na długi czas. Świetnie nadaje się jako baza pod makijaż.

Oczyszczający Hwangto

Wonder Hwangto Cream. Nawilża skórę, oczyszcza i eliminuje zanieczyszczenia. Zapobiega utracie wody. Poprawia elastyczność skóry. Krem idealny jest nie tylko na skórę twarzy, ale także ciała (czytaj: rozstępy). Krem posiada lekką kremową konsystencję oraz bardzo przyjemny zapach, który kojąc zmysły umila domową pielęgnację. Kosmetyk jest bardzo wydajny, wystarczy niewielka ilość by uzyskać odpowiednie nawilżenie. Szybko się wchłania i wygładza skórę twarzy.