Tajemnicza okładka, zagadkowy tytuł, polski autor, gatunek horror. Nie mogłam przejść obok tego obojętnie. Historia opowiada o czarnej furgonetce porywającej dzieci, przed którą swego czasu każdy był przestrzegany w latach wczesnej młodości. Czy historia Wilczyńskiego jest warta przeczytania?

dwadzieścia lat ciszy

Bogna, Hubert, Blacha, Niko

Autor nie trwoni stron na łagodne wprowadzenie. Brutalnie wrzuca czytelnika w akcję. Zaczynamy od prologu, w którym jakiś tam Zbyszek znika w czarnym pojeździe. Zaraz później przenosimy się do Huberta. Kolejny rozdział dotyczy Bogny, następny Blachy, aż w końcu poznajemy Nikodema. Takie początki wymagają skupienia by nie pomieszać postaci i pozostać biernym. Nie mniej jednak podobało mi się, że mogliśmy poznać historię i położenie każdego z bohaterów.

Cześć pieśni

Wykreowane postacie przypadły mi do gustu. Były jednocześnie proste i intrygujące, skrywające mroczne tajemnice. Początkowe przedstawienie furgonetki było klimatyczne, jednak z czasem jej czar zaczynał znikać.

Akcja na pozór toczyła się szybko, dynamicznie, ale 3/4 treści krążyło wokół życia bohaterów, a nie tajemniczego pojazdu, który był głównym wątkiem. Rozszyfrowanie zagadki porwanych dzieci było bardzo mozolne i męczące. Brakowało jakichkolwiek punktów zwrotnych. Zaakceptowałam to. Liczyłam, że zakończenie będzie tego warte, jednak przeliczyłam się.

Trochę pozytywów

Przyznaję, że autor posługuje się lekkim, przyjemnym językiem. Stosuje proste opisy, czasem aż nadto dosadne, jednak działa to na korzyść książki.

Intrygujący tytuł, bardzo klimatyczna okładka, której autorem jest Krzysztof Krawiec, fajny pomysł na powieść.

I to by było na tyle.

Podsumowanie

Bez wątpienia plan na książkę był dobry. Bardzo dobry. Ale zakończenie narodziło jeszcze więcej pytań i niewiadomych niż początek powieści. W zasadzie nic się nie wyjaśniło. Akcja, akcja, akcja i nagle koniec, cześć pieśni (autor nieustannie powtarzał te słowa).

Prolog czytałam cztery razy. Cztery razy! Próbowałam na jego podstawie wyciągnąć jakiekolwiek wnioski, ale nic z tego. Była furgonetka, nie ma furgonetki. Dzieci porywano, jedno po dwudziestu latach wróciło, ale jak? Co z resztą? Co z Blachą, co z Niko?

Wilczyński zrobił podłego psikusa. Wydał ciekawą książkę z dobrym pomysłem, a potem zwyczajnie ją zakończył. Beznadziejnie zakończył. To tak, jak dać dziecku balonik, a następnie go przebić.

Autor

25-letnia blogerka, organizatorka spotkań dla blogujących kobiet na terenie województwa kujawsko-pomorskiego Blogilly. Zakochane w Księżycu wieczne dziecko, kociara, romantyczka twardo stąpająca po ziemi, infantylna altruistka, chaotyczna pedantka i minimalistka, książkoholiczka. Aktywna w blogosferze od marca 2015 r.

Zostaw komentarz